Azory zwiedzaliśmy trochę na chybił – trafił; w podróżach wciąż stawialiśmy zaledwie pierwsze kroki. Jednym z miejsc, które przyciągnęły naszą uwagę, były gorące źródła leżące w centrum wyspy, na terenie Parque Natural de São Miguel. Pomyśleliśmy: a może taka kąpiel nieco zregeneruje nasze zużyte do granic bólu nogi?
Kiedy dojechaliśmy na miejsce nasz dobry humor zbiły z tropu ceny biletów wstępu… oraz to, że czekało nas ostre podejście po schodach. Nasze nogi serio nie nadawały się do chodzenia po płaskim, a co dopiero pod górę! Sławek był tak zmaltretowany, że postanowił zostać w aucie. Michał kupił tylko bilet spacerowy pozwalający przejść się ścieżką, a ja jako jedyny zainwestowałem w bilet na bogato: upoważniający także do zażycia kąpieli…
Wzdłuż zaledwie półkilometrowej ścieżki znajdują się trzy baseny termalne z gorącą wodą wybijającą z pobliskich podziemnych źródeł. Kąpać się można wyłącznie po okazaniu właściwego biletu, co wydaje się nieco dziwne – ale nie pozostaje nic innego, jak zaakceptować takie rozwiązanie. Woda wpływa do basenowych jeziorek (otoczonych kamiennymi murkami) niewielkimi strumyczkami, i rzeczywiście jest gorąca. Choć sam wulkan już od kilkuset lat jest nieczynny, to w jego trzewiach jak widać drzemie jeszcze silna lokomotywa!
Wzdłuż ścieżki znajdują się także „dzikie” jeziorka, ale musicie na nie uważać: woda w nich aż się gotuje, i łatwo zostać poparzonym. Patrzcie więc uważnie gdzie wkładacie dłonie i stopy, a dzieci weźcie obowiązkowo na smycz – na pewno nie chcecie, żeby wpadły przez nieuwagę do wrzątku. Takie sytuacje niestety się zdarzają.
Woda wulkaniczna oczywiście śmierdzi siarką, ale w tym przypadku tak w sam raz – niezbyt mocno. Trudno oprzeć się pokusie wskoczenia do basenów; szkoda tylko, że są one niewielkie – przy kilkunastu osobach robi się w środku ciasno. Prawdziwa nagroda czeka na Was jednak dopiero na końcu tego krótkiego szlaku: kilkumetrowej wysokości wodospad skryty w gęstwinie roślin! Woda jest w nim chłodniejsza, czystsza, i pozbawiona nieznośnej siarki. To właśnie to miejsce sprawiło, że ostatecznie nie pożałowałem wydanych na wstępie pieniędzy uwzględniających także kąpiele!
Pływanie w basenach termalnych z jednej strony może być zdrowe, z drugiej jednak pamiętajcie, że w takim ciepłym środowisku wszelakie bakterie, larwy i różne cholerstwa mają ułatwiony tryb życia. Więc podobno istnieje jakieś tam ryzyko… ale nie jestem lekarzem, więc się nie znam, i nie umiem tego ocenić. Kąpiel w tropikalnym lesie jest jednak tym, co wg mnie przeważa szalę. Nawet jak się złapie jakąś bakteryjną przygodę to cóż: wszystko przemija, a wspomnienie pozostają!
I tyle.
Zdjęcia: Michał Zdunek