Wyobraźcie sobie górę. Dużą: cztery, pięć kilometrów wysokości. I pewnego dnia ta wielka góra wylatuje w powietrze. Pozostaje po niej ogromna dziura w ziemi: 9 kilometrów średnicy, 600 metrów głębokości, 260 kilometrów kwadratowych powierzchni. To właśnie Krater Ngorongoro – jedno z najbardziej niezwykłych miejsc naszej planety.

Krater Ngorongoro położony jest w środkowo-wschodniej Afryce, na terytorium dzisiejszej Tanzanii, około dwieście kilometrów na zachód od Kilimandżaro. Krater jest pozostałością po bliźniaczym wulkanie najwyższej góry Afryki – geolodzy szacują, że przed eksplozją w wyniku której kaldera zapadła się tworząc dzisiejszy krater, znajdujący się tutaj wulkan miał od czterech i pół, do sześciu kilometrów wysokości. Mógł więc śmiało konkurować ze słynnym Kilimandżaro.

Erupcja wulkanu miała miejsce pomiędzy dwoma a trzema milionami lat temu. Cały ogrom powstałej w ten sposób kaldery objąć można wzrokiem tylko przy bardzo dobrej pogodzie. W swoim odciętym od świata wnętrzu krater stworzył swojego rodzaju biologiczną arkę dla żyjących tu tysięcy zwierząt i setek gatunków.

Szacuje się, że na dnie krateru oddzielonego od świata zewnętrznego żyje kilkanaście tysięcy wielkich zwierząt: słoni, nosorożców, bawołów, gnu, lwów, szakali, hipopotamów, gazel, zebr, lampartów, hien, strusi. Wewnątrz znajduje się także jezioro – Lake Magadi – które zapewnia żyjącym tu zwierzętom niezbędną do życia wodę.

Roślinożercy mają do dyspozycji niezmierzone łąki pełne soczystych traw, a tam gdzie jest dużo roślinożerców – tam nie brakuje jedzenia dla drapieżników. Dzięki temu populacje żyjących wewnątrz Ngorongoro zwierząt są niemal samowystarczalne i tworzą prawie zamknięty biosystem.

Prawie, gdyż nie do końca. Największym wrogiem zamkniętych w kraterze zwierząt są choroby oraz wsobność genetyczna. Ze względu na stosunkowo niewielką populację dla wielu tutejszych gatunków każda przywleczona z zewnątrz choroba staje się wielkim zagrożeniem. Przykładowo w 2001 roku populacja lwów spadła o 1/3 w ciągu zaledwie kilku miesięcy: była to konsekwencja przywleczenia do krateru częstej wśród kotów i psów choroby – nosówki. Kilkadziesiąt lat wcześniej, w 1962 roku, ze względu na inne choroby liczba żyjących w kraterze lwów spadła z około stu do zaledwie kilkunastu sztuk. Występowanie podobnych groźnych i powtarzających się epidemii stwierdzono także wśród tutejszych słoni i nosorożców. 

Drugim czynnikiem niosącym niebezpieczeństwo dla lokalnej populacji zwierzą jest skromna pula genów. Zauważono, że żyjące we wnętrzu krateru drapieżniki są bardzo agresywne w stosunku do osobników swojego gatunku przybywających z zewnątrz – tych, które podczas swoich wędrówek po afrykańskich sawannach przypadkiem odnalazły zejście w dół wulkanu.

Wysokie nawet na 600 metrów zbocza krateru mimo wszystko umożliwiają wędrówki zwierząt do i na zewnątrz Ngorongoro. Z tej możliwości korzystają okresowo głównie zebry, gnu i bawoły – czyli gatunki migrujące. Warto wspomnieć także o tym, że wnętrze krateru jest miejscem zimowania… europejskich bocianów. Przeczytać  o tym  fenomenie możecie TUTAJ

Pierwsi przodkowie człowieka pojawili się na tych terenach już u zarania powstania krateru. To właśnie w tej okolicy znajduje się Wielki Rów Afrykański w którym miała miejsce ewolucja gatunku ludzkiego. Przez dziesiątki tysięcy lat dnem krateru wędrowali praprzodkowie człowieka, którzy żyli ze zbieractwa i polowań. Trzy tysiące lat temu zastąpili ich członkowie dwóch szczepów pasterskich: Mbuli i Datooga. Oni z kolej zostali wyparci przez Masajów, którzy przywędrowali tutaj w połowie XIX wieku. Warto wiedzieć, że pierwotnie Masajowie zamieszkiwali terenu południowego Sudanu, a w wędrówkę na południe kontynentu afrykańskiego wyruszyli około dwa tysiące lat temu. Gdy przybyli w rejon Ngorongoro, w 1840 roku na zboczach krateru doszło do wielkiej bitwy, w której bardziej nowocześni pod względem sztuki wojennej Masajowie pokonali lokalne plemiona i zajęli żyzne i obfite w zwierzynę tereny krateru. Pamiątką po tej wciąż żywej w pamięci pierwotnych mieszkańców bitwie jest grobowiec wodza ludu Datooga znajdujący się na północnym zboczu kaldery.

Pierwszym białym człowiekiem, który zobaczył Krater Ngorongoro, był obywatel Niemiec – Oscar Baumann. Miało to miejsce w 1892 roku, a Baumann dotarł tutaj podczas wyprawy badawczej tworząc mapy Niemieckiej Afryki Wschodniej. Dwaj inni Niemcy – bracia Adolph i Fredrich Siedentopf – rozpoczęli wewnątrz krateru hodowlę bydła oraz organizowali tu dla bogatych europejczyków polowania na dziką zwierzynę. Proceder ten trwał aż do wybuchu I wojny światowej.

Dziś wnętrze krateru nie należy już jednak ani do Niemiec, które utraciły swoje afrykańskie kolonie w 1919 roku, ani do Masajów. W latach 1948/51 roku został założony Park Narodowy Serengeti, w którego skład wszedł także region Ngorongoro. Początkowo do krateru przesiedlano Masajów z Serengeti, ale ostatecznie usunięto ich stąd, by zachować pierwotną strukturę przyrodniczą tego miejsca. W 1979 roku krater Ngorongoro trafił na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, a w 2009 roku wprowadzono dalsze ograniczenia i zakazano Masajom – z niewielkim wyjątkiem – wstępu do krateru i wypasu w nim bydła. Obecnie masajskie wioski znajdziecie na zewnętrznych zboczach krateru, ale po jego krawędzi wciąż spacerują setki wojowników, którzy opierają się prowadzonym przez rząd Tanzanii przymusowym wysiedleniom.

Wnętrze krateru Ngorongoro jest idealnym miejscem do zdobycia tzw. Wielkiej Afrykańskiej Piątki. To fotograficzne wyzwanie polegające na sfotografowaniu pięciu największych i najbardziej niebezpiecznych zwierząt kontynentu: słonia, lwa, lamparta, nosorożca i bawoła afrykańskiego. Osobniki każdego z tych gatunków są potencjalnie bardzo agresywne – a najtrudniejszy do „zdobycia” jest lampart, który po dnie krateru wędruje tylko okazjonalnie. Prowadzone przez przewodników samochody terenowe przemieszczają się wewnątrz byłego wulkanu po wyznaczonych ścieżkach wożąc turystów wokół jeziora Magadi. Takie wyprawy zwykle trwają od ośmiu do dziesięciu godzin, a pobyt w parku jest bardzo drogi: samo uzyskanie jednorazowego pozwolenia na zjazd do wnętrza krateru to koszt 295 dolarów.

Na zewnętrznych zboczach wulkanu powstało kilkanaście kampingów i hotel oferujące noclegi w różnych standardach. Jeżeli chcielibyście zobaczyć Krater Ngorongoro lepiej się z tym pośpieszyć – istnieją plany by w celu dalszej jego ochrony podnieść znacząco ceny za wjazd, nawet dziesięciokrotnie. Ma to ograniczyć ingerencję człowieka w znajdującą się tutaj pierwotną przyrodę. I rzeczywiście – podczas naszej marcowej podróży, nawet w środku trwającej globalnej pandemii, wewnątrz krateru panował spory ruch – razem z nami jeździło w ramach bezkrwawych łowów na Wielką Afrykańską Piątkę kilkanaście aut terenowych. Podobno w sezonie jest ich wielokrotnie więcej.

Zapewnienia o chęci ochrony tego niepowtarzalnego biotypu stoją w sprzeczności z pojawiającymi się planami budowy na zboczach krateru ekskluzywnych hoteli, które miałyby przynosić Tanzanii milionowe zyski. Mają tam znaleźć się baseny, lądowiska dla helikopterów oraz tarasy oferujące niezwykłe widoki – wyłącznie dla bogatych gości. Coś jak futurystyczne kompleksy znane Wam z filmów „Jurasic Park”.

Jaka jest prawda? Trudno ocenić, choć sami widzieliśmy już teraz jeżdżące w kraterze Ngorongoro ciężarówki.

Zbocza Ngorongoro wciąż jeszcze są dzikie, i tak jak przed setkami tysięcy lat porasta je dżungla. Dnem krateru wędrują imponujące stada zwierząt. Miejsce robi jednak niezwykle przygnębiające wrażenie; przygnębiające, gdyż pomimo całego czaru tutejszej przyrody – patrząc na Ngorongoro uświadamiamy sobie, że tak właśnie kiedyś wyglądała cała nasza planeta. Dwa tysiące lat temu wielkie stada zwierząt wędrowały także po Europie, tysiąc lat temu po Azji, dwieście lat temu po Ameryce, i zaledwie sto lat temu po Australii…

Jeszcze w poprzednim wieku cała Afryka była pełna zwierząt i wnętrze krateru Ngorongoro nie było niczym wyjątkowym. Dziś jest enklawą; jednym z ostatnich miejsc w których istnieje nienaruszona, dzika przyroda.

My nie niszczymy naszej planety. My już ją nieodwracalnie zniszczyliśmy. Oglądamy programy przyrodnicze i napawamy się wiarą, że ten świat dzikich roślin i zwierząt wciąż gdzieś istnieje. Wierzymy, że przecież są jeszcze rozległe stepy Azji, gęste dżungle Ameryki Południowej, odległe tropiki Wysp Pacyfiku i bezkresne sawanny Afryki.

Ale nie. Ta wiara jest błędna. Takich miejsc już nie ma. Zostały tylko nieliczne, małe enklawy, do których i tak człowiek pragnie wtargnąć. I wtargnie, bo to kwestia wyłącznie pieniędzy.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Kliknij znaczniki na mapie.

Więcej artykułów z wyprawy do Tanzani?

Więcej obiektów UNESCO?