To już piąta część filmowej wyprawy na Antarktydę. Od razu ostrzegam – jeżeli jesteście czuli na piękno przyrody, ten odcinek Was znokautuje.

Zatoka Paradise Bay to jedno z najbardziej fantastycznych miejsc nas całym kontynencie. Pokażę Wam dziś widoki, które powodują że dywany same się zawijają, niedźwiedzie znoszą jajka a chomiki układają wiersze. Oto nie biorąca jeńców zatoka Paradise Bay. Trzymajcie się swoich kciuków!

Paradise Bay leży mniej więcej w połowie Półwyspu Antarktycznego.  Jest położona na tyle na południe, że czuć tutaj już prawdziwą, mroźną Antarktydę.  Jednocześnie zatoka obmywana jest jeszcze przez stosunkowo ciepły tutaj ocean, dzięki czemu dosłownie pulsuje wszelaką morską zwierzyną i ptactwem.

Mógłbym opowiadać godzinami o pięknie tego miejsca, o majestatycznych górach wznoszących się wprost z wód zatoki. O kilometrowej warstwie śniegu zalegającej na szczytach. Zamiast jednak opowiadać, pozwolę Wam po prostu to zobaczyć. Patrzcie i uzależniajcie się. To miejsce rozkocha w sobie Wasze dusze.

U nasady zatoki znajdowała się w XIX wieku baza wielorybnicza Paradise Harbour, która została następnie przekształcona w bazę naukową.  Obecnie znajdują się tutaj dwie bazy Antarktyczne – Argentyńska oraz Chilijska.  Są to jedne z niewielu miejsc gdzie bezpiecznie można zejść na ląd i znaleźć kawałek równego wybrzeża.

Znajdują się tutaj także gorące źródła…. Osobiście jestem ciepłolubny, a tutejsze ciepłe źródła mają zaledwie cztery stopnie powyżej zera.  Nie pozostało mi jednak nic innego jak zagryźć zęby i zostać morsem. Gdybym tego nie zrobił, do końca życia bym sobie tego nie darował.