W pięciu poprzednich odcinkach mojej opowieści o wyprawie na Antarktydę opowiadałem Wam o tym jak na nią dotrzeć, ile kosztuje taka wyprawa, oraz pokazywałem jej surowe piękno. Czas powoli żegnać się z tym najbardziej oddalonym od cywilizacji kontynentem.

Żeby jednak nasza opowieść była kompletna wypada powiedzieć także trochę o przeszłości, a także o przyszłości tego miejsca. Antarktyda to jednocześnie najwyższy i najniższy kontynent na świecie. Jak to możliwe? Jej średnia wysokość wynosi prawie pięciu kilometrów. Ale gdyby stopić cały lód zalegający jej powierzchnię, to zostałaby naga skała o średniej wysokości zaledwie 83 metrów nad poziom morza.

Oczywiście nie znaczy to, że cały kontynent jest tak płaski – występują na nim wielkie wulkany, ogromne łańcuchy górskie i jedne z największych na świecie jeziora – wszystko to jednak przykryte wielokilometrową warstwą lodu, który wciska cały kontynent swoim ciężarem w głąb kuli Ziemskiej. Na Antarktydzie znajduje się także najniżej położony na naszej planecie kawałek lądu – dolina ryftowa o głębokości dwóch i pół kilometra poniżej poziomu oceanów. Nigdy tam jednak nie staniemy, gdyż nad tym miejscem piętrzy się siedem kilometrów lodu…

Musicie wiedzieć, że nie zawsze Antarktyda była mroźnym i opuszczonym pustkowiem. W odległych okresach swojej historii kontynent położony był dużo bardziej na północ, i panowały na nim nawet warunki tropikalne. 200 milionów lat temu Antarktyda wchodziła w skład superkontynentu Gondwany i połączona była z Afryką, Australią, Ameryką Południową a nawet z Indiami. Gdy jej północna część sięgała aż po równik, po zielonych dżunglach Antarktydy spacerowały dumnie dinozaury. Gdy Gondwana rozpadła się, każdy z kontynentów powędrował swoją drogą: Australia na wschód, Indie na północ na spotkanie z Azją, a Antarktyda zakręciła bączka i milimetr po milimetrze siły pływowe Ziemi zaczęły przesuwać ją coraz dalej na południe – w kierunku Bieguna Południowego.

Porastające ją ogromne lasy obumierały, przemieniając się z wolna w olbrzymie pokłady węgla kamiennego. Jeszcze 40 milionów lat temu Antarktyda stanowiła jeden ląd wraz z Australią, Nową Zelandią oraz Nową Gwineą, i długo jeszcze po tym czasie zamieszkiwały ją znane nam z Australii torbacze – przodkowie kangurów, misiów koala itd.

Dryft kontynentalny był jednak nieubłagany dla tego kontynentu. 23 miliony lat temu pękły ostatnie lądowe połączenia i powstała Cieśnina Drake. Na zawsze wody oceanów oddzieliły Antarktydę od reszty świata. Gdy większość kontynentów podjęła wędrówkę na północ, Antarktyda pozostała coraz bardziej osamotniona na południu. Jej lasy wymarły, zwierzęta wyginęły, a wszystko pokryły gigantyczne lodowce. Obecnie od Ameryki Południowej dzieli ją tysiąc, od Australii trzy tysiące, a od Afryki cztery tysiące kilometrów.

Ale to nie koniec historii wędrówek tego niezwykłego kontynentu. Zgodnie z komputerowymi symulacjami w ciągu najbliższych 50 milionów lat w wyniku kolizji Europy z Afryką zniknie Morze Śródziemne, a bohater naszej opowieści także rozpocznie wędrówkę na północ. Za kolejne kilkanaście milionów lat Antarktyda ponownie ożyje. Stopią się miliony sześcienne kilometrów lodu, co spowoduje podniesienie się poziomu światowego oceanu o 60-70 metrów. Kontynent zderzy się z płytą Nowej Zelandii i zacznie spychać wyspy Oceanu Spokojnego w kierunku równika. Za 250 milionów lat wszystkie kontynenty ponownie się połączą i stworzą kolejny w historii naszej planety Super Kontynent. Naukowcy nawet nadali mu już nazwę: Aurica.

Na Antarktydzie ponownie zakwitną lasy i popłyną rzeki. Jest także inna symulacja, która pokazuje że wszystkie kontynenty poza Antarktydą zderzą się w okolicy Bieguna Północnego. A Antarktyda jako jedyna pozostanie już na zawsze na biegunie południowym. Ostatecznie osamotniona, z podpisanym wyrokiem śmierci.

Na zakończenie jeszcze ciekawostka. Istnienie Kontynentu Południowego proponował już w starożytności Arystoteles. Jego istnienie postulowali także XVI wieczni myśliciele i podróżnicy. Uważali oni, że daleko na południu powinien leżeć ogromny ląd który równoważyłby ciężar Eurazji – w innym przypadku Ziemia jako planeta byłaby w nierównowadze i ciągle by się przetaczała z boku na bok podczas swojej wędrówki wokół Słońca.

Żegnaj Antarktydo. Widzimy się za 250 milionów lat na równiku.