Czy warto odwiedzić San Marino? Zgodnie ze sztuką dziennikarską odpowiedź na to pytania powinna pojawić się na końcu artykułu… udzielę jej jednak od razu: TAK. Jednak by odwiedzenie tego kraju miało sens także ekonomiczny, musi odbyć się w określonych okolicznościach. Jakich?

Wyjazd z Polski do San Marino w celu typowo turystycznym – pod hasłem „weekend w San Marino!” – jest mało atrakcyjny. W zależności od miejsca w Polsce z którego startujemy, odległość którą mamy do pokonania jest na pograniczu „jednorazowego” zasięgu jazdy samochodem. Ma to jakiś sens jeżeli dysponujemy przynajmniej dwoma kierowcami – dla jednego jest to dość męczące wyzwanie. Alternatywą jest podróż lotnicza, jednak lądując gdzieś na terenie Włoch – np. w Rimini – wciąż mamy do pokonania nieco ponad czterdzieści kilometrów.

Z jednej strony szkoda wyruszać w tak daleką podróż tylko po to, by spędzić u celu jeden czy dwa dni. Z drugiej zaś – San Marino nie oferuje wystarczającej liczby atrakcji i ciekawostek, by zatrzymać się tam na dłużej. Dlatego też z niejaką przykrością pomysł „weekendu w San Marino” w wersji specjalnego wyjazdu z Polski oceniam jako mało rozsądny. O wiele ciekawsze i bardziej uzasadnione – zarówno finansowo jak i turystycznie – będzie odwiedzenie tego kraju przy okazji dłuższej podróży po Włoszech. I wtedy ma to absolutnie sens.

Ze względu na bliskość szalenie popularnego włoskiego Rimini, najczęstszą metodą „zwiedzania” San Marino jest jednodniowy wypad do tego kraju właśnie z wybrzeża. Gdy chcemy tylko zobaczyć jak wygląda ten kraj, dodać go do swojej listy, zwiedzić górę Monte Titano i zrobić sobie kilka zdjęć z jej wieżami – jeden dzień absolutnie ku temu wystarczy. Kilkugodzinny, intensywny spacer w zupełności wystarczy by zobaczyć wszystkie najważniejsze miejsca, które każdy turysta zobaczyć powinien. A wieczorem, już na deser, zdążymy jeszcze usiąść w klimatycznych okolicznościach tutejszych uliczek i zjeść kolację.

Taki tryb błyskawicznego zwiedzania dla 95 procent osób jest idealny, o czym świadczą choćby oferty biur podróży. Co istotne, pozwoli to także uciec nam przed dość wysokimi cenami hoteli w San Marino (o czym piszę w podsumowaniu kosztów). Moim zdaniem taka 1-dniowa formuła to jednak zbyt mało dla tych, którzy oczekują czegoś więcej niż tylko zwiedzania w „stylu japońskiej wycieczki”.

Monte Titano zupełnie inaczej wygląda w dzień, inaczej wczesnym rankiem, i jeszcze inaczej wieczorem. Zwłaszcza wschody i zachody słońca potrafią wyglądać tutaj zjawiskowo, a zdjęcia ulic i zabytków w promieniach nisko pochylającego się słońca nabierają dodatkowego wyrazu. Gorąco polecam więc zatrzymanie się tutaj na jedną lub dwie noce – nie więcej – przy okazji dłuższej wyprawy. W bliskiej odległości mamy Ankonę, Perugię, Florencję, Bolonię i Wenecję. Robiąc „objazd” północy Włoch możemy odwiedzić także Pizę, Genuę, Mediolan. Taki tygodniowy trip ma już większy sens. Wtedy nasz krótki pobyt w San Marino stanie się jednym z przystanków większej podróży. Polecam!

Egzotyka: 1/5 – San Marino to typowe, europejskie miejsce. Piękne widoki z Monte Titano, wąskie uliczki… na próżno szukać jednak tutaj inności. Na każdym kroku spotykamy znane nam z innych europejskich miejsc atrakcje i miejsca.

Bezpieczeństwo: 5/5 – nawet nie mam pomysłu co napisać, co mogłoby się Wam tutaj złego przytrafić. Chyba najpoważniejszym zagrożeniem dla turystów w San Marino są oni sami.

Przyroda: 2/5 – zapierające dech w piersiach Monte Titano i potem długo, długo nic… Trudno jednak wymagać od położonego w środku Europy kraju, ośmiokrotnie mniejszego od Warszawy, by miał on szansę czymś jeszcze nas zaskoczyć.

Łatwość wyprawy: 4/5 – Jedyna trudność w dotarciu do San Marino to dystans… a raczej podjęcie decyzji czy wyruszyć w podróż samochodem, czy może jednak samolotem. Łatwiej dojechać można już tylko do Czech 🙂

Ekonomia wyprawy: 3/5 – Jeżeli mielibyście jechać z Polski specjalnie by zwiedzić San Marino, to jak widać finansowo taki wyjazd wychodzi „tak sobie”. Zwłaszcza, że nie jest to lokalizacja na tygodniowe wakacje. Jeżeli jednak San Marino odwiedzicie przy okazji dłuższej wyprawy, to pod względem ekonomii śmiało możecie wstawić tutaj wartość 5/5

Ile kosztuje weekendowy wypad do jednego z najmniejszych krajów świata? To zależy od wielu czynników – od terminu wyjazdu, wybranego środka transportu oraz oczywiście od długości pobytu. W czerwcu 2021 roku wybraliśmy się tam ze znajomymi na maraton – spędziliśmy łącznie w San Marino trzy dni. Nie za długo i nie za krótko – jak na ten niewielki kraj uważam jednak, że w sam raz. Jako środek transportu z Polski wybraliśmy samochód, i postaram się podsumować dziś koszty takiego wyjazdu. A przy okazji ocenić… czy było warto?

Dojazd samochodem z Polski – paliwo:  trasa Katowice – San Marino prowadzi przez Czechy, Austrię i Włochy. Liczy sobie ona niecałe 1300 kilometrów długości. Aż do austriackiego miasta Graz jest doskonale znana tym wszystkim, którzy podróżują np. do Chorwacji. Samochodowa trasa – choć długa (podróż trwa 14-16 godzin) – jest bardzo wygodna, gdyż w całości przebiega autostradami. Jeżeli nie planujecie dodatkowych zjazdów, zwiedzania Włoch itd. to łącznie macie do pokonania 2500-2600 kilometrów (z Katowic). Na tej trasie najdroższe paliwo jest oczywiście we Włoszech: ceny tutaj są horrendalne – za litr benzyny w czerwcu 2021 płaciliśmy około 9 złotych. Z tego powodu warto przed wjazdem do Włoch zatankować w Austrii po tzw. korek. Nasza trasa była nieco dłuższa ze względu na fakt, że zwiedziliśmy także po drodze kilka innych miejsc – łącznie na paliwo wydaliśmy 1450 złotych.

Winiety samochodowe i autostrady:  kolejny koszt podróż samochodem stanowią winiety. W Czechach tygodniowa winieta kosztowała nas 12 euro, w Austrii 10-dniowa 10 euro, natomiast na przejazdy płatnymi autostradami we Włoszech zapłaciliśmy 48 euro, czyli ok. 210 złotych.

Porada: kupując winiety przez internet musicie być bardzo ostrożni. Wpisując hasło „winiety” w przeglądarce otrzymujecie dużą liczbę stron udających oryginalnego sprzedawcę – ceny kupionych u takiego „pośrednika” winiet są nawet o 50 procent droższe, w dodatku nie gwarantują prawidłowego zakupu. Oto prawidłowe linki:

Winiety w Czechach – https://edalnice.cz/

Winiety w Austrii – https://www.asfinag.at/maut-vignette/vignette/

Noclegi w San Marino: hotele w San Marino niestety są drogie. Zwłaszcza gdy chcecie mieszkać w centrum stolicy, na przepięknych zboczach Monte Titano. W takim przypadku za 3-gwiazdkowy hotel musicie być przygotowani na wydatek rzędu 400-450 złotych za dobę za pokój 2-osobowy. Można nieco taniej, ale wtedy do zabytkowego centrum miasta będziecie mieli nawet kilka kilometrów spaceru. Taka oszczędność moim zdaniem jest niewskazana, gdyż to właśnie zabytkowe miasto San Marino – jego centrum położone na zachodnim zboczu Monte Titano – jest celem Waszej wyprawy. Trzeba zacisnąć zęby i zamieszkać w centrum – po to przecież tutaj przyjechaliście: by rozkoszować się klimatem tego miejsca. Naszą grupę trzy noclegi w hotelu La Grotta (polecam – dobre śniadanie w cenie, rodzinna atmosfera oraz perfekcyjna lokalizacja!) kosztowały 1550 złotych (po sezonie nieco jest taniej)

Parkingi w San Marino: ze względu na brak miejsca w centrum miasta parkingów jest mało, a co gorsze – są bardzo małe; większość z nich mieści zaledwie kilkanaście aut. Biorąc pod uwagę ciasną zabudowę nie macie także co liczyć na parkingi hotelowe. Położone w centrum hotele takowych po prostu nie posiadają. Jeżeli uda Wam się znaleźć wolne miejsce na jednym z wyznaczonych parkingów publicznych (oznaczonych od P1 do P8) czeka Was kolejna przykra niespodzianka: nie dość, że każda godzina to koszt od 1.5 do 3 euro, to w dodatku bilet można kupić maksymalnie na trzy godziny. Po tym czasie trzeba przyjść ponownie do auta i powtórzyć zakup. Pewnym rozwiązaniem jest korzystanie z pomocy lokalnych hoteli – jeżeli jesteście ich gośćmi, mogą one wystawić Wam bilet parkingowy od razu na kilka dni – na cały czas pobytu. W dodatku taki hotelowy bilet kosztuje zaledwie ok. 10 euro za dobę.

Kolejka linowa na Monte Titano: alternatywą dla stresów związanych z brakiem miejsc parkingowych w centrum San Marino jest skorzystanie z „Funivia Citta” – kolejki linowej. Stacja początkowa znajduje się u stóp góry, w Borgo Maggiore, w miejscu gdzie parkingi są nieco bardziej obszerne, i co ważne – znacząco tańsze. Przejazd kolejką w dwie strony kosztuje o ile pamiętam 10 euro od osoby, a wysiadacie na górze, w samym centrum miasta. W przypadku jednodniowego zwiedzania, taka wersja wjazdu jest bardzo wygodna. Co ważne, jeżeli szkoda Wam owych 10 euro, to wzdłuż kolejki znajdziecie także piesze podejście na górną stację. Wspinaczka jest dość długa i męcząca (można dostać zadyszki), i zajmie Wam około 30 minut. Podejście ma około kilometra długości – ale do centrum miasta dotrzecie całkowicie za darmo. Ścieżka jest nowoczesna, są wzdłuż niej ławeczki, ale jest słabo oznakowana; dlatego podaję Wam od razu koordynaty GPS jej początku: 43.93867631151574, 12.44666020423341

Bilety wstępu: główną atrakcją turystyczną San Marino są znajdujące się w herbie tego państwa „Trzy Wieże”  – średniowieczne, znajdujące się na szczycie Monte Titano wieże obronne: Prima Torre, Seconda Torre-Cesta oraz Terza Torre-Montale. Te trzy wieże to historia miasta, i historia całego San Marino; są to niezwykle malownicze budowle, które widzicie w każdej relacji z tego kraju. O ile ostania wieża, czyli Torre Montale, jest zamknięta i można do niej tylko dojść, to dwie pierwsze są muzeami dostępnymi dla turystów. Wstęp do nich jest płatny; łączony bilet na obie wieże kosztował nas ok. 8 euro / osoby, i jest to wydatek obowiązkowy – nie wyobrażam sobie, by podczas odwiedzin San Marino nie zobaczyć tych miejsc. Między wieżami poprowadzona została ścieżka turystyczna oferująca fenomenalne widoki na całą okolicę.

Restauracje i wyżywienie: ceny w restauracjach są zaskakująco przystępne. Obiad czy kolację zjeść można nawet w samym zabytkowym centrum miasta za 50-70 złotych od osoby. I nie mówimy tutaj o jakichś ekonomicznych barach mlecznych. Zjecie klimatycznie, w wąskich uliczkach, przy stolikach o typowo włoskiej urodzie. Na wyżywienie wydałem łącznie zaledwie 200 złotych.

Alkohole: zwykle jestem zdystansowany do wszelkich zakupów w strefach bezcłowych, wolnego handlu, okazjonalnych itd. Zwykle kończy się tylko na szumnych szyldach „duty free”. W San Marino ceny alkoholi (i nie tylko) rzeczywiście są jednak znacząco niższe. Co nie oznacza, że warto specjalnie z myślą o tym jechać z Polski samochodem by do bagażnika wrzucić pięć win oraz skrzynkę piwa! Co zaoszczędzicie na zakupach, oddacie na włoskich stacjach benzynowych – z nawiązką. Na ten cel wydałem 50 złotych (kupując lokalne piwa bezpośrednio u tutejszego prywatnego producenta)

Pamiątki: na magnesy i jakieś drobne pamiątki wydałem 11.5o euro

Ubezpieczenie: ze względu na fakt, że wciąż jesteśmy w UE (oczywiście poza pobytem w samym San Marino) nie zdecydowałem się na dodatkowe ubezpieczenie.

Opłata za start w maratonie: 40 euro / osoba.

Dodatkowe koszty: w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Wenecji. Za publiczny parking wielopoziomowy musieliśmy zapłacić 26 euro (w sprzedaży znajdują się wyłącznie bilety 1-dobowe). Można zatrzymać się także na parkingach zewnętrznych, ale tutaj obowiązuje maksymalny czas parkowania wynoszący zaledwie 3 godziny – jak na Wenecję to zbyt mało. Kontrolerzy są nieubłagani i dają wysokie mandaty za choćby 10 minut spóźnienia.

Podsumowanie wydatków: wyjazd ze względu na ceny paliw i hoteli nie wyszedł zbyt ekonomicznie. Sytuację ratował fakt, że pojechaliśmy w trzy dorosłe osoby, i każdy płacił za siebie. Tak więc koszty obu tych najdroższych elementów (a także winiety i autostrady) były do podziału. W efekcie mój 1-osobowy koszt weekendu w San Marino wyniósł 1650 złotych.

Przy czterech dniach podróży (wyjechaliśmy w czwartek wieczorem, wróciliśmy we wtorek rano – z czego 30 godzin spędziliśmy w drodze) wycieczka kosztowała mnie 414 złotych / dobę / 1 osobę. Gdyby udało nam się znaleźć czwartą osobę do auta, wyjazd wyszedłby prawdopodobnie jeszcze taniej – choć z drugiej strony hotel byłby droższy, bo zamiast jednego pokoju 3-osobowego musielibyśmy wynająć dwa pokoje 2-osobowe.