W ramach udowadniania że CHCIEĆ = MÓC zapraszam Was na film z kolejnego „covidowego” maratonu. Tym razem w weekend trafiłem na najdalej na północ położony maraton w Polsce: na V Maraton Północy!

Organizowana od kilku lat impreza mieści się w kategorii imprez małych, a nawet co podsłuchałem u innych uczestników – w kategorii tzw. „cichych biegów”. Czyli imprez, które nie szukają rozgłosu, a wręcz przeciwnie – szukają cienia i ciszy. Jak powiedział na starcie jeden z biegaczy: „Kto słyszał o tym biegu, skoro nigdzie nie ma o nim nawet informacji?” Ja usłyszałem gdyż organizator dodał ten bieg do naszego portalowego kalendarza. Impreza wprawdzie nie ma swojej strony, ale regulamin można było znaleźć na stronie z zapisami. Choć tę także trzeba było najpierw znaleźć…

Chować informacje o takim maratonie to trochę przestępstwo. Już sam przebieg trasy sugeruje, że uczestników czeka przygoda której odmówić po prostu nie wypada. Start na Helu, a potem kierunek już tylko zachodni: Jurata, Jastarnia, Kuźnica, Chałupy, Władysławowo – i na koniec finisz w Rozewiu. Po drodze cztery latarnie, choć osobiście dostrzegłem tylko dwie. Ale to i tak dużo zważywszy zmęczenie. Bo maraton nie należy do łatwych: obfituje w krótkie ale liczne podbiegi, no i biegnie ścieżką rowerową, chodnikami, poboczami dróg. Pomimo to, a może właśnie DLATEGO – warto. Jeżeli tylko nie boicie się pędzących z przeciwka rowerzystów!

Zaciekawionych zapraszam na film. Niezaciekawionych także – być może przekona on ich do ciekawości. Osiemdziesięciu ośmiu finiszerów na mecie to może niewiele, ale rekompensują to widoki na Zatokę Gdańską które impreza serwuje nam na trasie. No i wiatr. Tak, wiatr wieje. Może biegaczom w twarz, ale za to kiteboardingowcy byli szczęśliwi!