Słowacja

Zawsze byłem pewien, że mój maratoński „pierwszy raz” na Słowacji będzie miał miejsce podczas maratonu w Koszycach – najstarszego wciąż organizowanego maratonu w Europie, i drugiego pod tym względem na świecie.
Read More

Słowacja zawsze wydawała mi się tak bliska, i tak podobna do naszego kraju, że nigdy nie planowałem jej zwiedzić i nigdy nie miałem ochoty jej zwiedzić. Wydawało mi się, że będę się tam czuł jak w Krakowie, w Krośnie czy jakiejś innej małopolskiej wsi. Jak w Polsce.

Tymczasem zaledwie dwa dni spędzone na Słowacji wystarczyły, żebym zmienił zdanie. Nysz kurde balans, co ja robiłem przez 48 lat życia, że nigdy wcześniej tutaj nie podjechałem? Przecież to tak blisko, że wystarczy przejść przez jakiś strumień – i już się jest!

Urzekły mnie Słowackie zamki. Janosik. Ciągnące się góry. Czyli jednym zdaniem – górskie zamki pełne Janosików. Bo widzicie – Janosik nie był Polakiem. On tylko występował w Polskim filmie 🙂

Jadąc do Bratysławy na maraton ciągle widziałem wyrastające mi po drodze zamki. Jako miłośnik wszelkiego rodzaju zabytków oczywiście nie mogłem opanować potrzeby ich zwiedzania. Efekt? Nie zdążyłem do biura zawodów i musiałem wszystko organizować wczesnym rankiem. A potem zapłacić cenę na trasie maratonu. Ale było warto, bo to co zobaczyłem sprawiło, że zmieniłem diametralnie swój stereotyp Słowacji. I już wiem, że muszę znowu pojechać do tego kraju, na jakiś całotygodniowy trip.

Zamki, zamki, zamki… A czytałem, że czekają też jaskinie. No to pogrzebany 🙂

#Słowacja #Slovakia