Droga z Polski do Bośni ciągnęła nam się w nieskończoność – delektując się medycznymi blokadami na granicach uprawialiśmy tzw. slow tour. Dość powiedzieć, że dotarcie do Słowenii zajęło nam… trzy dni. Nieco zmęczeni postanowiliśmy znaleźć tu jakiś kolejny nocleg, i padło wtedy na nieznane nam miasteczko Pluj. Szczerze mówiąc, to przyciągnęła nas jego śmieszna nazwa.
Nocleg nie był zbyt tani, i choć podróżowaliśmy w trybie ekonomicznym, to wydaliśmy na prostą klitkę z dwoma łóżkami prawie trzysta złotych. Cóż było zrobić, skoro nie było w okolicy nic tańszego? Traf chciał, że wieczorem Reprezentacja Polski w Piłkę Nożną grała jakiś bardzo ważny mecz. Nie to, żeby mnie to w jakikolwiek sposób obchodziło – był to jednak dobry powód do tego, by usiąść ze szwagrem do czegoś bardzo procentowego; bez powodu zawsze jest dziwnie, nieprawdaż? Nie pytajcie mnie jaki był wynik, bo nie pamiętam nawet z kim graliśmy. Ba, chyba nawet zmęczony emocjami nie przetrwałem drugiej połowy meczu – i poszedłem grzecznie spać.
Rankiem okazało się, że nikt z nas nie może prowadzić – poszliśmy więc zwiedzać tego Ptuja pieszo. Było to o tyle utrudnione, że nocowaliśmy po drugiej stronie rzeki; tutejsza Wisła nazywa się Drawa. Całe szczęście do najbliższego mostu nie było daleko, a taki spacer rokował, że koło południa będziemy mogli jechać dalej. Nie to, że nam się śpieszyło, ale żona już wydzwaniała z pytaniem gdzie jesteśmy: jak można tyle dni robić samochodem trasę, którą ona zrobiłaby w jeden dzień…
Swoje kroki od razu skierowaliśmy do górującego nad miasteczkiem Zamku Ptuj. Kasztel powstał gdzieś na początku XI-XII wieku, choć jak w wielu przypadkach tej części Europy nową budowlę wzniesiono wprost na dużo starszych ruinach. Znalazłem nawet informację, że najstarsze ślady fortyfikacji odnalezione na wzgórzu zamkowym mają blisko trzy tysiące lat; czy to prawda, trudno odpowiedzieć. Pewne jest natomiast to, że na wzniesieniu stacjonowały w I wieku Legiony Rzymskie – w 15 r.p.n.e. pokonały one zamieszkujące ten teren plemiona celtyckie – i dlatego też Ptuj często określa się najstarszym miasto Słowenii.
Niestety w kasztelu pocałowaliśmy przysłowiową klamkę. Można było wejść jedynie na boczny dziedziniec, ale wszystkie dalsze wejścia były zamknięte na głucho. Włącznie z kasą biletową, na której choć wisiała karteczka z informacją, że jest ona czynna codziennie, to na karteczce owej nasza przygoda się skończyła. Takie to już były czasy covidowe – dzieci tego całe szczęście nie pamiętają. Szkoda było mi tym bardziej, że podobno tutejsze zamkowe wnętrza są w pytę fajne, a na dokładkę znajdują się w nich dwa muzea: instrumentów muzycznych oraz militariów. O ile te instrumenty jeszcze jakoś mógłbym przeboleć, to kusze, armaty, samopały oraz miotacze kamieni chętnie bym zobaczył – i obfotografował. Szlak mnie krótko mówiąc trafiła, nawet dziś.
Zwłóczyliśmy się więc z zamku w dół, do miasteczka. Tam odbiliśmy się jeszcze od także zamkniętej wieży, i spędziwszy kilka chwil w topiącym się od gorąca wybetonowanym placu miejskim uznaliśmy, że chyba trzeźwiejemy. Szwagier uznał, że miasteczko jest całkiem urocze, co z perspektywy czasu – oglądając fotografie – muszę potwierdzić. Ja to zapamiętałem nieco inaczej, ale może miałem udar od tego piekącego słońca – sam nie wiem. Tak czy inaczej zabudowa Ptuja przypomina mi Zamość, więc faktycznie klimat jest.
Sam nie wiem co jeszcze mógłbym napisać. Może choć garść historycznych pierdółek znalezionych na Wikipedii: miasto przez kilka stuleci rywalizowała z o wiele bardziej dziś znanym Mariborem. Przegrało ostatecznie w XIX wieku, kiedy to właśnie w Mariborze położono szyny kolejowe i otwarto połączenie z resztą Cesarstwa Austro-Węgierskiego, a dokładniej ze stołecznym Wiedniem. W efekcie dziś Ptuj ma niecałe 18 tysięcy mieszkańców, a konkurencyjny Maribor grubo ponad sto tysięcy. Kto lokomotywę ma, temu lokomotywa gra – że sparafrazuję dowcip z pewnego polskiego filmu.
Z mojego punktu widzenia – jako miłośnika historii – całkiem ciekawy jest taki oto ustęp, dotyczący historii Ptuja:
[…] Ze względu na położenie na obrzeżach cesarstwa, Ptuj był również trzykrotnie siedzibą legionu VIII Augusta i XIII Gemina. Podczas Pax Romana legion rzymski liczył 5120 legionistów i był zazwyczaj wspierany przez taką samą liczbę wojsk pomocniczych. Legiony o większej renomie oraz te stacjonujące na granicy cesarstwa lub w regionach dotkniętych konfliktami miały tendencję do posiadania większej liczby wojsk pomocniczych. W związku z tym niektóre legiony były wzmacniane okresowo 15 000–16 000 żołnierzy. Z tego wynika również, że Poetovio [rzymska nazwa Ptuja – mój przypis] mogło w szczytowym okresie, gdy oba legiony stacjonowały tam jednocześnie, dysponować nawet ponad 100 000 ludzi. Poetovio stało się najważniejszym i największym miastem rzymskim na terenie dzisiejszej Słowenii w III wieku. Miasto liczyło wówczas 10 000 mieszkańców, a wraz z otaczającym je obszarem 30 000, i było większe nawet od ówczesnego Londynu z 15 000 ( Londinium ) i Wiednia z 15-20 000 mieszkańców […] – Wikipedia.
I tyle.
antibiotics for dogs
antibiotics for dogs
doxycycline monohydrate 100mg for uti
doxycycline monohydrate 100mg for uti
levitra price
levitra price
vibramycin pill
vibramycin pill
esomeprazole magnesium 40 mg capsule
esomeprazole magnesium 40 mg capsule
vidalista 20mg tadalafil tabletten
vidalista 20mg tadalafil tabletten