Dzień po tym, jak na wyspie Sao Miguel pokonaliśmy 63 kilometrowy ultramaraton górski, byliśmy ekstremalnie zmęczeni. Jednak nie mogliśmy sobie pozwolić na odpoczynek, bo nikt nie zamierzał zwiedzić wyspy za nas – a zostały nam na niej zaledwie dwa dni. Wcześnie rano podnieśliśmy więc z łóżek tłuste tyłki, i ruszyliśmy w interior…

Azory zwiedzaliśmy trochę na chybił – trafił; w podróżach wciąż stawialiśmy zaledwie pierwsze kroki. Jednym z miejsc, które przyciągnęło naszą uwagę, były gorące źródła leżące w centrum wyspy, na terenie Parque Natural de São Miguel. Pomyśleliśmy: a może taka kąpiel nieco zregeneruje nasze zużyte do granic bólu nogi?

Kiedy dojechaliśmy na miejsce nasz dobry humor zbiły ceny wstępu… oraz to, że czekało nas ostre podejście po schodach. Nasze nogi serio nie nadawały się do chodzenia po płaskim, a co dopiero pod górę! Sławek był tak zmaltretowany, że postanowił zostać w aucie. Michał kupił tylko bilet spacerowy pozwalający przespacerować się ścieżką, a ja zainwestowałem jednak w bilet na bogato: upoważniający także do zażycia kąpieli…

Azory, baseny termalne w Caldeira Velha

Wzdłuż zaledwie półkilometrowej ścieżki znajdują się trzy baseny termalne z gorącą wodą wybijającą z pobliskich podziemnych źródeł. Kąpać się można wyłącznie po okazaniu właściwego biletu, co wydaje się nieco dziwne – ale nie pozostaje nic innego, jak zaakceptować takie rozwiązanie. Woda wpływa do basenowych jeziorek  otoczonych kamiennymi murkami niewielkimi strumyczkami, i rzeczywiście jest gorąca. Choć sam wulkan już od kilkuset lat jest nieczynny, to w jego trzewiach jak widać drzemie jeszcze silna lokomotywa!

Wzdłuż ścieżki znajdują się także „dzikie” jeziorka, ale musicie na nie uważać: woda w nich aż się gotuje, i łatwo zostać poparzonym. Patrzcie więc uważnie gdzie wkładacie dłonie i stopy, a dzieci weźcie obowiązkowo na smycz – na pewno nie chcecie, żeby wpadły przez nieuwagę do wrzątku. Takie sytuacje niestety się zdarzają.

Azory, baseny termalne w Caldeira Velha

Woda wulkaniczna oczywiście śmierdzi siarką, ale w tym przypadku tak w sam raz – niezbyt mocno. Trudno oprzeć się pokusie wskoczenia do basenów; szkoda tylko, że są one tak niewielkie – przy kilkunastu osobach robi się w środku ciasno. Prawdziwa nagroda czeka na Was jednak dopiero na końcu tego krótkiego szlaku: kilkumetrowej wysokości wodospad skryty w gęstwinie roślin! Woda jest w nim chłodniejsza, czystsza, i pozbawiona nieznośnej siarki. To właśnie to miejsce sprawiło, że ostatecznie nie pożałowałem wydanych na wstępie pieniędzy uwzględniających także kąpiele!

Pływanie w basenach termalnych z jednej strony może być zdrowe, z drugiej jednak pamiętajcie, że w takim ciepłym środowisku wszelakie bakterie, larwy i różne cholerstwa mają ułatwiony tryb życia. Więc podobno w pewien sposób istnieje jakieś tam ryzyko… ale nie jestem lekarzem, więc się nie znam, i nie umiem tego ocenić. Kąpiel w tropikalnym lesie jest jednak tym, co wg mnie przeważa szalę. Nawet jak się złapie jakąś bakteryjną przygodę to cóż: wszystko przemija, a wspomnienie pozostają!

I tyle.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Kliknij znaczniki na poniższej mapie.

Azory – więcej losowych materiałów z wypraw:

Wyspy – więcej losowych materiałów z tej kategorii: