Dla przytłaczającej części z Was Pakistan nie jest – i nigdy nie będzie – miejscem z listy podróżniczych marzeń. Z oczywistych przyczyn do tego kraju dociera niewielka garstka turystów: tym bardziej, gdy chodzi o tereny położone na południe, wschód oraz zachód od Islamabadu. Dość powiedzieć, że podczas naszej 2-tygodniowej wyprawy do Pakistanu spotkaliśmy… tylko jedną osobę spoza tego kraju.

Plan podróży

Pakistan ze swoją powierzchnią liczącą 880 tysięcy kilometrów kwadratowych jest niemal trzykrotnie większy od Polski. Jego południkowa rozciągłość geograficzna powoduje dodatkowo, że górzystą północ kraju (w tym tereny spornego Kaszmiru) od jego południowych wybrzeży (region Sindh) dzielą aż dwa tysiące kilometrów. Oczywiste jest, że tak rozległego kraju nie da się zwiedzić w kilkanaście dni – i dlatego też planując naszą wyprawę musieliśmy więc wybrać obszary, do których chcieliśmy dotrzeć.

Wszystkie źródła – włącznie z samymi mieszkańcami Pakistanu – przekonują, że wszystko co piękne w tym kraju znajduje się na północ od stolicy, Islamabadu. Jest to teren zajmowany przez jedno z dwóch najwyższych pasm górskich naszej planety – Karakorum. Znajdują się tu przepastne doliny, wąwozy oraz cztery ośmiotysięczniki – szczyty górskie K2, Gasherbrum I, Broad Peak oraz Gasherbrum II. I to dlatego północ Pakistanu jest najbardziej popularnym kierunkiem wśród wszystkich tych, którzy tu zawitają. My jednak mieliśmy inny plan.

Pakistan, widok na dzielnicę mieszkaniową w Karaczi

Podróż po Pakistanie rozpoczynaliśmy od położonego na południu kraju, nad samym brzegiem Oceanu Indyjskiego miasta Karaczi. To w tej ogromnej aglomeracji – liczącej 21 milionów mieszkańców – odbywał się 4 stycznia 2026 roku maraton. Kolekcjonując biegi maratońskie w każdym kraju świata uznaliśmy, że to właśnie Karaczi będzie punktem startowym naszej przygody.

Po ukończeniu maratonu zamierzaliśmy ruszyć drogą lądową na północ – do odległego o półtora tysiąca kilometrów Islamabadu. Pakistan rozcięty jest przez starożytną rzekę Indus na dwie części – wschodnią i zachodnią, i oba jego największe miasta łączy autostrada biegnąca mniej więcej wzdłuż tej właśnie rzeki. Wszelkie dostępne źródła odradzały nam pokonanie liczącej ponad półtora tysiąca kilometrów drogi: wszyscy doradzali, by do Islamabadu dolecieć samolotem. Jednak brak opisów podróży wzdłuż Indusu stał się dla nas na tyle inspirujący, że postanowiliśmy wybrać właśnie tę trudną drogę – lądem.

Pakistan - mapa regionów (dreamstime.com)

Konsekwencją naszego wyboru była rezygnacja z dotarcia na północ Pakistanu – na podróż mogliśmy przeznaczyć maksymalnie dwa tygodnie, i po prostu nie było już na to czasu. Nie żałowaliśmy: Karakorum w naszej ocenie wymaga zorganizowania odrębnej wyprawy. Uznaliśmy, że do Pakistanu po prostu będziemy musieli kiedyś wrócić – i wtedy znajdzie się czas na te mityczne góry.

Po drodze zamierzaliśmy dotrzeć do kilku ciekawych miejsc związanych z tzw. Kulturą Harappa zwaną też Cywilizacją Doliny Indusu – to jedna z najstarszych cywilizacji świata, rówieśniczka a nawet starsza siostra egipskich piramid. Odwiedziny jej najbardziej znanych zabytków – liczących sobie pięć tysięcy lat stanowisk archeologicznych w Mohendżo-Daro oraz w Harappie – uzupełniliśmy miejscami nieco bardziej współczesnymi: dwoma fortami na pustyni Thar (wschodni Pakistan, tuż przy granicy z Indiami), zabytkami leżącymi nad Morzem Arabskim w okolicach miasta Makla, Parkiem Narodowym Hingol w Beludżystanie, oraz kilkoma obiektami z listy UNESCO położonymi na zachód od Islamabadu (Takht-i-Bahi Buddhist Monastery oraz kompleks w Taxila)

Pakistan - legendarne ciężarówki

Wybór środka komunikacji

Jak już wspomniałem od razu skreśliliśmy możliwość podróży samolotem. Postawiliśmy sobie za cel przejechać z Karaczi do Islamabadu drogą lądową, opierając się o autostradę biegnącą wzdłuż brzegów Indusu. Odrzuciliśmy także możliwość podróży lokalnymi środkami komunikacji: zarówno pociągi jak i autobusy omijały wszystkie miejsca, do których chcieliśmy dotrzeć. Pierwszy plan był prosty: wynajmiemy w Karaczi samochód i oddamy go (za dopłatą) w Islamabadzie. Niestety szybko okazało się, że w pakistańskich realiach ten plan jest całkowicie nierealny.

Wypożyczenie samochodu jest w Pakistanie możliwe, ale na całkowicie nieakceptowalnych warunkach. O ile sam koszt wynajmu auta był przystępny (w okolicach 200-300 złotych za dobę), to wymagana przy wynajmie kaucja za wypożyczenie wynosiła równowartość 12.000 złotych. Łatwo sobie wyobrazić, że przy jakiejkolwiek stłuczce – nawet sfingowanej – kwota ta byłaby w tym kraju praktycznie nie do odzyskania. Oliwy do ognia dolał także dzienny limit kilometrów wynoszący… zaledwie 80 kilometrów. My potrzebowaliśmy pokonać około 2000-2300 kilometrów, więc przy 10-dniowym wynajmie musielibyśmy dopłacić za dodatkowe półtora tysiąca kilometrów; a cena za każdy przekroczony ponad limit kilometr wynosiła pół dolara! Doliczyć należało także kolejne półtora tysiąca kilometrów na późniejszy powrót samochodu z Islamabadu do Karaczi. Oznaczało to, że za dodatkowe kilometry musielibyśmy dopłacić… 6 tysięcy złotych.

Pakistan

Alternatywą dla wynajmu samochodu było wynajęcie pojazdu wraz z kierowcą. W specyficznych pakistańskich warunkach taka opcja rozwiązywała szereg problemów: wszelkie kłopoty z pojazdem – czy to techniczne, czy stłuczki – stawały się kłopotem kierowcy, a nie naszym. Właściciel pojazdu był też jednocześnie lokalnym przewodnikiem, którego wiedza o zasadach przemieszczania się pomiędzy policyjnymi check-pointami była  dla nas niezastąpiona. No i takie rozwiązanie wyglądało na atrakcyjne cenowo: dobry samochód wraz z kierowcą kosztował 50-80 dolarów za dobę.

Początkowo odrzuciliśmy formułę polegającą na tym, że wynajmiemy jednego kierowcę na cały okres naszej podróży. Generowało to trzy problemy: po pierwsze taki podróżujący z nami kierowca potrzebował noclegów, co oznaczało dodatkowe koszty. Po drugie Pakistan podzielony jest na bardzo różniące się od siebie regiony, więc np. kierowca z Karaczi nie miał wiedzy o realiach panujących w Pendżabie itd. I po trzecie pojazd z kierowcą tak czy inaczej musiał wrócić z Islamabadu do Karaczi – za co trzeba było zapłacić ekstra.

Polski akcent - cmentarz w Karaczi

Rozwiązanie nasuwało się samo: będziemy wynajmować każdego dnia rano nowy pojazd na zaplanowaną na ten dzień trasę. Kierowca będzie lokalny, a więc znający dobrze teren przez który będziemy jechali. Ponieważ z przyczyn bezpieczeństwa zakładaliśmy, iż każdego dnia nocleg musimy osiągnąć jeszcze przed zmrokiem, to będzie on miał także czas na to, by wrócić na noc do domu.

Jednak dokładniejsza analiza wskazała wiele negatywnych aspektów takiego rozwiązania. Nasz plan podróży był bardzo napięty, a poszukiwanie każdego ranka nowego kierowcy (plus negocjowanie ceny) mogło zabrać nam bardzo cenne godziny. Istniało tez ryzyko, że ponieważ wiele obiektów do których chcieliśmy dotrzeć leżało poza głównymi drogami, to kierowcy mogli odmówić jazdy wg planu. Dodatkowo prawdopodobne było, że na niektóre noclegi dojedziemy jednak bardzo późno, co ponownie mogło zniechęcić kierowców do podjęcia kursu. Okazało się, że jedyna autostrada często zamykana jest z powodu panujących gęstych mgieł, a wtedy objazdy drogami lokalnymi zajmą nam jeszcze więcej czasu. W takiej sytuacji kierowca mógł pozostawić nas po prostu na drodze i wrócić do domu.  Tymczasem sieć hoteli w Pakistanie jest bardzo rzadka, miejscami wręcz iluzoryczna.

Pozostało nam wynajęcie samochodu z agencji turystycznej. Była to opcja, której długo staraliśmy się uniknąć, ale ostatecznie okazała się najlepsza. Otrzymaliśmy samochód, kierowcę, oraz osobnego opiekuna odpowiedzialnego na trasie za wszelkie negocjacje – ze służbami, z policją, z administracją oraz z hotelami. Oczywiście początkowo agencja próbowała sprzedać nam gotową wycieczkę po Pakistanie, więc trochę pracy wymagało wyjaśnienie im, że wiemy którędy i dokąd chcemy jechać. Długo upierali się przy swoim punkcie widzenia wskazując problemy, których nie braliśmy pod uwagę: realna prędkość przemieszczania się na pakistańskich drogach to 30-40 km na godzinę, a biorąc pod uwagę niezbędne przerwy nawet jeszcze wolniej.

Pertraktacje z agencją mieliśmy o tyle ułatwione, że skorzystaliśmy z jej autoryzacji dzięki znajomości ze znajomym maratończykiem z Pakistanu. Takie polecenie jest w tym kraju bardzo przydatne, i pozwala uniknąć wielu oszustw oraz prób wyłudzeń – i zapłacić w bezpieczny sposób zaliczkę. Agencja wzięła na siebie także całe koszty naszego wyżywienia (opiekun po prostu płacił nasze rachunki) oraz odpowiadała za rezerwację noclegów na naszej trasie. Mogłoby się wydawać, że jest to proste zadanie (co może pójść nie tak?), ale jak bardzo można się zdziwić zrozumieliśmy kiedy zarówno w Karaczi jak i w Islamabadzie – w cywilizowanych miastach – sami wynajmowaliśmy hotele. O tym w dalszej części artykułu…

Pakistan, Chaukhandi Tombs

Wyprawa

Dwa pierwsze dni spędziliśmy sami w Karaczi. Niedzielę zajął nam start w tutejszym maratonie, na który przyjechało z Polski dwóch dodatkowych biegaczy – łącznie było nas więc aż sześciu, i stanowiliśmy najliczniejszą zagraniczną ekipę biegaczy na tej imprezie.

Warunki biegu były koszmarne, zwłaszcza pod względem zapachów. Trasa maratonu prowadziła wzdłuż wybrzeża Oceanu Indyjskiego, i był to najbardziej zanieczyszczony kawałek środowiska naturalnego jaki w życiu widziałem. Mniej więcej w tym miejscu rzeka Indus ma swoje ujście, i wszelkiego rodzaju ścieki oraz brudy cywilizacyjne zebrane na długości dwóch tysięcy kilometrów wpływają z dumą do światowego oceanu. To nie są zwykłe zanieczyszczenia – to jest poziom porównywalny ze studzienkami kanalizacyjnymi; całe wybrzeże na długości wielu kilometrów wygląda jak szambo. Do brzegu oceanu nie da się podejść bliżej niż na kilkaset metrów – inaczej trzeba iść po kostki w rozkładających się śmieciach i odchodach. W takich oto przepięknych okolicznościach natury biegliśmy maraton. Wspomnienie na całe życie.

Hotele

Już te pierwsze dni spędzone w Karaczi pokazały nam, że pakistańskie hotele pełne są zagadek i niespodzianek. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda normalnie: rezerwacje można robić na portalach noclegowych – są zdjęcia, atrakcyjne ceny, w miarę rozsądny i szeroki wybór. Trzeba tylko absolutnie nie zgadzać się na żadnego rodzaju zaliczki. Jednym słowem: łatwo i przyjemnie.

Ale to tylko teoria. Do Karaczi przylatywaliśmy pojedynczo, każdy inną trasą. Ci z nas, którzy jako pierwsi dotarli do hotelu dosłownie oniemieli: w zarezerwowanych przez nas pokojach już ktoś mieszkał. Pokoje były brudne, w strasznej dzielnicy – i obskurne… ale to jeszcze można wytrzymać. Hotelarze nie widzieli żadnego problemu w tym, że pokoje nie są puste: skoro jest więcej łóżek, to czemu miałby ktoś inny tu nie nocować? Przecież miejsce się zmarnuje! Oczywiście rezerwowaliśmy pokoje na wyłączność, a nie jak w hostelu „na miejsca”. Tutejsza tradycja mówi jednak o tym, że tak czy siak można mieć sublokatora!

Pakistan

Oczywiście zmieniliśmy hotel. Z tym tylko skutkiem, że zamiast dwóch pokojów z dwoma łóżkami pojedynczymi wręczono nam klucze do jednego pokój z… jednym podwójnym łóżkiem. Na pytanie gdzie jest drugi pokój recepcjonista odpowiedział:

– Zmieścicie się przecież w tym, który dostaliście!

Ale niby gdzie ??? – spytaliśmy….

– Na podłodze położymy Wam materac i na czterech będzie akurat.

Ponad godzinę zajęło tłumaczenie, że chcemy dwa pokoje – w końcu udało się to wywalczyć, ale i tak z jednym podwójnym łóżkiem. Na dodatek pokoje nie miały okien, były tłuste od kurzu, a łazienki wołały o pomstę do nieba. Stwierdziliśmy jednak, że po prostu mamy pecha i jakoś przetrwamy.

W kolejnych dniach okazało się, że upychanie gości w pokojach hotelowych na przysłowiową sardynkę to ogólno-pakistański standard. Nawet noclegi organizowane przez agencję okazywały się pokojem albo z pojedynczym łóżkiem podwójnym i dużym materacem położonym na podłodze, albo łóżkiem, kanapą i dwoma materacami – albo w najlepszym razie dwoma łóżkami podwójnymi. I na nic zdawały się pretensje z naszej strony: przecież jest jak spać. W zrozumieniu sytuacji pomogło nam dopiero zerkanie do innych pokojów przez niedomknięte drzwi: wszędzie całe rodziny gniotły się na podłogach. Nie pozostało nam nic innego, jak zaakceptować ten fakt.

Pakistan, Lahore

Nietypową hotelową dogrywkę przeżyłem na koniec naszej wyprawy, już w Islamabadzie. Kiedy cała nasza drużyna odleciała do Europy, zostałem jeszcze na dwie noce sam w mieście. Zorganizowałem sobie w miarę przyzwoity pokój w cenie 14 tysięcy rupii pakistańskich (równowartość 50 dolarów), i z braku lokalnych pieniędzy zapłaciłem recepcjoniście dolarami. Ku mojemu zaskoczeniu wieczorem przyszedł do mnie z pretensją, że muszę dopłacić mu jeszcze brakujące 13950 rupii, bo zapłaciłem tylko 50. Na nic zdało się tłumaczenie, że zapłaciłem mu całość, bo 50 dolarów to właśnie 14 tysięcy rupii.

Sprawa skończyła się po godzinie 23:00, kiedy to do moich drzwi zapukała policja – ponownie musiałem tłumaczyć, że wszystko już zapłaciłem. Doszło do telefonicznej konfrontacji z właścicielem hotelu; okazało się, że recepcjonista prawdopodobnie był analfabetą i nie rozróżniał banknotów – dla niego 50 to 50 bez rozróżniania waluty. Policjanci przyjęli w takie wyjaśnienie, zawiesili swoje karabiny na plecy i wyszli.

Jak i z tego morał? W Pakistanie najprostsze sprawy potrafią urosnąć do rangi dużego problemu – dlatego też doceńcie sens wynajęcia na miejscu opiekuna z agencji.

Eskorta policyjna

Elementem, który w Pakistanie zaskoczył nas chyba najbardziej była towarzysząca nam przez niemal cały czas eskorta policyjna. O ile w Karaczi i w Islamabadzie poruszaliśmy się samodzielnie, to już na rogatkach miast od razu zatrzymywały nas policyjne patrole stojące na check-pointach, i trzeba było tłumaczyć się kim jesteśmy, co tu robimy oraz dokąd jedziemy. Niby nic nadzwyczajnego, ale…

Jeżeli policjanci uznali, że możemy dalej jechać, to zanim nas przepuścili organizowali przez telefony eskortę. Wyglądało to tak, że podjeżdżał pod nas policyjny pick-up zapełniony policjantami z bronią długą, i jechał przed nami przez kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów na sygnale. Co jakiś czas pojazd eskorty zjeżdżał na pobocze, i zastępował go kolejny – i tak dzień po dniu, przez setki kilometrów. Co ciekawe nikt nie pytał nas czy chcemy eskortę: była ona obligatoryjna i bezpłatna. Jak wyjaśnili nam policjanci: jesteśmy gośćmi na ich terenie, i nie może nam spaść włos z głowy.

Pakistan, eskorta policyjna

Podobnie rzecz się miała we wszelkich zabytkach, które zwiedzaliśmy – o ile lokalni mieszkańcy chodzili swobodnie, to my zawsze musieliśmy pokazać paszporty i wizy, a następnie poczekać na ochronę, która szła z nami i nie odstępowała nas na krok. Robimy zdjęcia: panowie z karabinami stoją obok nas. Siadamy w restauracji: panowie w mundurach siadają przy stoliku obok. Ktoś z nas idzie do łazienki – policjant idzie razem z nim. 

Muszę zaznaczyć, że nie wiązało się to z żadnymi nieprzyjemnościami. Policjanci zawsze byli życzliwi, kulturalni – wręcz przyjacielscy. Czasem robiliśmy sobie z nimi zdjęcia, a raz nawet przejechaliśmy się z nimi policyjnym wozem. Wesoło robiło się zwłaszcza wtedy, gdy nasza czwórka zaczęła rozchodzić się na boki – każdy w inną stronę. Ponieważ ochrona wpadała wtedy w lekką panikę, to staraliśmy się nie robić im tego dowcipu zbyt często.

Pakistan

Jedzenie

Jednym z największych kłopotów było jedzenie i picie. Pakistan jest strefą, w której nasze wyperfumowane europejskie żołądki zupełnie sobie nie radzą z florą bakteryjną. Choć wszyscy byliśmy w dużym stopniu odporni na podstawowe problemy jelitowe – dzięki wcześniejszym podróżom po wielu dziwnych krajach świata – to tym razem zostaliśmy pokonani niczym Krzyżacy pod Grunwaldem. Dość powiedzieć, że nasza czwórka w ciągu dziesięciu dni zaliczyła pięć widowiskowych zatruć pokarmowych.

Oczywiście nie jedliśmy żadnego mięsa – to pierwsza zasada gastronomicznych podróży po krajach słynących ze sraczki. Zwykle to pomaga, jeżeli tylko w danym regionie można jeść coś innego: przykładowo w Uzbekistanie czy w Kazachstanie formuła bezmięsnego wyżywienia jest niemal nieznana. W Pakistanie ratował nas po raz kolejny opiekun z agencji, który potrafił jako jedyny wytłumaczyć w miejscach w których jedliśmy, że nie chcemy mięsa. A zaczynać wyjaśnienia trzeba było od podstaw, bo tutaj kura uważana jest za potrawę bezmięsną. Nawet sałatka warzywna najczęściej była z… indykiem.

Pakistan, przeładowane ciężarówki

Poza jedzeniem trzeba było także bardzo uważać na płyny. Woda jest tutaj środkiem masowej zagłady, więc używać można wyłącznie napojów butelkowanych, oryginalnie zakręconych. Tak samo należy podchodzić do mycia rąk, mycia zębów czy prysznica. Każda woda lecąca z kranu równa się kilkanaście godzin później wodzie lecącej… sami wiecie którędy. Jak ognia należy wystrzegać się wody stawianej w restauracjach w dzbankach, czy kontaktu z wodą… oczu.

Niemniej w końcu i tak nie uda się uniknąć kontaktu z zarazkami: nawet jedząc warzywa należy pamiętać, że zostały one opłukane w zlewie, więc już z definicji nie nadają się do bezpiecznego spożycia. W praktyce powinno się jeść tylko gotowany ryż oraz pieczone na ogniu chlebki. Kolejną kategorię niebezpieczeństwa stanowią… banknoty. Są one nową definicją broni masowej zagłady: biją rekordy nie tylko brudu, ale i zawirusowania – zwłaszcza te mniejsze nominały. Momentami człowieka obrzydza myśl, że mógłby taki banknot włożyć do kieszeni…

Pakistan, autostrady we mgle

Autostrada i drogi lokalne

Planując trasę naszej podróży wiele czytaliśmy o legendarnych mgłach, które o niemal każdej porze roku potrafią spowić jedyną autostradę łączącą południe kraju z północą. Wydawało nam się, że wiele w tym przesady: mgła to mgła, ale żeby z tego powodu od razu zamykać autostrady?

Już czwartego dnia okazało się, że owe mgły to nie legendy – tylko rzeczywistość. Biorąc pod uwagę ułańską fantazję pakistańskich kierowców przemnożoną przez gęstość mgły unoszącej się znad Indusu, zamykanie autostrad uważam za niezbędne rozwiązanie. Niestety odbija się to na wszelkich harmonogramach: autostrada może być zamknięta przez wiele godzin, a wtedy pozostają objazdy, które trwają w nieskończoność. Żaden plan nie jest w stanie tego przeskoczyć, i po prostu musicie się z tym pogodzić. Tutejszych mgieł nie da się opisać, to po prostu trzeba zobaczyć samemu.

Natomiast wszystko to, co spotkacie poza autostradą, jest już jak z kosmosu. Wozy zaprzęgnięte w osły, traktory, gigantyczne ciężarówki wożące trzcinę cukrową i blokujące swoją szerokością dwa pasy jazdy – zapraszam Was na mój film. Wisienką na torcie są słynne pakistańskie ciężarówki: absolutnie kolorowe, będące dla kierowców jednocześnie narzędziem pracy, świątynią oraz mieszkaniem. Bajka.

Pakistan, zabytkowe proto-miasto Mohendżo-Daro

Zabytki i środowisko naturalne

Pakistan nie obfituje w zabytki. Choć istniejąca pomiędzy 3200 a 1500 rokiem p.n.e. Cywilizacja Harappy składała się z kilkuset osiedli, to pomimo ich identyfikacji archeolodzy zdecydowali się odsłonić zaledwie kilkanaście z nich. Miasta takie jak Mohendżo-Daro czy Harappa są owiane sławą na całym świecie, ale pozostałe tajemnicze tzw. proto-osiedla ludzkie pozostają wciąż zasypane. Spowodowane jest to zarówno brakiem środków finansowych, jak i niedoskonałością metod naukowych nie gwarantujących prawidłowego zabezpieczenia odsłanianych ruin. Cała cywilizacja Doliny Indusu opierała się na cegle mułowej – budulcu łatwo dostępnym, ale jednocześnie ekstremalnie nietrwałym. Jako że kultura ta rozwijała się w zalewowej dolinie rzecznej (podobnie jak cywilizacja egipska), to szybkie zniszczenia pogłębiał wysoki stan wód gruntowych.

Niestety do Pakistanu dotarła światowa moda na to, by zagraniczni turyści płacili wielokrotnie więcej za bilety wstępu – ceny mogą być nawet 17-30 krotnie wyższe niż dla lokalsów; całe szczęście to wciąż odpowiednik jedynie 7-15 złotych. Podczas zwiedzania otrzymujecie nie tylko policyjną eskortę, ale także mniej lub bardziej przypadkowych lokalnych przewodników. Warto skorzystać z ich usług jeżeli tylko potrafią rozmawiać w języku, który rozumiecie. Na koniec wypada zapłacić im tzw. tip, czyli datek finansowy. W zależności od czasu zwiedzania może on wynosić od 200 do 1000 rupii pakistańskich (3-13 złotych); w szczególnych przypadkach – kiedy taki przewodnik wykaże się szczególnym zaangażowaniem – można dać więcej. 

30-krotne przebicie ceny dla zagranicznych turystów

Uwaga: tipów nie należy wręczać ochraniającym Was policjantom. Są na służbie, i taka forma odwdzięczenia się może być odebrana przez nich jako zniewaga. Dużo prostsze jest wykazanie wdzięczności poprzez pożegnalny uścisk dłoni (ze wszystkimi policjantami) – począwszy od oficera. Łatwo go zidentyfikować przyglądając się kto wydaje rozkazy.

Środowisko naturalne w Pakistanie jest ekstremalnie zniszczone i przypomina najgorsze koszmary rodem z filmów Tomasza Baksińskiego. Obowiązuje kilka zasad: śmieci wyrzucamy pod nogi, potrzeby fizjologiczne załatwiamy pod siebie, wszelkie nieczystości wrzucamy do rzeki lub strumienia. Pojęcie ekologii tutaj zupełnie nie istnieje, więc ostatecznie uznałem, że w Pakistanie nie ma już czegoś takiego jak środowisko naturalne. Jest tak jak w Indiach ale… dużo gorzej. Początkowo szokowało mnie, gdy lokalny przewodnik kucał tuż przy nas obok zabytku, załatwiał potrzebę fizjologiczną i po chwili kontynuował swoją opowieść. Da się do tego jednak przyzwyczaić; i nie ma co się śmiać – jadąc przez Polskę samochodem także można zobaczyć sikających wzdłuż dróg panów z powiewającą na wietrze fujarką. Przydatny w załatwianiu potrzeb fizjologicznych jest Salwar Kameez – tradycyjny strój noszony zarówno przez mężczyzn, jak i przez kobiety – złożony z tuniki, która ułatwia kucnięcie i zasłania to, co trzeba.

Pakistan, Szymon negocjuje cenę

Tipy i bakszysz

W hotelach podobnie jak w pobliskich Indiach obowiązuje bakszysz. To specyficzny datek dla obsługi, który powoduje, że czuje się ona zobowiązana do ułatwiania nam życia. Przykładem mogą być np. ręczniki w hotelach lub papier toaletowy – bez uiszczenia bakszyszu możecie przez trzy dni prosić o brakujące ręczniki, albo o papier; a i tak pomimo obietnicy „yes sir” nigdy go nie dostaniecie. Jeżeli jednak dacie opiekunowi piętra w hotelu dwa dolary, to Wasze życzenia i potrzeby będą spełniane momentalnie. Co ważne bakszysz należy wręczać z góry, przed wykonaniem pracy – najlepiej np. od razu przy zakwaterowaniu.

Druga forma datków to wspomniane już tipy – czyli nagrody finansowe wręczane po pracy. To typowa forma wdzięczności zależna od jakości wykonania zadania. Choć tipy nie są obowiązkowe, to są oczekiwane; nigdy nie udało mi się jednak odkryć poziomu kwoty, jaka powinna zostać wręczona. Tradycyjnie banknoty należy włożyć w dłoń obdarowanego, a ten nie patrzy jaką otrzymał kwotę – to forma okazania zaufania, że wręczający odpowiednio wycenił pracę. Temat jest trudny do rozwikłania, bo tipy wręcza się na pożegnanie, więc nie wiadomo jaka była reakcja obdarowanego na konkretną kwotę.

Pakistan, nasza eskorta policyjna

Bezpieczeństwo

To z pewnością najbardziej kontrowersyjny temat jeżeli chodzi o podróż do Pakistanu. Zacznijmy może od tego, że do 1947 roku nie było czegoś takiego jak Pakistan – na obszarze zajmowanym obecnie przez ten kraj przez tysiące lat egzystowały różne kultury i plemiona, które posiadały własne tradycje i wizje istnienia: czasem koegzystujące ze sobą, częściej walczące z sąsiadami. Dopiero po zakończeniu II wojny światowej i po rozpadzie Indii Brytyjskich nastąpił podział terytorium na hinduskie Indie (centralne regionu subkontynentu indyjskiego) oraz muzułmański Pakistan (zachodni oraz wschodni); oba kraje stały się wieloetniczne – a przy tym bardzo wrogo usposobione względem siebie. Skutkowało to trzema wojnami Indyjsko-pakistańskimi oraz powtarzającymi się licznymi mniejszymi incydentami granicznym o ograniczonej skali (w efekcie wojen Pakistan Wschodni upadł, i został przekształcony w dzisiejszy Bangladesz)

W skład Pakistanu Zachodniego weszły regiony Beludżystan, Sindh, Pendżab, Peschawar, Chajber Pasztunchwa – oraz Gilgit-Baltistan – i sporne Kaszmir oraz Dżamm. Większość tych regionów posiada własne ruchy separatystyczne oraz zamieszkiwana jest przez odrębne społeczności. Doskonałym przykładem „kotła” może być zajmujący aż trzecią część Pakistanu region Beludżystanu – zamieszkiwany zarówno przez ludność afgańską, jak i rdzennych Beludżów prowadzących regularne walki z siłami rządowymi z Islamabadu. W efekcie wjazd do tego obszaru jest zamknięty i wymaga specjalnych zezwoleń; musieliśmy zrezygnować z odwiedzenia tamtejszych parków narodowych oraz największego na świecie fortu górskiego – Fort Ranikot.

Pakistan, pustynia Thar

Najbezpieczniejszym regionem jest tzw. Stołeczne Terytorium Islamabadu, do którego zresztą przybywa 99 procent z niewielkiej puli turystów i podróżników. Trudno jednak polecać to miejsce ze względu na jego niereprezentatywność w stosunku do reszty kraju – miasto ma niewiele wspólnego z prawdziwym Pakistanem; zwiedzić Islamabad to tak, jakby spędzić tydzień w Nowym Jorku i twierdzić, że poznało się Stany Zjednoczone.

Strefa bezpieczeństwa wokół Islamabadu jest zaskakująco niewielka – już kilkanaście kilometrów za miastem zaczyna się dobrze nam poznany obraz kraju: wioski wyjęte żywcem z XIX-wieku, fatalne drogi, ekstremalnie zniszczone środowisko naturalne oraz różnorodny tłum ludzi (Pakistan zamieszkuje aż 240 milionów mieszkańców). Opuszczając granice Islamabadu natychmiast ponownie otrzymacie eskortę policyjną, natomiast po samym mieście możecie poruszać się swobodnie.

Ze względów bezpieczeństwa nie udało nam się dotrzeć do kilku miejsc: przykładowo zamknięte dla obcych było całe stare centrum w mieście Multan, a wjazd na pustynię Thar (będącą niemal w całości terenem wojskowym ze względu na pogranicze z Indiami) wymaga cierpliwych negocjacji.

Khewra Salt Mine

Osobiście czuliśmy się bezpiecznie, choć sformułowanie to należy ubrać w duży cudzysłów – i to z kilku powodów. Po pierwsze nasz poziom stresu zawieszony jest dość wysoko, i większość sytuacji konfliktowych traktujemy z dystansem, co w przypadku innych osób może być problematyczne. Po drugie formuła naszej wyprawy polegała na ciągłym przemieszczaniu się, bez zatrzymywania się dłużej w jednym miejscu niż na 1-2 godziny (oczywiście poza noclegami). W ten sposób unikaliśmy wpadania w oko osobom, które potencjalnie mogłyby w stosunku do nas wykazać się złą wolę. I w końcu po trzecie nie nocowaliśmy w podejrzanych miejscach, we wsiach czy w małych miasteczkach – i nie wdawaliśmy się w głębszą interakcję z lokalsami.

Zaznaczyć muszę, że wszystkie krótkie spotkania z mieszkańcami Pakistanu były niezwykle przyjazne. Przy całkowitym braku zagranicznych turystów byliśmy dla spotkanych osób ciekawostką godną wymiany kilku uprzejmości, pozdrowień, uwiecznienia na zdjęciu. Setki osób robiły sobie z nami pamiątkowe fotografie, tworzyły się wręcz kolejki – co było miłe, choć po pewnym czasie nieco męczące. Drzwi do serc Pakistańczyków otwierał zwykły uśmiech i pozdrowienia z naszej strony – choćby proste kiwnięcie głową. Gdy widzieli, że nie jesteśmy Jaśnie Państwem Noszącym Wysoko Głowy – od razu stawali się bardzo otwarci i pomocni. Te plusy nie powinny przyćmiewać Wam jednak minusów, i należy o tym pamiętać.

Pakistan

Koszty podróży do Pakistanu

Najdroższą składową były oczywiście samoloty z Europy. Każdy z naszej czwórki wybrał inna drogę podróży, więc mogę napisać tylko za siebie – ja przyleciałem do Karaczi liniami lotniczymi Air Arabia latającymi regularnie z lotniska w Modlinie (z przesiadką w Emiratach Arabskich), a wracałem tą samą drogą, tyle że z Islamabadu. Koszt biletu w moim przypadku wyniósł 2600 złotych.

Drugim dużym wydatkiem było wynajęcie samochodu wraz z kierowcą oraz dodatkowym przewodnikiem. Tę usługę wyceniono na 1100 dolarów za osobę, zbiliśmy cenę do 900 dolarów czyli do odpowiednika 3200 złotych za osobę. Wydaje się, że to dużo, jednak w cenie było zarówno paliwo, wszelkie opłaty autostradowe, pokrycie kosztów wyżywienia oraz hotele. W rzeczywistości cała usługa polegała na tym, że mieliśmy całodobowo pojazd do naszej dyspozycji, opiekun płacił za wszystkie nasze posiłki, a agencja wynajdywała niezbędne noclegi na trasie i je opłacała. 

Aby dostać się do Pakistanu należy wyrobić wizę. Od kilku miesięcy można ją szybko i wygodnie zrobić elektronicznie, choć niestety od 1 stycznia stała się ona płatna; my wyrobiliśmy ją w grudniu 2025 kiedy była jeszcze bezpłatna. Obecnie koszt wizy to 35 dolarów.

Na pamiątki wydałem łącznie 220 złotych. Zasadniczo wszystko jest tanie, więc trochę trudno opanować swój pęd do zakupów. Niemniej Pakistan jest praktycznie pozbawiony turystów, więc nie liczcie na to, że znajdziecie sklepy z typowymi pamiątkami – są tylko pojedyncze przy najbardziej znanych zabytkach i atrakcjach. Co raczej powinno cieszyć, bo w miły sposób odróżnia to ten kraj od Tajlandii, Egiptu czy Chorwacji.

Na dodatkowe hotele, z których korzystaliśmy poza okresem współpracy z agencją wydałem około 300 złotych. Kolejne 150 złotych wyniosło jedzenie, i następne 150 złotych stanowiły wydatki związane ze wstępem do obiektów wymagających biletów. Jak już wspomniałem bilety dla zagranicznych gości są kilkanaście razy droższe niż dla lokalsów, niemniej nadal jest to tylko kilka lub kilkanaście złotych. Rekord ustanowiono w Mohendżo-Daro, gdzie zagraniczni goście płacą 30-razy więcej niż lokalsi.

 

Pakistan - ocena wyprawy

Moi przyjaciele wrócili do Europy dwa dni wcześniej, a ja zostałem jeszcze zwiedzać na własną rękę bliższe i dalsze okolice Islamabadu. W tym celu wynająłem bezpośrednio na ulicy taksówkarza, którzy woził mnie przez dwa dni we wskazane przeze mnie miejsca. Łącznie pokonaliśmy około 400 kilometrów, i kosztowała mnie ta przyjemność 15.000 rupii pakistańskich, czyli niecałe 200 złotych.

Na tipy oraz bakszysz wydałem kolejne 100-150 złotych, przy czym zrzucaliśmy się na ten cel we czterech więc pula wyniosła około 400-600 złotych. Te datki otrzymywali lokalni przewodnicy, hotelarze, taksówkarze itd. Dodatkowe kilkaset złotych zostawiliśmy naszemu kierowcy i opiekunowi.

Łącznie dwa tygodnie spędzone w egzotycznym Pakistanie kosztowały mnie 6600 złotych, czyli ponad dwa razy mniej niż tego typu „wakacje” oferowane przez biura turystyczne. Czy było warto? Tak, aczkolwiek to nie jest kierunek który mógłbym polecić komukolwiek; z dystansu czasu nie jest mi łatwo znaleźć argumenty przemawiające za tym, by tutaj przyjechać. Musicie jednak pamiętać, że opowiadam o południowym i środkowym Pakistanie – wszystkie te uwagi nie dotyczą Karakorum i Kaszmiru, czyli północnych regionów kraju. Tam będziemy musieli kiedyś pojechać osobno, na typowo trekkingową wyprawę.

I tyle.

Pakistan – więcej losowych materiałów z wypraw:

Koszty podróżowania – więcej losowych materiałów z tej kategorii: