No i stało się! Po siedmiu miesiącach siedzenia w ojczyźnie w końcu opuściłem granice naszego kraju i pobiegłem zagraniczny maraton! Wprawdzie niedaleko, bo raptem dwadzieścia kilometrów za naszą południową granicą, ale zawsze to ZAGRANICA! Tym samym mam na swoim liczniku 104 maraton oraz co najważniejsze 44 kraj 🙂

Od razu na starcie zaimponowała mi liczba rodaków, którzy stęsknieni startowej normalności przyjechali do Ostrawy. To była prawdziwa inwazja na Czechy! Ale inwazja pozytywna, sportowa, więc proszę jej nie mylić z tą z 1968 roku.

Wystartować można było w maratonie, półmaratonie, na 10.5 km, w sztafetach oraz w biegu na 3 km. Dystans maratonu ukończyło 127 osób, półmaraton 217, 10 km – 133 a w sztafetach łącznie uczestniczyło 450 biegaczy. Co istotne, wszyscy startować mogli razem, i biegali tą samą trasą.

A w Polsce? A w Polsce mamy wiele interesujących tematów zastępczych. Koalicja się zawali, czy dogada? Czy będzie zmiana wśród ministrów? Możliwa burza w samorządowych sejmikach. Prezes NIK przyjechał na rządową naradę, ale go nie wpuścili. Wicepremier na dywaniku, a Minister Sprawiedliwości zwołuje kolejne konferencje…

W Czechach zaś normalnie. I tyle.