Po noclegu na pustyni który oglądaliście w pierwszym odcinku naszej wyprawy do Arabii Saudyjskiej rześcy i pełni animuszu wyruszyliśmy w dalszą drogę. Czekała nas blisko 300 kilometrowa podróż do Al-Uli – jednego z najciekawszych stanowisk archeologicznych całego Półwyspu Arabskiego.

Jako że droga wiodła w większości półpustynnymi krajobrazami, przy pierwszej okazji zabraliśmy ze sobą lokalnego stopowicza. Niestety nie zrewanżował nam się żadną historią ani opowieścią – był totalnie zaskoczony że zabrali go ze sobą zagraniczni turyści. Droga była dość monotonna i wbrew naszemu entuzjazmowi – po prostu nudna. Kamienista pustynia jest z zasady nieciekawa, i poza kilkoma nijakimi miasteczkami przytulonymi do szosy nie spotkało nas tu nic ciekawego.

Mieliśmy do rozwiązania jednak pewien kłopot. W Al-Uli nie mieliśmy żadnego noclegu a planowaliśmy zatrzymać się tam na dwie noce. Problem w tym, że wszystkie noclegi jakie znaleźliśmy przez Internet były koszmarnie drogie – za noc dla dwóch osób trzeba było zapłacić od trzech do pięciu tysięcy złotych. Nie było żadnych alternatyw bo miejscowość ta leży w dużym odosobnieniu od innych wysp cywilizacji – w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie było żadnych innych miast gdzie można byłoby znaleźć jakiś hotel.

Postanowiliśmy jednak nie martwić się na zapas i poszukać tańszych rozwiązań na miejscu. O dziwo udało się już za pierwszym razem – w pierwszym mijanym hotelu na rogatkach miasta udało nam się zbić cenę do 1000 złotych za dwie doby.

To co najciekawsze zobaczycie dopiero w trzecim i czwartym odcinku tej wyprawy, gdy pokażę Wam starożytną Al-Ulę oraz ultramaraton po piaskach pustyni w którym wystartowaliśmy na dystansie 84 kilometrów. Ale o tym opowiem już w następnym odcinku.

Będzie piasek, piasek i jeszcze raz piasek!