Powoli zapominamy o tym, jak wyglądały podróże w pandemicznym świecie covida. Zapomniałbym i ja, gdyby nie to, że wciąż mam dużo materiałów z tamtych czasów, które czekają na publikację. Jednym z nich jest krótki przystanek w drodze do Bośni i Hercegowiny, który zrobiliśmy w słoweńskim miasteczku Ptuj. Miasteczku dodajmy – wg mojego szwagra – bardzo uroczym.

Droga z Polski do Bośni ciągnęła nam się w nieskończoność – delektując się medycznymi blokadami na granicach uprawialiśmy tzw. slow tour. Dość powiedzieć, że dotarcie do Słowenii zajęło nam… trzy dni. Nieco zmęczeni postanowiliśmy znaleźć tu jakiś kolejny nocleg, i padło wtedy na nieznane nam miasteczko Pluj. Szczerze mówiąc, to przyciągnęła nas jego śmieszna nazwa.

Nocleg nie był zbyt tani, i choć podróżowaliśmy w trybie ekonomicznym, to wydaliśmy na prostą klitkę z dwoma łóżkami prawie trzysta złotych. Cóż było zrobić, skoro nie było w okolicy nic tańszego? Traf chciał, że wieczorem Reprezentacja Polski w Piłkę Nożną grała jakiś bardzo ważny mecz. Nie to, żeby mnie to w jakikolwiek sposób obchodziło – był to jednak dobry powód do tego, by usiąść ze szwagrem do czegoś bardzo procentowego; bez powodu zawsze jest dziwnie, nieprawdaż? Nie pytajcie mnie jaki był wynik, bo nie pamiętam nawet z kim graliśmy. Ba, chyba nawet zmęczony emocjami nie przetrwałem drugiej połowy meczu – i poszedłem grzecznie spać.

Słowenia, miasto i zamek Ptuj

Rankiem okazało się, że nikt z nas nie może prowadzić – poszliśmy więc zwiedzać tego Ptuja pieszo. Było to o tyle utrudnione, że nocowaliśmy po drugiej stronie rzeki; tutejsza Wisła nazywa się Drawa. Całe szczęście do najbliższego mostu nie było daleko, a taki spacer rokował, że koło południa będziemy mogli jechać dalej. Nie to, że nam się śpieszyło, ale żona już wydzwaniała z pytaniem gdzie jesteśmy: jak można tyle dni robić samochodem trasę, którą ona zrobiłaby w jeden dzień…

Swoje kroki od razu skierowaliśmy do górującego nad miasteczkiem Zamku Ptuj. Kasztel powstał gdzieś na początku XI-XII wieku, choć jak w wielu przypadkach tej części Europy nową budowlę wzniesiono wprost na dużo starszych ruinach. Znalazłem nawet informację, że najstarsze ślady fortyfikacji odnalezione na wzgórzu zamkowym mają blisko trzy tysiące lat; czy to prawda, trudno odpowiedzieć. Pewne jest natomiast to, że na wzniesieniu stacjonowały w I wieku Legiony Rzymskie – w 15 r.p.n.e. pokonały one zamieszkujące ten teren plemiona celtyckie – i dlatego też Ptuj często określa się najstarszym miasto Słowenii.

Słowenia, miasto i zamek Ptuj

Niestety w kasztelu pocałowaliśmy przysłowiową klamkę. Można było wejść jedynie na boczny dziedziniec, ale wszystkie dalsze wejścia były zamknięte na głucho. Włącznie z kasą biletową, na której choć wisiała karteczka z informacją, że jest ona czynna codziennie, to na karteczce owej nasza przygoda się skończyła. Takie to już były czasy covidowe – dzieci tego całe szczęście nie pamiętają. Szkoda było mi tym bardziej, że podobno tutejsze zamkowe wnętrza są w pytę fajne, a na dokładkę znajdują się w nich dwa muzea: instrumentów muzycznych oraz militariów. O ile te instrumenty jeszcze jakoś mógłbym przeboleć, to kusze, armaty, samopały oraz miotacze kamieni chętnie bym zobaczył – i obfotografował. Szlak mnie krótko mówiąc trafiła, nawet dziś.

Zwłóczyliśmy się więc z zamku w dół, do miasteczka. Tam odbiliśmy się jeszcze od także zamkniętej wieży, i spędziwszy kilka chwil w topiącym się od gorąca wybetonowanym placu miejskim uznaliśmy, że chyba trzeźwiejemy. Szwagier uznał, że miasteczko jest całkiem urocze, co z perspektywy czasu – oglądając fotografie – muszę potwierdzić. Ja to zapamiętałem nieco inaczej, ale może miałem udar od tego piekącego słońca – sam nie wiem. Tak czy inaczej zabudowa Ptuja przypomina mi Zamość, więc faktycznie klimat jest.

Słowenia, miasto i zamek Ptuj

Sam nie wiem co jeszcze mógłbym napisać. Może choć garść historycznych pierdółek znalezionych na Wikipedii: miasto przez kilka stuleci rywalizowała z o wiele bardziej dziś znanym Mariborem. Przegrało ostatecznie w XIX wieku, kiedy to właśnie w Mariborze położono szyny kolejowe i otwarto połączenie z resztą Cesarstwa Austro-Węgierskiego, a dokładniej ze stołecznym Wiedniem. W efekcie dziś Ptuj ma niecałe 18 tysięcy mieszkańców, a konkurencyjny Maribor grubo ponad sto tysięcy. Kto lokomotywę ma, temu lokomotywa gra – że sparafrazuję dowcip z pewnego polskiego filmu.

Z mojego punktu widzenia – jako miłośnika historii – całkiem ciekawy jest taki oto ustęp, dotyczący historii Ptuja:

[…] Ze względu na położenie na obrzeżach cesarstwa, Ptuj był również trzykrotnie siedzibą legionu VIII Augusta i XIII Gemina. Podczas Pax Romana legion rzymski liczył 5120 legionistów i był zazwyczaj wspierany przez taką samą liczbę wojsk pomocniczych. Legiony o większej renomie oraz te stacjonujące na granicy cesarstwa lub w regionach dotkniętych konfliktami miały tendencję do posiadania większej liczby wojsk pomocniczych. W związku z tym niektóre legiony były wzmacniane okresowo 15 000–16 000 żołnierzy. Z tego wynika również, że Poetovio [rzymska nazwa Ptuja – mój przypis] mogło w szczytowym okresie, gdy oba legiony stacjonowały tam jednocześnie, dysponować nawet ponad 100 000 ludzi. Poetovio stało się najważniejszym i największym miastem rzymskim na terenie dzisiejszej Słowenii w III wieku. Miasto liczyło wówczas 10 000 mieszkańców, a wraz z otaczającym je obszarem 30 000, i było większe nawet od ówczesnego Londynu z 15 000 ( Londinium ) i Wiednia z 15-20 000 mieszkańców  […] – Wikipedia.

I tyle.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Kliknij znaczniki na poniższej mapie.

Słowenia – więcej losowych materiałów z wypraw:

Miasta – więcej losowych materiałów z tej kategorii:

6 Responses