Każdego roku Rzym odwiedza nawet do 8 milionów turystów. Podczas zwiedzania większość z nich kieruje swoje kroki ku najbardziej znanym zabytkom Wiecznego Miasta: do Koloseum, na Plac świętego Piotra, Plac Wenecki, Panteon czy pod Fontannę di Trevi. Mało który turysta zwraca jednak uwagę na jeden z najciekawszych moim zdaniem zabytków Rzymu – stojącą na obrzeżach Forum Trajana samotną, bogato zdobioną wysoką kolumnę. To Kolumna Trajana – jedno z najbardziej niezwykłych źródeł wiedzy o starożytnym Rzymie.

Powyżej: Cesarz Trajan, wikipedia.

Cesarz Trajan miał 45 lat gdy zasiadł na najwyższym urzędzie w imperium. W 98 roku naszej ery Rzym był niepodważalną, największą potęgą basenu Morza Śródziemnego. W stosunkach międzynarodowych jego władcy wyznawali zasadę „dziel i rządź”: można więc było być albo z Rzymem – na jego bezwzględnych warunkach – albo przeciw niemu. Sąsiedzi cesarstwa mieli dość ograniczony wybór: albo podległość, albo wojna.

Cesarstwo Rzymskie władając rozległymi terytoriami – jego prowincje rozpościerały się na dużą część znanego wówczas świata – zmuszone było posiadać ogromną armię. Armię, która zapewniała spokój od Hiszpanii na zachodzie po Palestynę na wschodzie, od Brytanii na północy aż po Mauretanię i Egipt na południu. Utrzymanie takiej armii kosztowało jednak fortunę – i dlatego też Rzym pod koniec pierwszego wieku naszej ery potrzebował trzech rzeczy: pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy. To one były najważniejszym krwiobiegiem imperium zapewniającym mu funkcjonowanie.

Przez setki lat Rzym bogacił się kosztem mieszkańców nowo podbijanych terytoriów. Ten prosty sposób na dobrobyt w pewnym momencie zaczął jednak szwankować; kończyli się wrogowie, którzy mieszkali w rozsądnej odległości. Gdyby porównać Rzym do drwala utrzymującego rodzinę z wyrębu drzew, to Rzym wyciął już niemal cały las w swojej okolicy.

W chwili wstąpienia na cesarski urząd Trajan musiał szybko znaleźć nowego wroga. I to takiego, którego podbicie dałoby Rzymowi okazję do ponownego wzbogacenia się zgodnie ze sprawdzonym już wielokrotnie schematem: pokonać, podbić, zagrabić… Po szybkiej „inwentaryzacji sąsiadów” okazało się, że taki lud istnieje całkiem blisko – byli nim Dakowie.

Ludy Dackie od prawie dwóch tysięcy lat zamieszkiwały tereny leżące po obu stronach Dunaju (dzisiejsza Rumunia i częściowo Węgry). Był to lud starożytny, wspominany już pięćset lat wcześniej przez greckiego ojca historii, Herodota. Dakowie na swoje nieszczęście byli także stosunkowo majętni – mieli dostęp do rud żelaza, a na zajmowanym przez nich terenie znajdowały się liczne kopalnie złota i srebra. Owo bogactwo było łakomym kąskiem dla Rzymu, któremu ten nie potrafił się oprzeć.

Na skutek wcześniejszych wojen z Rzymem Dakowie utracili tereny na zachodnim brzegu Dunaju, ale wciąż trzymali się mocno na wschodzie. Rzeka była ogromna i dzika, w tamtych czasach przez większą część roku niemożliwa do pokonania. Tym razem jednak to nie wystarczyło: planując napaść Rzymianie przygotowali drewniany most pontonowy, który określić można było wtedy ósmym cudem świata. W w 101 roku n.e. spięli  za jego pomocą oba brzegi Dunaju.

Przez most przemaszerowało sto tysięcy legionistów, w ciągu roku wojna była wygrana. Władca Daków – Decebal – przyjął warunki kapitulacji nakładające na niego status sługi cesarstwa. Jednak pokój trwał zaledwie cztery lata; w 105 roku nastąpiła kolejna rzymska kampania, która okazała się tak samo skuteczna jak poprzednia. W 106 roku Dakowie ponieśli ostateczną porażkę: ich górskie twierdze padły pod ciosami wielokrotnie liczniejszych Rzymian. Padła stolica Dacji, Sarmizegusa, zdobyta przez Rzymian podstępem i przekupstwem. Poległ także ostatni władca Daków, a jego odciętą głowę legioniści dostarczyli Cesarzowi.

Kalkulacje opłaciły się: niewielkim kosztem Rzym zdobył nieprzebrane bogactwa i nasycił pusty skarbiec; 165 ton złota oraz 331 ton srebra. Wkrótce nowa prowincja – Dacja – stała się jedną z najbardziej dochodowych prowincji całego imperium. Pozostałych przy życiu Daków popędzono do Rzymu, gdzie sprzedano ich w niewolę – ponad sto tysięcy ludzi. Uzyskane w ten sposób dodatkowe „zyski” zostały wydane na rozbudowę Wiecznego Miasta; dzięki tym wydarzeniom powstały zabytki, które do dziś możemy podziwiać w stolicy Włoch. Resztę mieszkańców Dacji wymordowano.

To miała być jednak opowieść o Kolumnie Trajana, a nie o wojnie.

Kolumna Trajana to niezwykły zabytek stanowiący – jak to dziś byśmy powiedzieli – „obrazkowy” zapis dziejów wojny z Dakami. Licząca sobie 35 metrów wysokości kolumna przetrwała szczęśliwie prawie dwa tysiące lat i po dziś dzień stoi w centrum Rzymu. Pokryta jest 155 scenami przedstawiającymi chronologicznie ułożone losy wojny Rzymu z Dacją; na dwudziestu ogromnych, marmurowych bębnach, wyrzeźbiono łącznie 2662 postacie. Wśród nich aż 58 razy występuje twórca owego wielkiego triumfu Rzymu – Cesarz Trajan.

Najniżej położone sceny pokazują przygotowania do wojny; aplauz senatorów, wymarsz legionów, drogę nad Dunaj. Całą historię wojny „czytamy” obchodząc kolumnę dookoła i oglądając kolejne decydujące chwile inwazji. Jest więc budowa mostu nad Dunajem, przemarsz wojsk (część wojsk przeprawia się na łodziach), kolejne oblężenia i zmagania. Widzimy oddziały legionistów, wozy bojowe i zróżnicowane elementy wyposażenia obu armii. Kolejne następujące po sobie zdarzenia znajdują się coraz wyżej na kolumnie; by umożliwić oglądanie historii zapisanej w płaskorzeźbach, każdy kolejny poziom jest wyższy by uniknąć skrótu perspektywy. Dzięki temu nawet sceny znajdujące się na samej górze kolumny, 33 metry nad ziemią, są doskonale czytelne. Fryzy ukazują wiernie odwzorowane nie tylko triumfujące legiony, ale i pokonanych Daków. Całość tej zamkniętej w obrazach historii kończy się kapitulacją i sceną śmierci ostatniego władcy Dacji.

Kolumnę ukończono w 113 roku, a gdy Cesarz Trajan zmarł cztery lata później –  pochowano go (wraz z małżonką) w niewielkiej komorze u jej podstawy. Absolutnie niezwykłe jest to, że wewnątrz kolumny znajdują się schody prowadzące na jej szczyt; to 185 krętych stopni wiodących na taras wieńczący budowlę. Na szczycie, pośrodku tarasu, znajduje się posąg: pierwotnie miał on przedstawiać jeden z symboli Rzymu – ogromnego orła, ale po śmierci cesarza zmieniono ten zamysł i postawiono w tym miejscu pomnik Trajana. Postać Cesarza nie dotrwała jednak do naszych czasów; w 1587 roku zastąpiono ją… figurą świętego Piotra Apostoła. Gdy więc podniesiecie oczy w górę pamiętajcie: ze szczytu tej liczącej niemal dwa tysiące lat kolumny nie spogląda na Was Cesarz Trajan – na którego cześć ją wybudowano – lecz… Święty Piotr.

Powyżej: schemat Kolumny Trajana z widocznymi wewnętrznymi schodami. Kliknij obrazek aby przejść do animacji. Źródło: wikimedia.org

Do kolumny nie można podejść bliżej niż na kilkanaście metrów, nie ma oczywiście także możliwości wejścia do jej wnętrza. Aby ją zobaczyć należy kupić kosztujący kilka euro bilet upoważniający do zwiedzenia całego Forum Trajana. Jeżeli chcielibyście dokładniej obejrzeć zapisaną na kolumnie historię Wojen Dackich, to musicie udać się do Muzeum Rzymskiego, gdzie znajdują się naturalnej wielkości odlewy każdej ze 155 znajdujących się na niej scen.

Jeżeli będziecie któregoś dnia wędrować po Rzymie, zatrzymajcie się w tym miejscu – na pewno będziecie przechodzić tędy idąc w kierunku Koloseum. Pamiętajcie, że nie jest to zwykła kolumna jakich tysiące pozostało po starożytnym Rzymie. To niepowtarzalny „obrazkowy” zapis wielkiej wojny, która sprawiła, że Rzym stał się ponownie nieprzyzwoicie bogaty.

A co się stało z Dakami? O nich nikt już więcej nigdy nie usłyszał. Nie przeszkodziło to jednak Trajanowi zostać wg potomnych jednym z tzw. „pięciu dobrych cesarzy”. Cóż, historię jak zawsze piszą zwycięzcy…

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Kliknij znaczniki na poniższej mapie.

Więcej materiałów z wypraw do Włoch?

Więcej materiałów z kategorii Militaria?