To mógł być jeden z najciekawszych biegowych weekendów w moim życiu. Wbrew temu co dzieje się dookoła były na to duże szanse. Ponieważ były także plany rezerwowe, awaryjne, zastępcze – coś z tego wszystkiego musiało się udać. A tymczasem… Tymczasem zacznijmy od samego początku.

W lipcu zapisałem się na organizowany po raz pierwszy ultramaraton w Egipcie. Wszystko wyglądało niesamowicie egzotycznie: start pod Piramidą w Majdum, 70 kilometrów biegów WZDŁUŻ rzeki Nil i finisz pod starożytną piramidą Dżesera. Po drodze w zasięgu wzroku kilkanaście innych piramid, wyprzedzających czasy słynnej Piramid Cheopsa w Gizie. Wszystko to około 100 kilometrów na południe od Kairu. Można dopłynąć statkiem… Zamknijcie oczy i wyobraźcie to sobie. Po prostu ciarki!!!

Wprawdzie był koszmarnie ciężki kontakt z egipskimi organizatorami, jeszcze trudniej było kogokolwiek w Polsce ze znajomych biegaczy przekonać że warto spróbować. Raz, że mało kto wierzył iż impreza odbędzie się, dwa: nie każdy tak jak ja lubi piramidy i inne kamienne budowle. Ostatecznie stanęło na tym, że opłacić startowe będzie można na miejscu, a z nieliczną ekipą ustalimy formę przelotu do Kairu na 2 tygodnie przed zawodami – żeby nie narażać się na odwołania lotów.

W międzyczasie mignęła jeszcze jedna fantastyczna możliwość: w drodze powrotnej można było „zahaczyć” o Turcję i wystartować w niedzielnym maratonie w Stambule. Było to o tyle możliwe, że w krajach arabskich biegi organizowane są zwykle w piątki – więc Egipt był planowany na piątek rano, a Turcja na niedzielę – nawet połączenia lotnicze pasowały, choć nie powiem że były okazyjnie tanie…

Niestety zdarzyło się to, na co byłem przygotowany. Trudno to nawet nazwać niespodzianką: władze Egiptu zamknęły regiony na południe od Kairu przed zagranicznymi turystami. Można dolecieć wyłącznie do kurortów położonych nad Morzem Czarnym oraz nad Śródziemnym. Żadnych szans na udanie się na zawody 🙁

Życie toczy się jednak dalej.

Planem awaryjnym był start w organizowanym tego samego dnia co maraton w Istambule maratonie w Krakowie. Od wielu lat jeżdżę na Cracovia Maraton – ale zawsze byłem tam w pracy. Quad, filmowanie, zdjęcia – normalna, dziennikarska robota. Tym razem jednak jak doskonale wiecie maraton w Krakowie przeniesiono z pierwotnego terminu 26 kwietnia na 8 listopada. Dodatkowo zgodnie z panującymi restrykcjami pobiec w biegu tradycyjnym, na 11 pętlach wyznaczonych po Błoniach, mogło tylko 250 osób. Udało mi się zdobyć jeden z tym unikalnych pakietów startowych. Reszta chętnych mogła uczestniczyć w biegu wirtualnym pod hasłem to-ge(t)-ther(e)

Pojawiła się także rezerwa do rezerwy – start w Półmaratonie w Białymstoku organizowanym tego samego dnia, i także przeniesionym z wiosny. To opcja którą zawdzięczam Dyrektorowi tej imprezy – Grzegorzowi Kuczyńskiemu. Priorytet jednak miał Kraków: nigdy tam nie biegłem, no i co maraton to maraton…

Półmaraton w Białymstoku został odwołany 31 września, w piątek. Pomimo iż przepisy pozwalały wciąż na organizację biegów do 250 osób organizatora do takiej decyzji zmusił brak możliwości zabezpieczenia medycznego imprezy. Karetkę da się jeszcze wynająć, ale ewentualnego umierającego biegacza nie będzie już gdzie zawieść…

Został więc z całej dostępnej puli możliwości tylko Kraków. Zdarzyło się jednak to, co zdarzyć się musiało. Po środowym zaostrzeniu przepisów w czwartek organizatorzy także Krakowa poddali się i ogłosili, że również bieg tradycyjny nie może się odbyć. Został wyłącznie wirtual…

Pierwsza myśl była taka, że pojadę do Krakowa tak czy inaczej, i pobiegnę sobie na Błoniach te 11 okrążeń samemu. Drugi pomysł: skoro już będę i tak sam biegł, to po co męczyć Błonie, jak mogę pobiec normalnie chodnikami, trasę prawdziwego maratonu. Jednak obostrzenia policyjne zniechęciły mnie – nie mam ochoty ukrywać się przed patrolami w wielkim mieście biegając bez maseczki. Został wirtual w swoim miejscu zamieszkania…

W ten oto sposób jeden z najciekawiej zapowiadających się weekendów w życiu, zakończył się tak, jak się zakończył. Nie byłem w Egipcie. Nie byłem w Turcji. Nie byłem w Krakowie. I nie byłem w Białymstoku.

W przyszły weekend planuję nie być w Nigerii, na Korsyce oraz w Łodzi 🙂