Kościół jak przystało na drewnianą konstrukcję zbudowany jest z… drewna; tutaj nie czeka na nas żadne zaskoczenie. Wzniesiono go w latach 1688-1689 i jest on obecnie najstarszym z zachowanych tego typu ewangelickich kościołów na terenie dzisiejszej Słowacji. Mógłbym napisać o nim jakieś pierdoły skopiowane z Wikipedii, ale szkoda na to czasu. Zamiast nudy opowiem Wam natomiast o tym, co wydarzyło mi się w jego wnętrzu…
Kościół w Lestinach postanowiłem odwiedzić podczas podróży na maraton w Bratysławie. Granicę przekroczyłem w Chyżne, więc jadąc słowacką pseudo-szosą szybkiego ruchu R3 miałem w miarę „po drodze”. Niestety gdy zostawiwszy samochód na wiejskim poboczu wszedłem do środka kościoła dostałem strzała – tzw. kopa w dupę.
Jakaś Pani Dyrektor Sprzątająca pomiędzy Ławkami nakrzyczała na mnie gdzie tu łażę. Zaraz będzie tutaj organizowany ślub – w związku z czym mam krótko mówiąc – wypierdylać stąd w podskokach. Oczywiście nie dałem się tak łatwo! Jako podróżnik mam doświadczenie w tego typu pojedynkach nabyte zarówno w Czarnej Afryce, jak i w co dziwniejszych krajach Azji oraz choćby w Palestynie. Nie jestem z tych, na których krzyki ochrony robią jakieś głębsze wrażenie. Ledwo jednak zrobiłem kilka pierwszych zdjęć, a obrończyni wesela rzuciła się w moim kierunku z mopem w ręku. Zaczęła tak drzeć japę – zupełnie nieadekwatnie do okoliczności – że mój wkurw urósł po poziomu alarmowego.
Na nic zdały się jakiekolwiek argumenty, że zwiedzam obiekt UNESCO, że zrobię kilka fotek i za pięć minut mnie nie będzie. To, że jej wesele mam w dupie było równoważnikiem tego, gdzie ona miała moją tu obecność. Niestety byłem nieuzbrojony, więc miała nade mną przewagę mopa; i to takiego badylca o 2-metrowym zasięgu. Gdy usłyszałem z jej ust słowacki odpowiednik „wypierdalaj” zrozumiałem, że tę walkę przegrywam. Efekt? Zrobiłem zaledwie cztery zdjęcia wnętrza kościoła, a pozostały czas musiałem spędzić fotografując jego zewnętrzną elewację oraz przyległy niewielki cmentarzyk.
Jako prywatny przedsiębiorca umiem docenić cechę tej kobiety, którą była SKUTECZNOŚĆ. Chciała mnie wywalić, i wywaliła. Ona wygrała, ja przegrałem. Niemniej wkurw pozostał mi na długo, w czego efekcie kościół w Lestinach uważam za gówniany. Oczywiście taki nie jest, ale na owo chamstwo które mnie tam spotkało nie zamierzam odpowiadać wewnętrzną godnością i moralną wyższością. Mam nadzieję, że za owe nieludzkie potraktowanie mnie tej babie urosła broda. A wtedy skomentuję ją kwiecistym: na pohybel krasnoludom!
Drewniane kościoły słowackiej części Karpat, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa, obejmują dwa kościoły rzymskokatolickie, trzy protestanckie i trzy greckoprawosławne, wzniesione między XVI a XVIII wiekiem. Obiekt stanowi przykład bogatej lokalnej tradycji architektury sakralnej, naznaczonej stykiem kultur łacińskiej i bizantyjskiej. Budowle wykazują pewne zróżnicowanie typologiczne w zakresie planów pięter, wnętrz i wyglądu zewnętrznego, wynikające z praktyk religijnych. Świadczą one o rozwoju głównych trendów architektonicznych i artystycznych w okresie budowy oraz o ich interpretacji i adaptacji do konkretnego kontekstu geograficznego i kulturowego. Wnętrza zdobią malowidła na ścianach i sufitach oraz inne dzieła sztuki, które wzbogacają kulturowe znaczenie obiektów.