Moje podejście do zabytków jest dość indywidualne i niecharakterystyczne. Pokażcie mi coś zbudowanego z piaskowca – mury obronne, amfiteatry, kolosea czy zwykłe domy wzdłuż uliczek – a będzie bardzo duża szansa na to, że mi się spodobają. Na widok kamiennych menhirów, megalitów czy (o mój Boże!) kromlechów – mogę dostać (ze szczęścia!) zawału …

Północno-zachodnio-afrykańskie budowle z suszonej cegły mułowej także grożą mi arytmią serca. Pewnie i na egipskie wszystkie budowle pochodzące sprzed kilku tysięcy lat rzuciłbym się niespełna rozumu (tak podejrzewam, bo wciąż tam nie byłem). Zwiedzając Persepolis czy Mykeny serce mi łomotało. Szkockie zamczyska dawać mi tu zaraz! Kamień, kamień, kamień !!!

Jako zdeklarowany fan kamienia w miniony weekend postanowiłem pojechać zwiedzić znalezione w Internecie kamienne ruiny kościoła w Zajączkowie. Tę niewielką – liczącą zaledwie 156 mieszkańców wioskę (2011) – znajdziecie nieco ponad 30 kilometrów na północ od Torunia. Jedynym miejscem wymienianym w kontekście tej wioski są właśnie wspomniane ruiny.

Kościół pw. św. Jana Chrzciciela pochodzi z XIII wieku – czyli nawet jak na kościelne standardy jest dość stary. Obecnie pozostały z niego tylko zewnętrzne ściany zbudowane – i to chyba jedyna ciekawostka warta wspomnienia – z okolicznych polnych kamieni. Dość dużych i wstępnie przynajmniej ociosanych. Kościół już na kilkadziesiąt lat przed Potopem Szwedzkim popadł w ruinę, więc ma „doświadczenie” w przebywaniu w tym stanie. W XIX wieku jego nowy właściciel miał pomysł na przebudowę go na spichlerz, ale ówczesne władze pruskie nie wydały na to zgody i… nakazały jego rozbiórkę.

Prawdopodobnie wtedy właśnie, na skutek tej decyzji, kościół stracił dach i wszystkie elementy drewniane. Ostatnią mszę odprawiono tutaj w 1834 roku, a rozbiórka „do kamienia” rozpoczęła się w 1865. Obiekt podobno posiadał wieżę i trzy dzwony, ale to już tylko opowieść – od 150 lat stoją tutaj tylko wspomniane kamienne pozostałości ścian zewnętrznych. Zresztą nawet z tymi dzwonami nie do końca wiadomo jak było: niektóre źródła podają, że były tylko dwa – trzy to były… ale ołtarze. Biorąc pod uwagę jak mało jest wewnątrz przestrzeni – trudno dziś ocenić czego było trzy, a czego dwa.

Niestety pod względem „turystycznym” nie ma tutaj nic co mógłbym Wam polecić. Nawet taki fan kamiennych budowli jak ja nie umie wykrzesać na punkcie tego zabytku entuzjazmu. Wnętrze jest puste, nie ma praktycznie żadnych elementów na których można byłoby skupić obiektyw. Sporą przeszkodą dla fotografów przy poszukiwaniu ujęć jest otoczenie „zaśmiecone” z trzech stron okolicznymi budynkami i gospodarstwami. 

Przed ruiną stoi tablica zawierająca rys historyczny kościoła – trzeba przyznać, że dość obszerny. Oględne przeszukiwanie Internetu zwróciło mi tylko przetworzone informacji z owej tablicy, a więc wydaje się że większość „źródeł” po prostu kopiowała tę historię. Najciekawsza jest dołączona grafika zawierająca rekonstrukcję kościoła z czasów jego świetności. Daje ona pewien wgląd na to, czego brakuje i czego już nie ma. Niestety poza zrobieniem sobie zdjęcia na nic więcej liczyć już tutaj nie można.

Wnętrze jest puste w takim stopniu, że ewentualny „kolekcjoner” musiałby na pamiątkę wynieść ze środka byłego kościoła albo piach, albo kamienie. I dlatego fakt, że obiekt jest niepilnowany, nieogrodzony i w pełni dostępny – nie stanowi dla niego żadnego zagrożenia. Użyte w budowie i związane wapienną zaprawą polne kamienie trzymają się mocno, więc pewnie ruina postoi sobie jeszcze kolejne kilkaset lat. A może i dłużej.