Większość z nas posiada głęboko wyryty w pamięci sielankowy obraz wsi: słoneczne wakacje, falujące łany zbóż, urokliwe drewniane chatki, często pokryte jeszcze słomą… To wspomnienie  szczególnie silne jest u osób starszych, które pamiętają jeszcze wygląd wsi sprzed mechanizacji. Wspomnienie to zresztą niekoniecznie… prawdziwe. Takich dawnych wsi już nie ma, zastąpiły je nowoczesne, zurbanizowane, zmechanizowane gospodarstwa. By zobaczyć na własne oczy „jak to kiedyś pięknie było” trzeba udać się do jednego z kilkunastu działających w Polsce skansenów. Moją propozycją na dziś jest Łowicki Park Etnograficzny w Maurzycach.

Skansen znajduje się przy drodze nr 92 prowadzącej z Łowicza do Kutna – przy starej szosie z Warszawy do Poznania. Powstał w połowie lat 80-tych minionego stulecia, kiedy to tutejsza droga była jadną z najbardziej ruchliwych tras samochodowych w Polsce. Dziś, gdy komunikacyjne sąsiedztwo opustoszało i cały ruch przeniósł się na autostradę A2, skansen wygląda na nieco opuszczony. Panuje w nim urocza cisza i spokój. Dzięki temu podczas zwiedzania poczułem się jak na prawdziwej, oddalonej od miast, zagubionej wśród pól wsi. Turystów i zwiedzających jest niewielu, choć niestety do pełni szczęścia zabrakło mi zwierząt hodowlanych i… błota, które w tamtych czasach było wszechobecne. Nie można mieć jednak wszystkiego.

Skansen zajmuje powierzchnię kilku hektarów, na jego zwiedzenie musicie przeznaczyć około godziny. Prowadzi do niego boczna droga, niezbyt imponująca, ale przejezdna. Zjeżdża się na nią z drogi nr 92 dobrze oznakowanym zjazdem kilkaset metrów za innym tutejszym zabytkiem – pierwszym na świecie spawanym stalowym mostem. Następnie kierujemy się zgodnie ze strzałkami. Przed samym skansenem należy pozostawić samochód na wyznaczonym parkingu i na zwiedzanie wsi udać się pieszo – obowiązkową, polną drogą.

Na ogrodzonym terenie muzeum znajduje się kilkanaście bardzo ciekawych obiektów. Tym, co jako pierwsze przyciąga uwagę są drewniane, kolorowe chłopskie chaty z XIX i początków XX wieku. Tworzą one spójną osadę uzupełnioną o wiele typowo wiejskich elementów architektonicznych: stodoły, kapliczkę, zagrody, studnie, krzyże czy pojedyncze zabudowania rzemieślników. Całość uzupełnia niezbędny na każdej wsi potężny, drewniany wiatrak – kiedyś nieodłączny element krajobrazu, dziś już praktycznie niespotykany. Co ważne: większość chałup jest oryginalnymi budynkami przeniesionymi z różnych miejsc regionu; każda z nich posiada własny niepowtarzalny styl, kolorystykę i wyposażeniu. 

Największym obiektem skansenu jest drewniany kościół z  1758 roku. Przeniesiony został wraz z całym swoim otoczeniem wprost ze wsi Wysokienice (powiat Skierniewice) wraz z potężną dzwonnicą (oczywiście także drewnianą). Wnętrze kościoła zawiera chrzcielnicę, ołtarz i ambonę. 

Ciekawy jest także kamienno – ceglany budynek straży pożarnej. Tym razem mamy do czynienia z niedawną rekonstrukcją, uzupełnioną za to o niezwykle rzadkie eksponaty wyposażenia strażackiego i pojazdów gaśniczych; już dla nich samych warto poświęcić chwilę czasu by przyjechać do Maurzyc.

Kiedyś do skansenu można było dojść także ścieżką od strony zabytkowego Stalowego Mostu w Maurzycach – pozostawiwszy samochód na tamtejszym parkingu (po drugiej stronie szosy) i idąc wzdłuż rzeczki Słudwi. Ścieżka istnieje nadal, choć jest mocno zarośnięta. Niestety furtka prowadząca do skansenu jest od tej strony zamknięta, więc pieszo trzeba dojść do głównej bramy; jeżeli jesteście zmotoryzowani, to lepiej od razu podjechać pod muzeum autem.

Wstęp jest biletowany; ale ceny są przystępne – 8 pln za osobę dorosłą, 5 pln ulgowy. Można także za jedyne 3 złote nabyć bilet „spacerowy” – by obejrzeć zabudowania z zewnątrz, i zgodnie z nazwą biletu poprostu pospacerować sycąc oczy krajobrazem. Skansen czynny jest od początku kwietnia do końca października. Na jego terenie odbywają się zarówno wydarzenia okolicznościowe (np. dożynki, majówki) jak i biznesowe (można zorganizować firmowe wieczory w ludowych klimatach itd.) Informacje na temat cyklicznych wydarzeń znajdziecie na stronie skansenu – muzeumlowicz.pl

Podsumowując: wybrałbym się na porządną wiejską biesiadę w starym stylu. Jadłbym, zapijał, obłapiał kumoszki. A potem zasnąłbym w stodole na sianie, zmęczony napitkami wprost z piwniczki karczmarza. Tak pamiętam wieś mojego dzieciństwa, choć to obraz daleki od prawdy.