Antarktyda

Najbardziej odległy, posępny i niegościnny ze wszystkich kontynentów naszej planety. Ostatni odkryty przez człowieka duży ląd – po raz pierwszy dostrzeżony zaledwie dwieście lat temu – w 1820 roku.
Read More
W pięciu poprzednich odcinkach mojej opowieści o wyprawie na Antarktydę opowiadałem Wam o tym jak na nią dotrzeć, ile kosztuje taka wyprawa, oraz pokazywałem jej surowe piękno. Czas powoli żegnać się z tym najbardziej oddalonym od cywilizacji kontynentem. Żeby jednak nasza opowieść była kompletna wypada powiedzieć także trochę o przeszłości, a także o przyszłości tego...
Read More
Zatoka Paradise Bay to jedno z najbardziej fantastycznych miejsc nas całym kontynencie. Pokażę Wam dziś widoki, które powodują że dywany same się zawijają, niedźwiedzie znoszą jajka a chomiki układają wiersze. Oto nie biorąca jeńców zatoka Paradise Bay. Trzymajcie się swoich kciuków!
Read More
Czas w końcu wyjaśnić w jakim celu pojechałem na ten kontynent. Wszak nie jest to miejsce które odwiedza się na co dzień. Czemu? Po co? Dlaczegóż? Otóż na Antarktydę pojechałem przebiec tam… maraton.
Read More
W końcu dopłynęliśmy na Antarktydę. Ponieważ było daleko, to droga zajęła nam aż dwa odcinki… ale w końcu jesteśmy !!! Archipelag Szetlandów Południowych to najdalej na północ położona część Antarktydy stanowiąca naturalne przedłużenie Półwyspu Antarktycznego. To także pierwszy przystanek każdej wyprawy kierującej się drogą morską na ten najdalszy kontynent…
Read More
Nieco ponad tysiąc kilometrów dzieli najbardziej na południe położone regiony Ameryki od Szetlandów Południowych – przedsionka Antarktydy. Owe miejsce to słynna Cieśnina Drake’a – jedne z najbardziej niegościnnych wód świata. My jednak podczas naszego rejsu na Antarktydę mieliśmy niebywałe szczęście: miejsce w którym spotykają się dwa oceany – Spokojny i Atlantycki – przywitało nas niespotykanie...
Read More
Jakby Was kiedyś, wieczorem, niespodzianie naszła ochota – pojechać na Antarktydę… To jak to zrobić? Którędy? W pierwszej części wyprawy na Antarktydę przekazuję podstawowe informacje oraz pokazuję pierwszy etap podróży – do Ushuaia, najbardziej na południe położonego miasta świata…
Read More

Lata mijają a mi wciąż trudno jest w to uwierzyć: Antarktyda była moją pierwszą wyprawą podróżniczą w życiu. Byłem oczywiście wcześniej na wczasach w Bułgarii (w szkole średniej na kempingu), na koloniach na Węgrzech (w podstawówce) oraz na wycieczce szkolnej w Wenecji. I raz nawet pojechałem na kilka dni do Chorwacji. Było tak sobie, i nic nie wskazywało na to, że zostanę kiedyś podróżnikiem.

Pewnego dnia przy piwie rozmawiałem z przyjacielem, który właśnie wrócił z maratonu w Japonii. Opowiadał o wyjeździe do Tokio, o starcie w maratonie, o podróży. Patrzyłem na niego z otwartymi oczami – jak to tak? Normalny człowiek, taki nie z telewizji? Może sobie wsiąść i pojechać? Jak do sklepu czy do fryzjera? Samolotem? Na koniec świata? Tam, gdzie ocean przelewa się poza krawędź horyzontu? A potem wrócić i siedząc przy piwie na wrocławskim rynku opowiadać o tym? W dziesięć minut został moim mistrzem a ja poprosiłem go, by – gdy znowu będzie się gdzieś wybierał – koniecznie do mnie zadzwoni. Chętnie się z nim zabiorę korzystając z opieki i doświadczenia.

Krzysiek zadzwonił do mnie po niecałym roku. Michał, jest wyprawa na maraton – jedziesz? No pewnie, że jadę, dzięki że pamiętałeś! A gdzie? Odpowiedź mnie zmroziła: „Na Antarktydę, wyjazd za pięć miesięcy. Zwolniło się jedno miejsce ale decyzję musisz podjąć dziś”.

Cholera. Podjąłem tą decyzję w terminie.

Zobaczyłem miejsca o których istnieniu nie zdawałem sobie sprawy. Przepłynąłem na statku Cieśninę Drake choć był to mój pierwszy statek w życiu. Patrzyłem na niebo południowej półkuli oniemiały ciemnością nocy która możliwa jest tylko w tak ekstremalnie oddalonym od siedzib ludzkich miejscu. I choć mój światopogląd podczas tej podróży nie runął w gruzy, to zaczął się kształtować w zupełnie inny niż dotychczas sposób.

Na Antarktydzie złapałem jakąś bakterię, której nie udało mi się już wyplenić. Bakterię podróży, która z chłopaka lubiącego beztroskie dyskoteki i bieganie po krajowym podwórku zrobiła podróżnika. Ta bakteria dość długo pozostawała w ukryciu, intubowała, mutowała, zarażała w tajemnicy komórki… Ale jak już uderzyła to silnie. Dopiero dwa lata później pojechałem na swoją drugą wyprawę – także przełomową – do Iranu.

Niby wszystkiego w życiu należy próbować stopniowo. Lepiej nie skakać od razu na głęboką wodę tylko najpierw sprawdzić łokciem temperaturę a patykiem głębokość. W moim przypadku było inaczej i na czterdzieste urodziny zrobiłem sobie prezent – spróbowałem przypadkiem czegoś, co nigdy mnie nie interesowało i nie pociągało. Polecam Wam robienie rzeczy których nie znacie – nie sztuka robić te, o których już wiecie że je lubicie. To pułapka – w ten sposób niczego nowego nie odkryjecie.

#Antarktyda