Singapur

Start odbywał się z linii mety toru wyścigów Formuły 1, i samo to już robi ogromne wrażenie. Blisko 10 tysięcy uczestników maratonu (i kolejne 10159 uczestników półmaratonu) zgrabnie upchnięto w kilkunastu strefach czasowych. Sam start trwał… blisko godzinę!
Read More
Jak bardzo można zmniejszyć przestrzeń hotelową oferowaną klientom? Gdzie jest granica oszczędności i cięcia „kosztów”? Hotele na całym świecie mają różne standardy i oferują różne koncepcje świadczenia usług – od przysłowiowych „Hiltonów i Caringtonów”, przez apartamentowce, 1-pokojowe hotele różnych klas a skończywszy na pensjonatach, akademikach i hostelach. Absolutnymi rekordzistami są jednak tzw. „hotele kapsułowe” które...
Read More

Singapur. Singa Pur – brzmi jak jakaś indyjska nazwa, ale wcale nie. To nie nazwa. To kraj. Taki nie za duży, nie za mały, nawet nie za średni. Miasto – państwo, jak w starożytności Ateny czy Kalisz. Z tą tylko różnicą, że gdy w Atenach po kamiennych ulicach spacerowali filozofowie, to w Singapurze co najwyżej małpy kłóciły się o kokosy. Jak to się mówi: filozofowie by tego nie wymyślili, takiego… Singapura.

No i co przyszło ateńczykom z tych filozofów? Niewiele. A tymczasem Singapur to obecne jedno z najbogatszych państw świata, małpy pozamykano w ogrodach zoologicznych, a kokosy też są, ale… finansowe.

Od razu przyznam: Singapur to nie moja bajka. Zupełnie nie moja bajka. Nie ma takich miliardów dolarów, za które dałoby się zbudować coś, co mi się spodoba. Lepiej się czuję w afrykańskiej lepiance czy w skromnych uliczkach syberyjskiej wsi, niż na ociekających owymi miliardami ulicach nowoczesnych miast. To jednak nie wina tych miast: cała wina leży we mnie. Taki to ze mnie podróżnik – prostota mnie urzeka, miliardy zaś dolarów powodują cofki.

Singapur może mieć co chce, i nie waha się tego użyć. Tu niczym w filmie „Miś” nie zarabia się na oszczędnościach. Jak stawia się hotel, to największy na świecie. Jak przy hotelu brakuje parku, to odstawi się taki, że świat będzie klękał. Ma być tak, że jak z wizytą przyjedzie jakiś szejk lub Putin to ma powiedzieć: „o rany, ale macie na bogato!”

Oczywiście miasto-państwo ma swój klimat. Nie mój, ale ma. Dzielnica chińska pozwala uciec trochę od nowoczesności. Fajne jest to, że niby najnowocześniejszy kraj świata, a na dzielni nie zapłacisz nigdzie kartą 🙂

Szukając przygód (i oszczędności!) zamieszkaliśmy w hotelu kapsułowym. Mi się bardzo podobało, Sławkowi mniej – bo się do swojego pokoju po prostu, fizycznie nie mieścił. I to chyba była największa przygoda jaką przeżyłem w Singapurze. Ale przesadzam – wystarczyłoby dodatkowe kilkanaście tysięcy złotych i pewnie bawiłbym się świetnie. 

#Singapur