Tanzania

Ze względu na brak obostrzeń zdecydowanie najpopularniejszym od dłuższego już czasu kierunkiem wypraw „ku słońcu i tropikom” jest Zanzibar – tanzańska wyspa leżąca u wschodnich wybrzeży Afryki. Postaram się pokazać Wam jak taką wyprawę zorganizować… samemu!
Read More
Została już tylko jedna rzecz by domknąć tę wyprawę i pozostawić Tanzanię za sobą… Oczywiście czas na ceny i oceny, czyli na odpowiedzenie sobie na pytanie: ile to wszystko kosztowało i czy było warto.
Read More
Stare chińskie przysłowie mówi: „Jeżeli byłeś na Zanzibarze, to nie byłeś w Tanzanii. A jeżeli byłeś w Tanzanii – to nie byłeś na Zanzibarze”. I jest to prawda…
Read More
Wyobraźcie sobie górę. Taką dużą – cztery, pięć kilometrów wysokości. I pewnego dnia ta wielka góra wylatuje w powietrze. Pozostaje po niej ogromna dziura w ziemi: 9 kilometrów średnicy, 600 metrów głębokości, 260 kilometrów kwadratowych powierzchni.
Read More
W romansach pokazywali piękno Afryki. I nasza Lucy na taką właśnie Afrykę była przygotowana. Zapierające dech w piersiach wschody słońca, zwierzęta noszące w trąbach kwiaty, piękni młodzieńcy o muskularnej budowie – przepełnieni męskością i czcią do kobiet.
Read More
O 6:30 rano, z kilkunastominutowym opóźnieniem stajemy na szczycie. W oddali, dokładnie nad masywem Kilimandżaro natura prezentuje nam swój niezwykły spektakl barw – wschód słońca.
Read More
Pomysł na start w maratonie w Tanzanii błąkał się po naszych umysłach od dobrych kilku miesięcy. Jednak okoliczności przyrody – o których napisano już setki tysięcy artykułów – były takie jak były, i decyzję o wyjeździe odkładaliśmy do ostatniej możliwej chwili. W końcu przyszedł jednak taki dzień, że czekać dłużej już nie można było –...
Read More
Czy zjadł Was kiedyś krokodyl? Skoro czytacie ten artykuł, to pewnie nie. Mnie też nigdy nie zjadł, choć było bardzo bardzo blisko…
Read More
    Cmentarz znajduje się pod ścisłą opieką Ambasady RP w Dar es Salaam, która zapewnia opiekę i wymagane remonty także na innych cmentarzach polskich wygnańców rozrzuconych po całej Tanzanii: w Kinondoni w Dar es Salaam, w Bigwa, w Kondoa oraz w Ifundzie w głębi kraju. Ambasada RP, MSZ RP oraz MKiDN RP realizują także...
Read More
1 2

To była jedna z tzw.”wypraw życia”. Wyprawa niezwykła, bo zorganizowana w środku szalejącej na świecie pandemii. Rząd żyjącej z turystyki Tanzanii postawił się okoniem i umożliwiał wjazd do swojego kraju turystom z całego świata… bez chociażby ważnego testu na covid-19. Pół świata ruszyło nudzić się i dostawać raka skóry na plażach Zanzibaru – my jednak postanowiliśmy jako cel wyprawy wybrać interior, część kontynentalną kraju. I ani przez chwilę nie żałowaliśmy tej decyzji.

Wyjazd organizowaliśmy w ostatniej chwili, planując harmonogram podróży praktycznie już w samolocie lecącym do Afryki. Zrezygnowaliśmy ze wspinaczki na Kilimandżaro, gdyż gdy wszędzie pisze że coś jest obowiązkowe, to działa to na mnie zniechęcająco. Wybraliśmy za to wspinaczkę na drugi szczyt Tanzanii – Moun Meru. I to był strzał w dziesiątkę.

Dla mnie osobiście największym wydarzeniem była przygoda z krokodylem. Tych bestii boje się panicznie od czasu kiedy jako kilkulatek oglądałem film „Powrót do Edenu”. Lęki mają czasem to do siebie, że się sprawdzają, więc i ja w Tanzanii spotkałem swojego krokodyla. Kilkumetrową bestię która pływała ze mną niezauważona przez nikogo w jeziorku… Przerażony jestem do dziś. Wiem, że już nigdy więcej nie wejdę do żadnego zbiornika wody w Afryce – choćby nie wiem jak bardzo zapewniano, że jest bezpiecznie.

Tanzania to miejsce, w którym niemal zbankrutowałem. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież wystarczyło sprawdzić, popytać, ceny wstępu do parków narodowych nie są przecież tajne. Niemniej ze względu na wspomnianą organizację wyprawy „na ostatnią chwilę” trochę zabrakło czasu na ten element. W efekcie moje zdziwienie było wielkie, gdyż planowany budżet 6000 pln przekroczyłem podczas wyjazdu ponad 2-krotnie.

Ale nie żałuję wydanych pieniędzy – każda złotówka zwróciła się w tym co zobaczyliśmy, i w tym co przeżyliśmy. Krater Ngorongoro jest wart każdych pieniędzy, a Serengetti to miejsce jakich już na naszej planecie zostało niewiele. Kiedyś tak wyglądał cały nasz świat a teraz…

Jeżeli Was stać to musicie jechać do Tanzanii za każde pieniądze. Jeżeli nie, pozostaje Wam Zanzibar… choć zasadniczo możecie pojechać także do Łeby czy Ustki. Tam też jest plaża, słońce, wata cukrowa. Nam na Zanzibar zabrakło już czasu, byliśmy także zmęczeniu tripem po Tanzanii, więc spędziliśmy na tej słynnej turystycznej wyspie tylko jeden dzień. I chyba wystarczy.

Do Tanzanii niestety nie wrócę, bo nie stać mnie na taką powtórkę. Zanzibar? Może kiedyś, po drodze, podczas przesiadki w podróży na którąś z wysp Oceanu Indyjskiego. Madagaskar i Reunion wciąż na mnie czekają…

#Tanzania