Czechy

Wyobraźcie sobie przepaść rozciągającą się u Waszych stóp. Pionowe skały opadające na głębokość 138 metrów. Na dnie niewielkie jeziorko, o głębokości bagatela… kolejnych 50 metrów.
Read More
No i stało się! Po siedmiu miesiącach siedzenia w ojczyźnie w końcu opuściłem granice naszego kraju i pobiegłem zagraniczny maraton! Wprawdzie niedaleko, bo raptem dwadzieścia kilometrów za naszą południową granicą, ale zawsze to ZAGRANICA! Tym samym mam na swoim liczniku 104 maraton oraz co najważniejsze 44 kraj 🙂
Read More

To chyba niezwykłe, ale nigdy nie byłem w Czechach. Owszem, przejazdem – wielokrotnie. Bo przecież Czechy są po drodze niemal wszędzie, jeżeli nie leci się samolotem. Chorwacja, Austria, Bałkany. Zawsze przez Czechy. A jednak zatrzymywałem się tylko na siku, tankowanie, lub przypadkiem. Niby taki bliski sąsiad, niby piękne historyczne miejsca, niby liznąłem trochę ich historii… I co? I nic. Zawsze przejazdem.

Pierwszy raz przejazdem przez Czechy byłem w szkole podstawowej, w 1986 roku. Miałem 13 lat i jechaliśmy na wycieczkę „zakładową” na wakacje na Węgrzech. Kolonie. W Czechach (wtedy jeszcze Czechosłowacji) zatrzymaliśmy się na siku. Próbowaliśmy ukraść z kolegami / łobuzami ołówki i kredki w papierniczym w jakimś miasteczku. Nie udało się. Był wielki wstyd.

Drugi raz byłem w Czechach kilka lat później, już po upadku komunizmu. Jechaliśmy do Bułgarii na wakacje. Zatrzymałem się ze znajomymi, poszliśmy do jakiegoś baru, na dyskotekę. Gratulowałem im dobrej gry na mistrzostwach świata w piłce nożnej – i wtedy okazało się, że jestem na Słowacji a nie w Czechach. Był spory wstyd i kupa śmiechu.

Trzeci raz w Czechach byłem gdy dostałem zaproszenie prasowe od organizatorów maratonu w Pradze. Hotel Hilton, przepustki VIP, bankiety, te sprawy. Wszystko za free! Głupio wyszło… bo nie pojechałem i wysłałem kumpla w zastępstwie. Mówił, że mu się podobało. Ponoć Praga ładna.

W końcu w 2020 roku – jesienią – korzystając z przerwy w pandemii, pojechałem do Czech z Grzegorzem i Zbyszkiem – na maraton do Ostrawy. Fajny był, dojechałem. Szybki nocleg, szybki bieg… i po 15 godzinach byłem już z powrotem w Polsce. Takiej wyprawy nie mogę więc nawet nazwać wyprawą.

Ostatni raz w Czechach byłem ze szwagrem, latem 2021 roku. Podczas podróży do Bośni i Hercegowiny. Odkryliśmy jaskinię Macochy, choć ciągle myliła mi się z maciorą albo macicą. No po prostu nie umiem zapamiętać tej nazwy. Ale jaskinia PIĘKNA !!! Zapraszam Was na film z tej jaskinio-przepaścio-podziemnej rzeki. Moim skromnym zdaniem urywa czułki ważkom.

Więcej napiszę jak znowu pojadę do Czech.

#Czechy