Na pierwszy strzał poszło Biuro Zawodów, w których te kilkadziesiąt tysięcy ludzi musiało odebrać pakiety startowe zawierające numer niezbędny do przekroczenia linii startu. Nie ma szans – tak sobie zaplanowałem – by nie było tam scen rodem z siódmego kręgu piekieł. Będzie ścisk, tłum, korki, płaczące dzieci oraz rozgrywające się na naszych oczach ludzkie dramaty. Wystarczy wsadzić w to organizacyjne mrowisko kamerę, a będzie hit internetu.
I co? I pstro. Pakiet odebrałem w ciągu trzech minut. Żeby zrobić aferę musiałbym posunąć się do poziomu dziennikarza TVP, który w Lublinie wyrzucał śmieci na trawnik, aby na ich tle nagrać się i w oburzeniu mówić, że wokół leżą śmieci. Do takiego poziomu profesjonalizmu nie umiem się jeszcze zbliżyć 🙂
Odebrawszy pakiet startowy pojechałem spać. Byłem obrażony, ale swoją sensacyjną transmisję miałem nadzieję uratować dzień później, już na starcie. Tam to dopiero będzie gehenna z wendettą – planowałem. Ludzie będą spadać z mostu do Wisły, będą robić siku w krzaki, będą mdleć i wyklinać. Nie da się przecież zgrabnie wystartować dwudziestu pięciu tysięcy półmaratończyków tak, by nie było afery…
Niestety w dzień zawodów organizatorzy ponownie nie stanęli na wysokości zadania, które przed nimi postawiłem. Wszystko odbyło się sprawnie, elegancko, bezpiecznie i kulturalnie – jedyne co, to trzeba było swoje po prostu odstać. W związku z tym uważam, że to był mój ostatni Półmaraton Warszawski; więcej tu nie przyjadę, bo i po co? Sens istnienia mediów jest tylko wtedy, kiedy można pokazać rzeź, aferę, pseudoburzę lub jak pieszy wejście jednym butem na ścieżkę rowerową i zrobi się skandal. Uważam, że organizatorzy w Warszawie odwalili hucpę, i dla mediów nie przygotowano zupełnie żadnych atrakcji. W imieniu całego środowiska pato-dziennikarskiego oświadczam dobitnie: wstyd i niedoróbka.
Na zakończenie kilka słów ode mnie już zupełnie prywatnie. Podczas 20 Półmaratonu Warszawskiego odkryłem kilka rzeczy: po pierwsze – jestem stary, a wokół mnie biegli sami młodzi biegacze. To dobrze. Po drugie: jestem gruby – gdyby zrobić specjalną klasyfikację w której wiek mnożymy przez wagę, to prawdopodobnie bym ją wygrał. I po trzecie: półmaratony bolą dużo mniej niż maratony. Pamiętajmy jednak, że jak sama nazwa wskazuje półmaraton to tylko połówka czegoś większego; dlatego też zupełnie nie rozumiem czemu wszyscy na mecie się radościli. Czy cieszylibyście się z ukończenia połowy szkoły podstawowej? Szczegóły tego przemyślenia znajdziecie na filmie – zapraszam!

