Aleksander Macedoński był jednym z najświetniejszych dowódców i zdobywców w historii ludzkości. Wraz z chińskim Cesarzem Qin Shi Huang (tzw. Pierwszy Cesarz, który zjednoczył Chiny w 221 roku p.n.e.) oraz mongolskim władcą Czyngis-Chanem (który na przełomie XII i XIII-wieku podbił trzy ćwierci znanego świata) Aleksander tworzy moją osobistą Trójcę Największych Wodzów w Historii Ludzkości (TNWwH). Nigdy niepokonany w boju, walczył i dowodził w szeregu epickich bitew, docierając ze swoją grecką armią aż do Indii. Jednym z jego największych triumfów było zdobycie starożytnej fenickiej stolicy Tyr.

Do leżącego na wybrzeżu południowego Libanu miasta Tyr dotarliśmy jesienią 2018 roku, przy okazji – jakżeby inaczej – rozgrywanego w Bejrucie maratonu. Byliśmy wciąż bardzo początkującymi podróżnikami, więc z mojej dzisiejszej perspektywy nasze zwiedzanie było takie trochę… niepełnosprawne. Choć zabytki starożytności mieliśmy na wyciągnięcie ręki – np. historyczny hipodrom znajdował się zaledwie 400 metrów od naszego hotelu – to niemal ich nie zauważyliśmy.

Całe szczęście zwiedziliśmy współczesny port, który mieści się w tej samej przystani morskiej co starożytny Port  Morski Fenicjan, oraz Świątynię Melkarta – budowlę niezwykle ważną dla dalszej opowieści o oblężeniu Tyru przez wojska Aleksandra Macedońskiego. Cóż, nie każdy od razu rodzi się podróżnikiem; do niektórych spraw trzeba po prostu dorosnąć!

Tyr, pyszne kolacje

Pod mury Tyru armia Aleksandra Macedońskiego dotarła w styczniu 332 roku p.n.e. Jej nadejście wyprzedzały wieści o tym, że jest niepokonana: oto szła grecka potęga, która zaledwie dwa miesiące wcześniej zmiotła w pył wojska imperium perskiego w bitwie pod Issos, a pół roku wcześniej rozgromiła Persów w Bitwie nad Granikiem. Otaczająca Greków aura niezwyciężonych była tak wielka, że kolejne miasta leżące na trasie ich przemarszu poddawały się bez walki: Trypolis, Bejrut i Sydon otworzyły bramy, by zdać się na łaskę Aleksandra. Ten zaś, realizując politykę asymilacji i współpracy z lokalnymi władcami pozostawiał kapitulujące miasta wolnymi, godząc się na zachowanie nawet lokalnej linii arystokracji – w zamian za podatki oraz zobowiązanie do wsparcia militarnego w trakcie dalszych działaniach zbrojnych.

Wydawało się, że z Tyrem będzie podobnie. W IV wieku p.n.e. miasto dzieliło się na dwie części: tzw. Stary Tyr leżący na wybrzeżu Morza Śródziemnego, oraz Nowy Tyr leżący na wyspie, około 800 metrów od starej części osiedla. Na wieść o nadchodzącej armii macedońskiej mieszkańcy zostali ewakuowani z części lądowej: mężczyźni mogący walczyć trafili na wyspę uzupełniając obsadę murów obronnych, a kobiety i dzieci podobno zostały wywiezione aż do libijskiej Kartaginy będącej wtedy fenicką kolonią.

Tyr współcześnie, ruiny świątyni

Greccy wojownicy zajęli opuszczoną, lądową część miasta bez walki. Celem Aleksandra była jednak wyspa, na której znajdowało się około 35-45 tysięcy Fenicjan. Za wysokimi murami – sięgającymi aż 45 metrów wysokości – czuli się oni całkowicie bezpieczni; fortyfikacje otaczały wyspę ze wszystkich stron tak szczelnie, że nie było możliwości dokonania desantu na jej brzeg. Jedyną możliwością ataku był podprowadzenie statków bojowych bezpośrednio pod mury i walka z obrońcami prowadzona wprost z morza. Co istotne macedońska armia nie posiadała w tym momencie żadnej floty, ich armia była typowo lądowa; perspektywa oblężenia wydawała się więc z góry skazana na niepowodzenie.

W tej sytuacji Aleksander wysłał łodzią posłańców, by przekazali, że chce on złożyć ofiarę w znajdującej się pośrodku wyspy Świątyni Melkara – w intencji pomyślności prowadzonej właśnie wojny z Persami. Było to o tyle wiarygodne, że ów Melkar często bywał utożsamiany z kultem Heraklesa. Niemniej Fenicjanie odrzucili taką możliwość podejrzewając podstęp. Gdy Aleksander wysłał kolejnych posłów – by negocjować  wprost poddanie się Tyru – Fenicjanie zabili ich na szczycie murów, tworząc krwawy spektakl doskonale widoczny z brzegu morza. Od tego momentu było wiadomym, że jeżeli Grecy chcą zająć Tyr, muszą dokonać tego siłą oręża.

Wyspa Tyr połączona z lądem pozostałościami grobli Aleksandra Macedońskiego

Źródło: Wikipedia, domena publiczna, widok z samolotu 1934 rok.

Oglądając współczesna nam zdjęcia satelitarne Tyru widzimy, że jest to głęboko wysunięty w Morze Śródziemne półwysep, gęsto zabudowany, o charakterystycznym kształcie topora. Do centrum miasta prowadzą normalne asfaltowe drogi, wokół stoją osiedla, domy i sklepy. Niemniej 2300 lat temu geografia tego miejsca była zupełnie inna: Tyr był wyspą oddzieloną od stałego lądu 800-metrową cieśniną morską; nie było żadnej możliwości dostania się na nią suchą nogą. Skąd więc wzięło się lądowe połączenie wyspy z brzegiem, które przetrwało do naszych czasów?

Aleksander Macedoński nie dysponując flotą zmuszony był szukać innego rozwiązania. Pomogli mu w tym najprawdopodobniej perscy jeńcy zdobyci w poprzednich bitwach; byli wśród nich doświadczeni nurkowie, którzy podjęli się karkołomnego zadania zbadania dna morskiego dzielącego Nowy Tyr i Stary Tyr. Malowidła przedstawiające takich właśnie starożytnych nurków można dziś zobaczyć w Iraku i Iranie, w odsłoniętych przez archeologów wnętrzach niektórych perskich pałaców. Rysunki pokazują wojowników pływający głęboko pod wodą, którzy czerpią powietrze ze szczelnie zszytych worków wykonanych z baranich skór.

Wyspa Tyr, współcześnie

Podwodny rekonesans przyniósł nieoczekiwane odkrycie: okazało się, że dno morza pomiędzy ufortyfikowaną wyspą a stałym lądem znajduje się bardzo płytko – zaledwie dwa lub trzy metry poniżej lustra wody. Przekazy mówią o tym, że Aleksander Macedoński osobiście sprawdził to odkrycie nurkując w urządzeniu przypominającym dzwon wodny – w kolejnym perskim wynalazku. Po kilku dniach przeznaczonych zapewne na dokonanie niezbędnych wyliczeń macedoński wódz wydał rozkaz: należy zasypać 800-metrową cieśninę!

Tak mozolne zadanie wymagało dwóch rzeczy: czasu oraz materiałów. W celu pozyskania kamieni Aleksander nakazał rozbiórkę Starego Tyru – mury miasta, jego domy i świątynie zostały zburzone i posłużyły do zasypania morza oraz budowy masywnej grobli. Wiedząc o tym, że następnie trzeba będzie przeprowadzić jeszcze szturm na same mury wyspy, macedoński wódz nakazał wznieść groblę szeroką aż na 60 metrów. To właśnie pozostałości tego ogromnego wysiłku inżynieryjnego widzimy jeszcze dziś. Po zakończeniu budowy grobli Tyr na zawsze przestał być wyspą, i wciąż jest zaledwie półwyspem.

Usypywanie morskiej grobli trwało wiele miesięcy. Skryci za murami obrońcy Tyru każdego poranka obserwowali postępy i zbliżanie się Armii Macedońskiej. Z każdym dniem, każdym tygodniem i każdym miesiącem grobla była coraz bliżej ich wyspy. Czuli, że nieubłaganie zbliżał się ich koniec.

Nie stali jednak z założonymi rękoma. Mury Tyru wyposażone były w liczne machiny miotające, które cały czas zasypywały budowniczych głazami, strzałami i żywym ogniem. Mając bezwzględną przewagę na wodzie, Fenicjanie podpływali statkami wojennymi pod groblę, ostrzeliwując napastników z łuków, proc, katapult.

Pewnego dnia – w około pięć miesięcy po rozpoczęciu oblężenia – nastąpił moment, w którym wszystko mogło ulec zmianie. Kiedy grobla znajdowała się już tylko kilkadziesiąt metrów od murów okazało się, że dno morskie nagle się urywa i tworzy w tym miejscu głębinę, której zasypanie oznaczało kilka kolejnych miesięcy prac. Postępy utknęły, a uwięzieni na wyspie obrońcy zaczęli wznosić okrzyki radości. Przedwcześnie…

Oblężenie Tyru przez Aleksandra Wielkiego (332 p.n.e.). Rysunek André Castaigne'a, 1888–89. Wikipedia, domena publiczna.

Oblężenie Tyru przez Aleksandra Wielkiego (332 p.n.e.). Rysunek André Castaigne’a, 1888–89. Wikipedia, domena publiczna.

 

Ogromnym nakładem sił oblegający wznieśli dwie monstrualnej wielkości wieże oblężnicze, które podciągnęli następnie na skraj grobli. Jak podają źródła każda z wież miała 50 metrów wysokości, i były to największe tego typu konstrukcje wybudowane w historii całej starożytności. Przewyższały one o pięć metrów mury obronne Tyru, więc z ich szczytu Grecy rozpoczęli intensywny ostrzał wnętrza miasta. Macedońscy artylerzyści bili w mury wielkimi głazami, kilkumetrowymi strzałami, oraz gradem kamiennych kul – wszystko po to, by oczyścić z obrońców znajdujące się już niemal na wyciągnięcie ręki blanki murów.

Widząc zniszczenia powodowane nieprzerwanym ostrzałem z wież obrońcy postanowili przejść do kontrataku. Jeden ze stojących w porcie dużych statków transportowych przekształcili w brander; wypełnioną łatwopalnymi materiałami łódź przeznaczyli do samozniszczenia. Pewnej nocy dwie wielkie trójrzędowe galery wojenne wzięły okręt-pułapkę na hol, i rozpędziwszy go do największej możliwej prędkości rzuciły nim o groblę. W momencie zderzenia z lądem ochotnicy czekający na pokładach podpalili brander i wyskoczyli do wody.

Tyr, targowisko - stary suk, czasy współczesne

Misja powiodła się nadzwyczajnie. Obie ogromne wieże zajęły się ogniem, gdy tylko płonący brander wbił się w groblę i podpalił jej drewniane umocnienia chroniące budowniczych przed ostrzałem z murów Tyru. Dziesiątki Macedończyków zginęły próbując ugasić płomienie – dostając się pod ostrzał fenickich łuczników;  ci atakowali ich z galer, które aż do ranka krążyły wzdłuż płonącej grobli. Świt ujawnił skalę klęski: wieże zamieniły się w pogorzelisko. Tego dnia morale obrońców znowu pełne było optymizmu.

Aleksander Macedoński nie zostałby jednak jednym z największych wodzów w historii, gdyby w tym momencie uległ i zwinął oblężenie. Już następnego dnia prace nad wydłużeniem grobli wznowiono, a przy okazji wydał on rozkaz podporządkowanym miastom fenickim dostarczenia floty wojennej. Rodacy broniących się rozpaczliwie Fenicjan w ciągu miesiąca wysłali mu 80 okrętów bojowych, 120 dodatkowych przesłał król Cypru, a kolejne 23 nadeszły wraz z posiłkami z Grecji. Dysponując flotą 223 okrętów Aleksander po raz pierwszy dysponował także przewagą na morzu.

 

Tyr, rybak w porcie

Na przełom nie trzeba było długo czekać. Okrążeni już także od strony morza obrońcy zostali odcięci od świata zewnętrznego. Flota Aleksandra zaczęła bombardować mury wyspy ze wszystkich strony – szukając w nich słabego punktu. Fenicjanie zatapiali przed murami ogromne fragmenty kamiennych budowli, by uniemożliwić dopłynięcie pod nie statków oblężniczych, a Grecy odciągali te przeszkody linami. Atakujący wiązali ze sobą statki, by stworzyć stabilne platformy, z których mogli wspinać się na mury, a obrońcy nurkowali i przecinali łączące je liny i łańcuchy.

Na części greckich galer zamontowano tarany, które po podpłynięciu okrętów do brzegu uderzały w mury. Atakujący szukali słabego punktu, i w końcu go znaleźli – gdy w końcu jeden z odcinków muru runął, Aleksander Macedoński rzucił do ostatecznego szturmu elitę swojej armii: ciężkozbrojnych Tessalczyków. Legenda mówi, że szedł na ich czele walcząc na murach aż do momentu poddania się obrońców.

Oblężenie wyspy Tyr zajęło Aleksandrowi siedem niezwykle cennych miesięcy. Zdecydował się na tak długotrwałą i wymagającą walkę po to, by pokazać swym przeciwnikom, że choć ma szacunek dla poddających się wrogów, to nie będzie litości dla trwających w uporze. Po zdobyciu Tyru na okolicznych plażach kazał ukrzyżować dwa tysiące obrońców – by dać przykład tego, co czeka opornych. Trzydzieści tysięcy mieszkańców miasta sprzedano w niewolę, a kolejne kilka tysięcy zabito podczas ostatecznego szturmu. Żadne miasto nie odważyło się już zamknąć swych murów przed macedońskim wodzem.

Tyr, pozostałości Świątyni Melkarta

Do czasów nam współczesnych przetrwało niewiele zabytków związanych z oblężeniem. Najważniejszy z nich wciąż znajduje się pod stopami mieszkańców i turystów: fundament kamiennej grobli, którą przez tyle miesięcy wznosili Macedończycy (w rzeczywistości głazy i kamienie układali pod gradem strzał głównie wzięci do niewoli Fenicjanie). Ostały się także ruiny wspomnianej Świątyni Melkarta – w jej wnętrzach schronili się ostatni obrońcy, szukając tu tradycyjnego w starożytnej Grecji świętego azylu. O dziwo Aleksander uhonorował ten zwyczaj i ułaskawił tych, którym udało się dotrzeć do świątynnych wnętrz.

We współczesnym Tyrze spędziliśmy kilka krótkich dni, spacerując wzdłuż brzegów półwyspu, oglądając pozostałości fenickiego portu oraz jedząc pyszne, śródziemnomorskie posiłki. Mieszkańcy Libanu zaskoczyli nas swoim podejściem i otwartością; żyją tu obok siebie wyznawcy kilku różnych religii – jako sąsiedzi bardzo dla siebie wyrozumiali i przyjacielscy. Nawet gdy jeden z nas rozchorował się – przechodząc silne zatrucie pokarmowe – to na własny koszt zaprowadzili nas do lekarza; propozycja, że zapłacimy za leczenie z własnej kieszeni wywołała niemal międzynarodowy skandal.

Niestety nad Tyrem obecnie ponownie zawisły czarne chmury. Tyr leży kilkanaście kilometrów na północ od granicy Libańsko-Izraelskiej. W ramach izraelskiej operacji wojskowej prowadzonej w południowym Libanie miasto jest bombardowane, a jego mieszkańcy otrzymali po raz kolejny od władz Izraela nakaz przymusowej ewakuacji. 

Zdjęcia: Sławomir Smoliński

Tyr, kolacja i media społecznościowe :-)

Oficjalna notatka UNESCO:

Według legendy, purpurowy barwnik został wynaleziony w Tyrze. To wielkie fenickie miasto panowało na morzach i oceanach i założyło prosperujące kolonie, takie jak Kadyks i Kartagina, ale jego historyczna rola zmalała pod koniec krucjat. Znajdują się tam ważne pozostałości archeologiczne, głównie z czasów rzymskich.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Kliknij znaczniki na poniższej mapie.

Liban – więcej losowych materiałów z wypraw:

UNESCO – więcej losowych materiałów z tej kategorii: