Ile jest w Polsce rzecznych promów? Trudno podać dokładną liczbę – nieoficjalnie mówi się o pięćdziesięciu, może sześćdziesięciu jednostkach wciąż łączących brzegi rzek. Są to jednostki bardzo zróżnicowane i to pod każdym względem: wielkości, własności, pełnionych zadań i okresów działania. Bo trzeba pamiętać, że promy bywają zarówno duże jak i małe, znajdujące się w rękach prywatnych przedsiębiorców jak i utrzymywane przez samorządy, całoroczne oraz sezonowe. Jedno je jednak łączy: widmo likwidacji, gdyż z roku na rok jest ich coraz mniej.

W naszym kraju spotkać można wiele typów rzecznych jednostek służących do transportu zarówno dużych ciężarówek, jak i samochodów osobowych a nawet ruchu pieszego i rowerowego. Promy budowano w stoczniach w Kędzierzynie-Koźlu, w Płocku, w Sandomierzu. Choć rzeczny przemysł stoczniowy spoczywa w cieniu swoich większych morskich braci, to jednak wciąż istnieje – gdzieś tam hen, na marginesie marynarskiego życia.

Najwięcej przepraw promowych znajdziemy oczywiście na Wiśle przecinającej nasz kraj na dwie połowy. W przeważającej części znajdują się one w górnym biegu rzeki, na południe od Warszawy, tam gdzie Wisła jest stosunkowo wąska a odległości pomiędzy mostami znaczne. Najbliższe stolicy przeprawy to prom samochodowy Karczew – Konstancin (10 kilometrów na południe od mostu Południowej Obwodnicy Warszawy) oraz prom rowerowy Łomianki-Turkawka (zaledwie 3 kilometry na północ od „Mostu Północnego” czyli Mostu Marii Skłodowskiej-Curie). Dalej na północ od Warszawy znajdziemy jeszcze ciekawy prom w podtoruńskiej Nieszawie i u samego ujścia do Bałtyku – największą przeprawę promową na Wiśle: Mikoszewo – Świbno.

Promy znajdziecie jednak także na innych Polskich rzekach: na Warcie, Odrze, Sanie, Wisłoku, Narwi, Noteci itd. Wszystkie one łączy jedno: coraz szybciej odchodzą w zapomnienie. Rozwój gospodarczy kraju wymaga budowy kolejnych przecinających rzeki wielkich arterii komunikacyjnych, których wymogów nie są w stanie spełnić promy. Powstające nowoczesne mosty wypierają te piękne i zasłużone rzeczne jednostki z komunikacyjnego krajobrazu. Ich jedyną szansą na przeżycie jest turystyka i samorządy, które utrzymują przeprawy – czasem z sentymentu, czasem dzięki inwestycjom właśnie w turystykę. Coraz rzadziej istnienie promów wynika z rzeczywistych potrzeb społecznych. Choć jak np. w przypadku promu łączącego centrum Świnoujścia z resztą kraju bywa i tak, że są wciąż niezastąpione… ale do czasu gdy pojawi się w pobliżu most lub tunel spinający na stałe brzegi.

Podczas turystycznych wędrówek tropami promów pamiętać należy, że większość z nich jest sezonowa. Prom do pracy potrzebuje wielu korzystnych czynników: odpowiedniego stanu wód, spokojnego przepływu, korzystnej pogody. Dlatego też dominująca ich liczba funkcjonuje wyłącznie w określonych miesiącach np. od kwietnia do października. Poszukując ich na mapie Polski trzeba więc brać to pod uwagę.

Gorąco polecam Wam korzystanie – choćby z ciekawości – z promów i zwrócenie na nie uwagi podczas wakacji spędzanych w naszym kraju. Zwykle stanowią one piękny lokalny koloryt i spinają miejsca niezwykłe, zdawałoby się „odcięte od świata”. Niejako na zachętę zapraszam do obejrzenia filmu oraz zdjęć z kilku przepraw położonych w okolicach Kazimierza Dolnego – w pewnym sensie obecnego „matecznika” promów. Przeprawy takie położone są zarówno na północ jak i na południe od miasta, łatwo do nich dojechać, i są bardzo przystępne cenowo – przejazd samochodu osobowego to koszt zaledwie kilkunastu złotych (w tej cenie są zwykle pasażerowie lub przynajmniej kierowca). Przejazd na drugi brzeg samej osoby lub roweru to 5-7 złotych.

Niestety musicie się śpieszyć. Każdej wiosny z mapy Polski znikają kolejne jednostki promowe, które po zimowej przerwie nie wracają już na swoje wodne trasy. Na brzegach rzek zostaje tylko opuszczona infrastruktura, którą szybko pochłaniają żywioły wody i zieleni. Kiedyś w Polsce promów były setki, niedługo zostanie ich już tylko kilkanaście.

Zdjęcia: Andrzej Sawiński