Historia iliryjskich plemion jest zaskakująco podobna do historii ludów zamieszkujących tereny przedhistorycznej Polski – przed powstaniem pierwszej państwowości i przed założeniem dynastii Piastowskiej. Półwysep Bałkański oferował zróżnicowaną krajobrazowo przestrzeń, którą w zamierzchłych czasach zamieszkiwały dziesiątki różnorodnych plemion i grup, dostosowujących się na swój własny sposób do panujących warunków geograficznych. Były więc tu zarówno ludy żyjące wzdłuż rzek, w niedostępnych górach, ale także na wybrzeżu Adriatyku. Morze zawsze umożliwiało kontakt ze światem i to ono stało się miejscem, dzięki któremu Ilirowie po raz pierwszy pojawili się na kartach historii pisanej.
Odkrywcami Ilirów – o ile można użyć takiego sformułowania – byli starożytni Grecy. W epoce ich ekspansji na wschód i północ od Peloponezu statki handlowe (a później także kolonizacyjne) dobijały do brzegów wielu mitycznych krain w poszukiwaniu surowców oraz miejsc dogodnych do założenia nowych siedzib. I to właśnie wtedy – gdzieś w okolicach VI wieku przed naszą erą – przybysze ze starożytnej Achai, Epiru, Lakonii czy Attyki napotkali nieznane im wcześniej plemiona o własnej, ugruntowanej strukturze społecznej, rzemiośle, kulturze i orężu.
To właśnie Grecy nadali tym wszystkim ludom nazwę Ilirów, choć musimy pamiętać o tym, że najprawdopodobniej żadne z tych plemion – być może poza jednym – tak się nie nazywało; podobnie jak Indianie nie nazywali się Indianami w chwili ich odkrycia. Nie było wszak czegoś takiego jak ród Ilirów, państwo Ilirów czy kultura Iliryjska. Ludy zamieszkujące Bałkany nie tworzyły wówczas żadnych związków o charakterze ponadplemiennym wspólnie się identyfikujących. Całkiem możliwe, że nazwa jednego z pierwszych napotkanych plemion – zamieszkujące właśnie wybrzeże – była fonetycznie zbliżona do Illyrioi (λλυριοί), i tę nazwę greccy osadnicy rozszerzyli na wszystkie inne spotkane ludy. W rzeczywistości były one między sobą tak zróżnicowane, że nie miały nie tylko jednej kultury ale nawet wspólnego języka.
Mimo to – wbrew temu, co mogłoby się wydawać – Ilirowie tworzyli z wolna zręby czegoś, co w przyszłości mogło przekształcić się w nową, energiczną cywilizację. Podobnie jak na ziemiach przedpiastowskiej Polski funkcjonowały plemiona z dużymi ambicjami (Polanie, Wiślanie, Lędzianie, Goplanie…), tak i na Półwyspie Bałkańskim byli Dardanowie, Autariakowie, Triballowie, Liburnowie czy Dalmaci. Gdyby nie ekspansywne sąsiednie cywilizacje, to być może jedno z tych plemion w końcu stanęłoby na czele własnego państwa. O szczegółach ich życia wiemy stosunkowo niewiele, a profesjonalne badania na szerszą skalę podjęto dopiero w latach 60-tych i 70-tych XX wieku.
Archeolodzy z mozołem odkrywają pozostałości ich pierwotnych osad, wierzeń, cmentarzy. Każde badania dorzucają nową cegiełkę do wiedzy, którą na ich temat posiadamy – zupełnie tak samo, jak z wczesnymi Słowianami zamieszkującymi przestrzeń pomiędzy Odrą a Bugiem i bagnami Polesia. Tak czy inaczej ze strzępków informacji wyłania się obraz ludzi, którzy świetnie przystosowali się do lokalnych bałkańskich warunków, w jakim przyszło im żyć.
W źródłach pisanych – a więc już historycznych – Ilirowie pojawiają się na przełomie VI i V wieku p.n.e. za sprawą greckiego geografa Hekatajosa z Miletu. W swoim „Opisie Ziemi” określa ich jako ludy barbarzyńskie, zamieszkujące na zachód i północ od terenów Górnej Macedonii; aż po tereny dzisiejszej południowej Bułgarii. Choć jednoznacznie odróżnia ich od Greków, Traków czy Macedończyków, to cały opis sprawia ponownie wrażenie, że pod tą wspólna nazwą ukryło się wiele osobnych plemion niekoniecznie ze sobą związanych.
Ilirowie mieli także swoich królów, choć byli to raczej władcy plemienni, niż królowie w znaczeniu, do jakiego jesteśmy dziś przyzwyczajeni. Pozostawili po sobie głównie grobowce, i to właśnie z nich archeolodzy czerpią wiedzę na temat ich życia. Jest to tym ciekawsze, że wciąż zdarza się odkryć cmentarzyska, które nigdy nie zostały tknięte rękami rabusiów.
Jednym z takich iliryjskich miejsc jest niepozorne wzgórze leżące we wschodniej Albanii, w pobliżu wioski Selca, dziesięć kilometrów od słynnego Jeziora Ochrydzkiego. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się ono zupełnie niczym – ot, jedno z setek, tysięcy wzgórz porośniętych krzakami i rzadkim lasem. Podczas naszej podróży po Albanii trafiliśmy tu tylko dlatego, że znajdujące się na wzniesieniu grobowce znajdują się na albańskiej krótkiej liście kandydatów do obiektów dziedzictwa ludzkości UNESCO.
Dotarcie w to miejsce bez dokładnej nawigacji jest praktycznie niemożliwe. Nawet wiedząc czego szukamy musieliśmy poświęcić kilkadziesiąt minut na wspięcie się na szczyt i odszukanie wejść do grobowców. Jest ich tutaj łącznie pięć, z czego cztery są jednoznacznie przypisane do Królów Ilirii.
Wejścia do wszystkich grobowców są otwarte, i niestety każdy z nich jest niemal w całości opróżniony z wyposażenia. Niemniej w trzech z nich pozostały duże fragmenty kamiennych sarkofagów oraz ustawione wzdłuż bocznych ścian kamienne ławy. Spostrzegawcze oko dostrzeże w podłożu ślady po ciężkich wrotach, które pierwotnie oddzielały świat umarłych od świata żywych – były one wielokrotnie otwierane, i pozostawiły w podłodze charakterystyczne wgłębienia. Świadczyć to o jakiejś specyficznej formie wierzeń polegającej na odwiedzaniu zmarłych. Uzupełnieniem jest zaskakujący mini-amfiteatr wzniesiony nad jednym z grobowców: na specjalnych 2-poziomowych ławach zasiadali członkowie plemienia, dokonując nieznanych rytualnych obrzędów w znajdującym się poniżej płytkim basenie.
Najstarszy grobowiec z Selcy pochodzi z IV wieku p.n.e., a trzy kolejne z III wieku p.n.e. – w wykonaniu tych młodszych widać już znaczący wpływ kultury greckiej, która wraz z postępującą ekspansją przybyszów z południa wywierała coraz silniej swoje piętno na regionie. Dwa frontony wyposażono w jońskie kolumny, doryckie pilastry oraz tarasy i wnęki na posągi.
Najciekawsze czeka na nas jednak dopiero po zakończeniu zwiedzania. Kiedy opuścicie już to liczące sobie prawie 2400 lat cmentarzysko, gdy zejdziecie ze wzgórza i oddalicie się od niego na 1-2 kilometry, wtedy odwróćcie się ku niemu. Co widzicie? Wciąż niewyróżniające się niczym wzgórze porośnięte roślinnością, ale… okazuje się, że w rzeczywistości są to ruiny całego starożytnego miasta skrytego pod warstwą ziemi i gęstych krzaków!
Okazuje się, że na zboczach bezimiennego wzgórza przez kilkaset lat istniało prawdziwe Iliryjskie miasto, którego zwiedzone przez nas cmentarzysko były tylko niewielką częścią. Na szczycie znajdowała się Agora, a wzgórze zasiedlone było już od późnej epoki brązu. Najprawdopodobniej pomiędzy IV a II wiekiem p.n.e. było ono stolicą jednego z plemion, które prowadziło wymianę handlową między innymi z Koryntem (o czym świadczą odkopane fragmenty ceramiki)
W czasach największego rozkwitu to zaginione miasto zajmowało powierzchnię około 30.000 metrów kwadratowych – trzy hektary. Sama Agora była ufortyfikowana i otoczona wysokim kamiennym murem z ciosanych głazów. Jej pozostałości są dziś zupełnie niezauważalne, skryte pod gęstą szatą roślinną. Gdyby jednak zerwać tę warstwę, naszym oczom ukazałby się widok ruin, których żaden człowiek nie oglądał od co najmniej półtora tysiąca lat.
Miasto na wzgórzu funkcjonowało jeszcze w czasach panowania Cesarstwa Rzymskiego. W IV-V wieku n.e. stacjonowały tu pododdziały legionów, a podnóże wzniesienia po raz kolejny otoczono murem. Ostatecznie region ten uległ wyludnieniu wraz z upadkiem Cesarstwa, po czym w pustkę osadniczą wkroczyły po pewnym czasie pierwsze słowiańskie plemiona nadchodzące od północnego-wschodu. W ten sposób koło historii się zamknęło, a miejsce tajemniczych Ilirów zajęli ostatecznie Słowianie (przez pewien okres obie kultury częściowo egzystowały obok siebie)
Wędrówka po wzgórzu zajmuje około półtorej godziny. Choć poza grobowcami królów niewiele więcej tutaj widać, to myśl o tym, że stąpacie po stolicy plemienia, które już dawno nie istnieje, jest inspirująca. Funkcjonujący w tym miejscu świat przepadł, nie pozostawiając żadnych wspomnień wśród żyjących tu dziś ludzi. Tego rodzaju wciąż dzikich, nieodkrytych dla masowej turystyki miejsc jest niestety coraz mniej – a więc tym bardziej warto podjąć wysiłek i zejść z utartych ścieżek by tu dotrzeć. To miejsce niewątpliwie obowiązkowe dla osób fascynujących się historią ludzkości.
Iliryjskie plemiona zostały ostatecznie pokonane i wchłonięte przez Rzym. Przez długi czas tutejsi wojownicy znajdowali swoje miejsce w imperialnej armii jako oddziały posiłkowe i sojusznicze – tzw. Auxilia. Sam region przez kilkaset kolejnych lat był rzymską prowincją o nazwie Iliria. Obecnie ostatnich spadkobierców tutejszych starożytnych ludów genetyka dopatruje się wśród współczesnych mieszkańców Albanii oraz tzw. Wołochów.
I tyle.
Dolna Selca to wieś w regionie Mokra w regionie Pogradec. Podczas wykopalisk archeologicznych prowadzonych w latach 1964–1972 na wzgórzu obok wsi odkryto osadę iliryjską. Osada ta powstała w okresie późnej epoki brązu i nieprzerwanie istniała do epoki żelaza. W VI–V wieku p.n.e. osada rozwinęła się jako ośrodek protomiejski wzdłuż drogi biegnącej wzdłuż rzeki Shkumbini. W IV wieku p.n.e. została przekształcona w ufortyfikowany ośrodek otoczony murem z ciosanego kamienia. Zajmowała powierzchnię 30 000 metrów kwadratowych. W IV–V wieku p.n.e. Selca była ważnym ośrodkiem produkcyjnym, handlowym i administracyjnym iliryjskiego regionu Desareti. W III wieku p.n.e. w skale wykuto cztery monumentalne grobowce książęce, oryginalne dzieła jońskiego porządku. W jednym z tych grobowców, ponownie wykorzystanym pod koniec II wieku n.e., odkryto bogaty inwentarz broni, naczyń z brązu i terakoty, złotej biżuterii oraz emblematów przedstawiających mitologiczne sceny bitewne.