San Marino to jeden z najmniejszych krajów świata. Dziś to urocze, pełne klimatu państwo / miasto pełne jest uroczych uliczek i przytulnych restauracji. San Marino graniczy ze wszystkich stron z Włochami – jest tzw. enklawą. Stolica kraju nazywa się tak samo jak kraj – San Marino – i wznosi się na zboczach góry Monte Titano. I to chyba wszystko, co o San Marino wie „przeciętny Kowalski”. Fani piłki nożnej dodadzą zapewne jeszcze, że reprezentacja San Marino jest stałym „dostawcą” punktów dla naszej drużyny narodowej – na osiem dotychczasowych spotkań wszystkie wygraliśmy, w tym rekordowe 10:0 w 2009 roku na stadionie w Chorzowie. I na tym wiedza o tym ciekawym kraju zwykle się kończy…

Tymczasem San Marino ma swoje mroczne karty historii najnowszej. Wcale nie tak odległe jak mogłoby nam się wydawać. Mało kto z nas o tym wie, ale w 1957 roku w tym liczącym wtedy zaledwie 18 tysięcy mieszkańców kraju… wybuchła wojna domowa. I o niej chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć.

W 1922 roku w San Marino powstała – identycznie jak w tym samym okresie w sąsiednich Włoszech – partia faszystowska. Rzucone na podatny grunt społeczne postulaty sprawiły, że faszyści przejęli władzę w San Marino już rok później, podczas wyborów w 1923 roku. Faszyzująca Republika nie wzięła jednak udziału w II wojnie światowej i nie wypowiedziała wojny aliantom. Pomimo to liczący zaledwie 61 kilometrów kwadratowych powierzchni kraj nie uniknął brytyjskich bombardowań, zniszczeń i ofiar – zginęło ponad stu jego mieszkańców. Wraz z upadkiem militarnym Włoch upadł także rząd faszystowski w San Marino, a kraj stoczył się w ruinę – pod koniec wojny panowały powszechny głód, bieda i choroby. 

Początkowo władzę w San Marino narzucili triumfujący na Półwyspie Apenińskim alianci, ale już pierwsze wolne wybory – zorganizowane w 1945 roku – wygrali… komuniści. Dla zachodnich demokracji, do których właśnie zaczynało docierać, że szykuje się nowa wojna – tym razem z niedawnym sojusznikiem, Stalinem – była to niespodziewana porażka. Ze względu na swoją wielkość (a raczej małość… – przypomnijmy, zaledwie 61 km.kw oraz niecało 20 tysięcy obywateli)  San Marino początkowo nie przyciągało jednak większej uwagi mocarstw „demokratycznych”.

O dziwo rządy komunistów w San Marino bardzo szybko mogły pochwalić się sukcesami gospodarczymi. Republika Ludowa szybko odbudowywała się, wprowadzono kanalizację, elektryfikację, budowano drogi i zakłady przemysłu lekkiego. Wprowadzono system opieki socjalnej i zdrowotnej. Włosi odkryli piękno Monte Titano – góry, na której zboczach leży stolica San Marino – i ruch turystyczny rósł z roku na rok. Kraj rozkwitał pod rządami socjalistów i komunistów. Niepojęte, ale socjalistyczne San Marino kończyło kolejne lata z nadwyżkami budżetowymi.

Źródłem konfliktu, który doprowadził do wojny domowej okazał się ustrój parlamentarny. Pomimo niewielkiej liczby mieszkańców w San Marino funkcjonował (i funkcjonuje do dziś!) jednoizbowy parlament – tzw. Wielka Rada Generalna. Złożona jest ona z 60 deputowanych wybieranych w wyborach odbywających się co pięć lat. Parlament wybiera spośród swojego grona rząd złożony z 10 ministerstw, oraz dwóch regentów.

Na początku 1957 lutego w Wielkiej Radzie Generalnej San Marino zasiadało 19 komunistów i 18 socjalistów. W opozycji było 23 prawicowych chadeków stanowiących mniejszość. Niespodziewanie w lutym tego samego roku siódemka socjalistów… zmieniła poglądy i przeszła do partii opozycyjnej. W parlamencie zapanował remis ale tylko do czasu – już we wrześniu tego samego roku chadecy przekupili kolejnego „posła” partii komunistycznej i uzyskali przewagę w parlamencie w głosach 31:29

W obawie przed utratą większości, a więc i rządów, wszyscy reprezentanci lewicy złożyli dymisje (włącznie z dymisjami lewicowych deputowanych, którzy przeszli na prawą „stronę” – jak się okazało, takie dymisje in-blanco były podpisane przez wszystkich „posłów” i zdeponowane w partyjnych kasach. W konsekwencji nastąpiło przesilenie rządowe i Wielka Rada Generalna została rozwiązana. Termin nowych, przyśpieszonych wyborów wyznaczono na 3 listopada 1957 roku.

Chadekom nie udało się przejąć władzy, plan przekupienia posłów komunistycznych i socjalistycznych nie powiódł się. Jednak ruchy prawicowe nie zdecydowały się czekać na niepewny wynik nowych wyborów. Chadeccy (oraz socjaldemokraci, którzy zmienili front) nocą z 30 września na 1 października opuścili potajemnie stolicę kraju i udali się w pobliże granicy z Włochami – to miasteczka Rovreta. Tam, rankiem następnego dnia, powołali Rząd Tymczasowy. Jego siedzibą stała się… opuszczona fabryka. Oznaczało to wybuch wojny domowej.

Jak prowadzić wojnę domową w kraju, który przejść można wzdłuż i wszerz w ciągu jednego dnia? W kraju, który ma dwadzieścia tysięcy mieszkańców?

W odpowiedzi na te działania legalny rząd San Marino powołał korpus żandarmerii i sformował oddział milicji ludowej. Uzbrojenie tych formacji stanowiła broń policyjna oraz zbieranina wszelkiego rodzaju dubeltówek, sztucerów, pistoletów. Do San Marino zaczęli także przybywać ochotnicy – setki lewicowych aktywistów z sąsiednich regionów Włoch. 

Wszystkie te działania lewicy nie miały jednak szans powodzenia ze względu na sojusznika, który od samego początku wspierał prawicę. Były to Włochy – istny Goliat otaczający ze wszystkich stron malutki kraj Dawida. Włochy uznały prawicowy, wywrotowy „Rząd Tymczasowy” San Marino jeszcze tego samego dnia, a wraz z nimi zrobiły to Stany Zjednoczone. Nie było to niespodzianką – Włochy już od początku lat 50. nieprzychylnie spoglądały na sukces ekonomiczny swojego małego sąsiada, a jego ustrój – komunistyczny kraj w środku demokratycznej Europy – był niczym kolec tkwiący w sercu zachodniej, demokratycznej Europy. 

Włosi wprowadzili do San Marino dywizję wojska liczącą 12 tysięcy żołnierzy, w tym czołgi, transportery opancerzone i piechotę zmotoryzowaną. Przeciwko malutkiemu San Marino, które nie graniczyło z żadnym innym krajem, wprowadzono ścisłą blokadę gospodarczą. Mieszkańcom odciętego od świata kraju – pragnącym bronić się na zboczach Monte Titano – zaczął zaglądać w oczy głód.

Tak relacjonował tamte wydarzenia Polski reportażysta, Wojciecha Giełżyńskiego, który był jednym z niewielu naocznych świadków tamtych wydarzeń:

Dwanaście lat trwała w San Marino władza ludu. Gdy lewica obejmowała rządy, kraj był na dnie nędzy. Angielskie bombardowania [podczas II wojny światowej -przyp.] – poza setką ofiar w ludziach – przyniosły szkody na 3 miliardy lirów. Doskwierał głód. Warunki higieniczne były w stanie opłakanym. Śmiertelne żniwo zbierała gorączka tyfoidalna. Szerzyła się gruźlica […] Dwanaście lat trwała w San Marino władza ludu. Usunięto w tym czasie wszystkie szkody wojenne. Ufundowano wzorowy system opieki społecznej. Założono 20 kilometrów kanalizacji, bez reszty likwidując gorączkę tyfoidalną.

Dwanaście lat trwała w San Marino władza ludu. Rzym z rosnącą niechęcią obserwował ten bilet wizytowy komunizmu, wetknięty za cholewę włoskiego buta. Parokrotnie, zwłaszcza w 1951 i 1952 roku, dochodziło do granicznych awantur. Miały one odstraszyć zagranicznych turystów.”

Na szosę San Marino – Rimini wtaczają się włoskie czołgi i samochody pancerne. Ze wszystkich stron ciągną ku bezbronnym granicom bataliony wojska i żandarmerii. W sumie około 12 000 żołnierzy – cała dywizja. San Marino liczy 18 000 mieszkańców.

Legalny rząd komunistyczno-socjalistyczny nie daje za wygraną. Czternastoosobowy korpus żandarmerii, przywykły jedynie do parad w dni uroczyste, staje w gotowości bojowej, obsadza punkty strategiczne. Formuje się ochotnicza milicja ludowa, w dubeltówki uzbrojona. Patrole jej na skuterach obserwują ruchy czołgów.

Legalny rząd odwołuje się do ONZ, oskarżając Włochy o interwencję w wewnętrzne sprawy San Marino. […] Setki młodych komunistów z Rimini, Bolonii, Ferrary przybyły w sukurs swym sanmarińskim towarzyszom, z pochodniami w rękach, z „Bandiera rosa” na ustach, z żywnością w plecakach. Bo od paru dni głód już gościł w oblężonym państewku.

Lecz nagle uwaga świata odwraca się bez reszty w zupełnie innym kierunku. Na niebie pojawia się pierwszy sputnik! Wieści z San Marino giną ze szpalt gazetowych. Osaczony, osamotniony, zapomniany rząd republiki – ustępuje. W państewku, które od wieków było dla wszystkich bezpiecznym azylem, rozpętuje się monstrualny terror policyjny.

Źródło: Wojciech Giełżyński, „Aż do najdalszych granic”, seria Łowcy sensacji, Państwowe Wydawnictwo „Iskry”, Warszawa 1972

Ciekawe informacje o wojnie domowej w San Marino – z punktu widzenia AMERYKI – znajdziecie w listopadowym (1957 r.) wydaniu magazynu LIFE

Rząd San Marino ustępuje nie mogąc walczyć z głodem obywateli i regularną armią włoską. Członkowie komunistycznych rządów są sądzeni, oskarżani o zdradę stanu, więzieni, skazywani przez prawicowych zwycięzców na wieloletnie więzienia. Odbywają się nowe wybory, „wolne” – ale wiele wskazuje na to, że sfałszowane. Chadecy przyznają prawo głosy nie tylko obywatelom San Marino, ale każdemu kto urodził się w San Marino – mogą głosować emigranci pod warunkiem, że mieszkają… w Stanach Zjednoczonych. Ostatecznie w wyborach aż 52 procent oddanych głosów nie należy do mieszkańców San Marino lecz… są to głosy oddane w USA.

Pod rządami prawicy kraj ponownie podupada gospodarczo. Zapaść jest ogromna, długi sięgają miliardów lirów rocznie (komuniści wygospodarowywali kilkaset milionów lirów nadwyżki budżetowej rocznie). Nie ma to jednak żadnego znaczenia. Informacje o przewrocie zostają zapomniane i utajnione. Na kolejne kilkadziesiąt lat temat „wojny domowej” w San Marino znika ze świadomości społecznej zarówno Włoch jak i całej Europy. O włoskiej interwencji nie mówi się wcale. Nawet w oficjalnych materiałach historycznych spotkać można wzmianki, że „Komuniści w San Marino przegrali wybory i w ten sposób zostali odsunięci od władzy„.

Dopiero w 1994 roku po odtajnieniu części akt CIA odnaleziono 169 dokumentów wskazujących na udział USA w tych wydarzeniach. W 2014 roku (!!!) działające w San Marino Stowarzyszenie „Czwarta Wieża” rozpoczyna badanie historii wydarzeń z 1957 roku. Zebrane przez nich dokumenty wskazują na zaaranżowanie zamachu stanu i „wojny domowej” przez „obce mocarstwa”. Część amerykańskich dokumentów nie została odtajniona do dziś. Czy cały „Rząd Tymczasowy” był ukartowany przez zachodnie służby specjalne? Tego nie dowiemy się zapewne przez następne kilkadziesiąt lat.

Co powinieneś wiedzieć o San Marino jeżeli wybierasz się do tego kraju?

  1. Obowiązującą walutą jest euro,
  2. Nie trzeba mieć paszportu ani wizy. Granica pomiędzy San Marino a Włochami jest otwarta, nie ma żadnych punktów, szlabanów, kontroli itd,
  3. By uniknąć syndromu „Krupówek” San Marino najlepiej zwiedzać wiosną lub jesienią – unikając lipca i sierpnia,
  4. Na zwiedzanie wystarczy przeznaczyć 5-6 godzin. Turystyczne zwiedzanie śmiało można ograniczyć do samej stolicy – miasta położonego na zboczu góry Monte Titano.
  5. Monte Titano liczy sobie 749 metrów wysokości. Na jej szczytach znajdują się słynne Trzy Wieże – fortyfikacje stanowiące w przeszłości główne punkty obrony miasta. Wieże są ściśle związane z historią San Marino, znajdują się na fladze kraju i w jego herbie. Są także główną atrakcją turystyczną San Marino – łączony bilet wstępu kosztuje 10 euro / osoba dorosła (poza sezonem 7.5 euro)
  6. Jako że San Marino jest miastem wzniesionym na zboczu góry – nie ma tam dużo miejsca na parkingi. Samo centrum jest zaś całkowicie wyłączone z turystycznego ruchu samochodowego. Można spróbować znaleźć wolne miejsce na jednym z dziewięciu oznakowanych parkingów publicznych – ale każdy z nich mieści zaledwie kilkanaście aut. Lepiej zostawić samochód na dole, przy dolnej stacji kolejki górskiej. Do miasta można albo wjechać kolejką (koszt przejazdu w dwie strony to kilka euro), albo wejść pieszo – około kilometrowe podejście zaczyna się dwieście metrów od stacji kolejki,
  7. Hotele w samym San Marino (górnym) są drogie. Jednak by zasmakować w wieczorowych klimatach starego miasta warto zostać tu choćby na jedną noc. Bonusem jest możliwość uzyskania specjalnej przepustki na samochód – wtedy cena parkowania na parkingach publicznych jest dziesięciokrotnie niższa. Musicie jednak poinformować hotel o chęci skorzystania z tej opcji odpowiednio wcześniej – otrzymacie specjalny bilet, który wkładacie za okno w samochodzie,
  8. Tak! Alkohol, złoto, zegarki – są tańsze w San Marino. Nie warto jednak specjalnie po nie jechać do miasta, bo zajmie Wam to pół dnia.
  9. San Marino położone jest zaledwie 20 km od włoskiego Rimini. Zwiedzanie tego mini-kraju można więc zaplanować w ramach wakacji spędzanych w okolicznych regonach Włoch.
  10. Z San Marino nasza reprezentacja zagra najbliższy mecz już 5 września 2021 w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata, które odbędą się w Katarze w 2022 roku. Czy będzie dziewiąte zwycięstwo z rzędu?

Zdjęcia historyczne: magazyn LIFE, 10/1957