Gospodarka socjalistyczna była zupełnie niemal pozbawiona mechanizmów samoregulacji. Za przyrostem ilości pieniędzy dostępnych na rynku nie następował wzrost dostępnej liczby produktów, więc przy stałych urzędowych cenach coraz więcej osób stać było na zakup produktów… których nie było. Normalna gospodarka rozwiązałaby ten problem samoczynnym wzrostem cen, ale w komunizmie nie było to możliwe. Cena masła, smalcu, nabiału, mięsa i innych produktów spożywczych była taka sama bez względu na to, czy były one dostępne czy niedostępne. To była oczywista ścieżka do zapaści.
24 czerwca 1976 roku w wieczornym wydaniu Dziennika Telewizyjnego rząd ogłosił podwyżki. Wędliny i mięsa miały podrożeć o 69 do 110 procent, masła, nabiał i sery o 50 procent, cukier o 200 procent, ryżo o 150 procent itd. Władze zdawały sobie sprawę z tego, że podwyżki cen urzędowych wywołają rozruchy społeczne, ale zakładały, że wybuchną one w wielkich miastach – w Warszawie, Szczecinie, Katowicach.
Tymczasem wszystko zaczęło się w Radomiu. O godzinie 6:30 rankiem 25 czerwca 1976 roku od stanowisk pracy odeszli pracownicy Zakładów Metalowych Łucznik. Demonstracje udały się pod siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR zagarniając po drodze – niejako przy okazji – robotników z innych fabryk…
I te właśnie wydarzenia uczcili w minioną niedzielę biegacze podczas organizowanej w centrum Radomia kolejnej edycji Półmaratonu Radomskiego Czerwca „76. Była to edycja niezwykła, bo jubileuszowa – przeprowadzona w 50-tą rocznicę Wydarzeń Radomskich.
Do rywalizacji na dystansie klasycznego półmaratonu przystąpiło blisko 1200 biegaczy z całej Polski. Do ostatniej niemal chwili trwały próby zdobycia pakietów startowych, gdyż limit uczestników organizatorzy ustalili na jedyne tysiąc osób. I choć start biegu wyznaczono na godzinę 09:00 rankiem, to wszyscy, którzy znaleźli się na linii startu doskonale wiedzieli, że będzie ciężko: temperatura wyraźnie przekraczała 30 stopni z tendencją wciąż rosnącą.
Takiej biegowej apokalipsy nie widziałem od kilkunastu lat, a przecież byłem i świadkiem (i uczestnikiem) grubo ponad tysiąca biegów. Choć organizatorzy wywiązali się idealnie z obowiązków zabezpieczenia trasy i punktów odżywczych oraz nawadniania, to osoby z mniejszym doświadczeniem startowym nie wzięły dostatecznie do serca ostrzeżeń o ryzyku związanym z wysiłkiem fizycznym w tak skrajnych warunkach termicznych. Efektem było kilkadziesiąt hospitalizacji, a karetki z całego Radomia miały pełne ręce roboty.
Ale można było też zupełnie inaczej: przecież nie bieglibyście z całych sił pod górkę, prawda? I tak samo należy postępować w biegu przy wysokiej temperaturze. Jerzy Skarżyński – popularny maratończyk, trener i autor bestsellerowych książek o bieganiu – mówił zawsze: Jeżeli temperatura na starcie wynosi dwadzieścia stopni (!) lub więcej – zapomnij o szybkim bieganiu. Jeżeli jest 25 stopni należy biec najmniejszym możliwym wysiłkiem, i dążyć jedynie do spokojnego osiągnięcia linii mety. Ci, którzy tej zasady przestrzegali rzeczywiście w Radomiu finiszowali w dobrej formie – co możecie zobaczyć na filmie.
Choć tym razem w imprezie biegowej uczestniczyłem jako stacjonarny dziennikarz – przyznam, że nie z powodu kontuzji, lecz ze względu na wrodzone lenistwo – to tegoroczna edycja Półmaratonu Radomskiego Czerwca zrobiła na mnie wyśmienite wrażenie. Jak powiedział mi na mecie jeden z biegaczy: Jeżeli przeczytasz w sieci jakiś negatywny komentarz, to w niego nie wierz, bo to zwykły brutalny hejt.
I wiecie co? Byłem, widziałem, i się z tym zgadzam. Jest takie powiedzenie, że nie ma złej pogody do biegania – jest tylko złe ubranie. Po wczorajszym Radomiu dodam od siebie: jest też zła (albo dobra) taktyka biegu – dostosowana (lub nie) do warunków pogodowych. Owszem: nogi służą do biegania, ale głowa – do myślenia. Było super!