Dziś jest 22 kwietnia, Międzynarodowy Dzień Ziemi. Z tej okazji odbyłem krótką podróż, jedną z chyba najkrótszych podróży w życiu. Według planu miała ona mieć zaledwie dwa kilometry. Wyznaczyłem sobie odcinek zwykłej, wiejskiej drogi, i przeszedłem się jedną jej stroną… zbierając śmieci. To co znalazłem jest bardzo smutne. Oto ciemny obraz naszej cywilizacji i nas samych.

Publikując filmy z podróży po całym świecie, a zwłaszcza po mniej znanych i rzadziej odwiedzanych przez turystów miejscach takich jak Afryka, Indie czy odległe zakamarki Azji – spotykam się z opiniami: „jak tam brudno!”, „co za smród”, „nigdy tam nie pojadę, bo to okropne jak wszystko mają zaśmiecone”. Tymczasem nasz kraj wcale nie jest czystszy od tych „brudnych regionów dalekiego świata”. Jak to możliwe?

Nasz krajobraz (i nasze dobre samopoczucie) ratuje bujna roślinność charakterystyczna dla naszej strefy klimatycznej. Wiosną trawy i zielone drzewa przykrywają wyrzucone śmieci. Jesienią tę rolę pełnią opadłe liście, a zimą – śnieg. Tylko wczesną wiosną można zobaczyć to, co leży pod naszymi nogami. Choć czasem ich nie widać, to śmieci w naszym środowisku naturalnym są ogromne ilości.

Rankiem zapakowałem do samochodu kilka papierowych kartonów i wyruszyłem na samotną przechadzkę. Szedłem wzdłuż zwykłego rowu, jaki towarzyszy większości dróg w naszym kraju. Gdy karton był pełen, lądował w bagażniku, a ja brałem kolejny. Szedłem jedną stroną, pasem o szerokości 2-3 metrów. Droga była zwykła, przeciętna, bardziej wiejska niż miejska. Do najbliższego miasta – 7 kilometrów. W okolicy nie było wsi, ot po prostu kilka luźno postawionych nowych domów charakterystycznych dla takich obszarów.

I wiecie co? Nie  udało się. Chciałem przejść odcinek długości dwóch kilometrów, ale po 1350 metrach skończyły mi się kartony. Oto mój „łup”:

– 33 szklane butelki po alkoholu (27 tzw. „małpek”),

– 5 butelek po oranżadach,

– butelka po Cydrze (1.5 litra),

– butelka po perfumach,

– 12 aluminiowych puszek po tzw. energetykach,

– 18 pudełek po papierosach,

– garnek,

– beczka ze smołą,

– doniczka plastikowa,

– 22 opakowania po batonach,

– 3 kubki po kawie ze stacji benzynowych,

– puszka po szprotkach w sosie pomidorowym,

– pieluchy,

– paczka lekarstw,

– 5 opon samochodowych,

– kołpak samochodowy,

– puszka spray-u na mrówki,

– 6 artefaktów gastronomicznych z popularnego amerykańskiego fast-foodu,

– opakowanie po hot-dogu,

– kilkanaście reklamówek (w tym dwie „ekologiczne”),

– 25 kg worek karmy dla bydła,

– trzy kilkunasto-prowadnicowe wyrzutnie petard sylwestrowych,

– keczup,

– plansza do… ruletki,

– spray dla sportowców w puszce,

– parciany pas,

– siatka druciana,

– 17 plastikowych butelek po napojach,

– 3 foliowe „zgrzewki” po 6-pakach piwa,

– 4 plastikowe opakowania po kefirach,

– 64 (!) kubki plastikowe (wszystkie w jednym miejscu),

– duży dekiel od wiadra z gipsem.

Całą moją „wyprawę” możecie obejrzeć na filmie…

Niektóre „znaleziska” były dla mnie o tyle zaskakujące, że najbliższa restauracja z fast-foodem była odległa o 24 kilometry, a najbliższa stacja benzynowa – o siedem. Zauważyłem także dwie rzeczy.

Po pierwsze: w zaśmiecaniu środowiska uczestniczą produkty wszystkich dużych, znanych, popularnych i lubianych marek. To nie jest tak, że ja chcę im dokuczać wymieniając na filmie ich nazwy: ale dlaczego mam ich nie wymienić, dlaczego miałbym je ukryć? To ich opakowania zalegać będą przez setki lat w naszym wspólnym środowisku naturalnym.

I po drugie: widok człowieka zbierającego śmieci wciąż budzi większe emocje wśród przypadkowych przechodniów niż człowieka, który te śmieci wyrzuca.

Co zrobić, gdyby i Was przyszła ochota na sprzątanie świata?

Wiele osób chciałoby posprzątać własną okolicę, ulubione tereny spacerowe czy lasy. Niestety nie jest to takie proste. To nie tylko kwestia swoistego „przełamania się” by zbierać śmieci. Z tymi pozbieranymi śmieciami trzeba coś później jeszcze zrobić. Ale co?

Ja pojechałem do najbliższego punktu PSZOK (czyli do Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych). Niestety by pozostawić tam zebrane śmieci trzeba był przypisanym terytorialnie (po adresie zameldowania) do konkretnego punktu. Więc jeżeli pozbieracie śmieci w lesie podczas wakacji na Mazurach, to będziecie mieli problem. Śmieci nie będziecie mieli gdzie wyrzucić. Dodatkowo każdy mieszkaniec ma roczny limit odpadów, które może oddać do takiego punktu. Należą się nam np. cztery opony na rok, jedna lodówka, określona regionalnie w tonach liczba butelek, gruzu itd.

Ale co zrobić, gdy zebraliśmy w lesie (lub na łące) dwadzieścia opon? Niestety mam dla Was złą wiadomość: nikt tego od Was – jako obywateli – nie przyjmie. Możecie wyrzucić je ponownie do rowu.

Jedyną możliwość tworzy współpraca bezpośrednio z gminami, zarządcami dróg czy Lasami Państwowymi. Instytucje te często organizują akcje zbierania śmieci, porządkowania swojego regionu itd. Musicie się z nimi skontaktować i ustalić daty takich zbiórek: wtedy zebrany społecznie „towar” będziecie mogli zawieźć do wystawionych specjalnie kontenerów. I jest to najlepsze rozwiązanie.