Zacznijmy może od geografii: Akwileja leży na wschodzie Włoch, tuż przy granicy ze Słowenią, zaledwie 30 km w linii prostej od Triestu – rzadko kiedy jest więc odwiedzana przez turystów, którzy jadą samochodem do tego kraju z północy Europy. Wyjątkiem jest podróż do Wenecji; wtedy przekraczają granicę austriacką w Villach wystarczy trzymać się autostrady E-55 i skręcić na południe zaraz za Udine.
Akwileja jest malutkim miasteczkiem, całą gminę zamieszkuje obecnie mniej niż cztery tysiące osób. Także pod względem położenia czy krajobrazów nie wyróżnia się niczym niezwykłym – w tej konkurencji ustępuje setkom innych włoskich miasteczek. Nie ma tu gór, zamków, ani zapierających dech w piersiach widoków na Morze Śródziemne. A jednak miasto skrywa swoją tajemnicę…
Akwileja została założona przez Rzymian w 181 roku p.n.e. – liczy sobie więc już ponad dwa tysiące dwieście lat. Handlowano tu złotem oraz niewolnikami, o których było łatwo ze względu na pobliskie plemiona iliryjskie, a potem słowiańskie. Już pięćdziesiąt lat po powstaniu Akwileja uzyskała połączenie lądowe z Rzymem – za sprawą wybudowanej nitki Via Popillia-Annia – jednej ze słynnych rzymskich dróg. Droga była często używana przez legiony, które maszerowały tędy na podbój wschodnich wybrzeży Adriatyku.
Kiedy Cesarstwo Rzymskie przeszło w IV wieku na chrześcijaństwo, nastały dla Akwilei najświetniejsze czasy w historii miasta. Było ono wymieniane na równi z Rzymem, Mediolanem i Kapuą. Zamieszkała przez sto tysięcy mieszkańców (!) Akwileja stała się siedzibą biskupstwa, a w jej centrum wzniesiono pierwszą w historię świątynię chrześcijańską zaprojektowaną od początku do końca jako miejsce tego wciąż jeszcze nowego kultu. Dotychczasowe kościoły rozsiane po cesarstwie były jedynie przeróbkami świątyń poprzednich bogów, którzy musieli ustąpić miejsca chrześcijaństwu.
Czasy prosperity nie trwało jednak długo. W piątym wieku naszej ery Cesarstwo Zachodniorzymskie uginało się pod ciosami kolejnych barbarzyńskich najazdów, i nie mogło zapewnić bezpieczeństwa już nie tylko pogranicznym rubieżom, ale nawet sercu swych rozległych terenów. Akwileja została zrównana z ziemią najpierw przez Hunów, a potem przez Longobardów. Jej mieszkańcy zmuszeni zostali opuścić miejsce, które zupełnie nie nadawało się do obrony – schronili się na nadmorskich lagunach zakładając Wenecję.
Przez kolejne wieki miasto pozostawało niemal niezasiedlone i stało się ruiną, z której rabowano surowiec i materiały budowlane dla innych regionów. Dopiero w XI wieku – gdy starożytność przekształciła się w średniowiecze – życie powoli zaczęło wracać do starych gruzów. To wtedy właśnie wzniesiono nową bazylikę, Katedrę w Akwilei. Co niezwykle istotne – budowlę zlokalizowano bezpośrednio na ruinach wcześniejszej świątyni chrześcijańskiej pochodzącej z IV wieku.
By zwiedzić katedrę niestety należy kupić bilet wstępu. Należy także zarezerwować sporo czasu, gdyż zaglądnięcie do każdego jej zakamarka trwa około dwóch godzin. Główna nawa bazyliki nie imponuje może rozmiarami, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać na dobre światło – kiedy zza chmur wyjdzie słońce i jego promienie rozświetlą wnętrze katedry, naszym oczom ukaże się niezwykła gra świateł. A wtedy koniecznie skierujcie wzrok na wypełnioną mozaikami podłogę! Znajdują się tutaj kostki tworzące misterną kompozycję wodnych motywów: są stworzenia morskie, rośliny, scenki rodzajowe – rybacy przy pracy, ptaki polujące na ryby, zwierzęta lądowe.
Łącznie mozaika ma aż 760 metrów kwadratowych powierzchni. Najsłynniejszym jej motywem jest fragment przedstawiający walkę koguta z… żółwiem. W tym pierwotnym przekazie kryje się niezwykła tajemnica: oto kogut – zwierzę będące dla chrześcijan synonimem nadejścia świtu – pokonuje żółwia, który wg neofitów był symbolem ciemności oraz ukrywania się. Jest to więc obraz przedstawiający walkę dnia z nocą, jasności z ciemnościami. Dość zaskakujące, prawda?
Najciekawsze jednak znajduje się pod ziemią. To tutaj, schodząc kilkanaście schodków w dół, docieramy do fundamentów starego kościoła, położonych dziś kilka metrów pod powierzchnią gruntu. Archeolodzy odsłonili kolejne barwne mozaiki, starsze o osiemset lat od tych, które mogliśmy zobaczyć na górze. Tunele wiodą nas pomiędzy obrazami świata, który od dawna już nie istnieje. Zachowały się nawet kolumny, na których kiedyś wspierał się dach… dziś będący zaledwie podłogą katedry. Półmrok panujący w piwnicy w sposób niezwykle sugestywny komponuje się ze świadomością, iż stąpamy po gruzach najstarszego chrześcijańskiego kościoła na świecie…
Dodatkową atrakcją – choć nie jestem pewien, czy to właściwy wyraz na opisanie miejsca – jest podziemna krypta znajdująca się tuż za głównym ołtarzem bazyliki. Ponownie schodząc w dół dotrzemy do bogato dekorowanego pomieszczenia wspartego na kilku filarach, które… zawiera szczątki świętych. Mamy tu zgromadzone kości, kostki, fragmenty piszczeli oraz czaszek kilku „popularnych” świętych Kościoła Katolickiego; to wspomnienie czasów, gdy katedry na całym świecie prześcigały się w kolekcjonowaniu świętych szczątków. Za ich sprawą (i sprawianych przez nie cudów) ściągali do bożego przybytku pielgrzymi z całej Europy.
Wychodząc z podziemi mrużymy oczy, które ponownie muszą przyzwyczaić się do światła dnia. Zwiedziwszy katedrę drugie tyle czasu poświęcić musimy na obejście jej najbliższej okolicy. Dzisiejsza Akwileja to miasto mniejsze, niż było za swych początków – dwa tysiące dwieście lat temu pierwotnych osadników zakładających miasto było więcej niż ludzi, których spotkamy tu dziś. Jak udowadniają badania archeologiczne ta stara Akwileja była także wielokrotnie większa obszarowo niż dzisiejsze miasteczko.
Myśląc o tym, że chodząc po okolicznych łąkach, polach i parkach depczemy po szczątkach miasta, które znikło z powierzchni ziemi, można poczuć się dziwnie. I choć otacza nas zieleń i niewątpliwy klimat wsi, to wszędzie dookoła wprawne oko dostrzeże gruzy zniszczonej cywilizacji; pamiętać o tym muszą zwłaszcza mieszkańcy miasta – każda nowa budowa, każdy fundament i wykop odsłaniany w promieniu kilometra od katedry kończy się każdorazowo wydobyciem na światło dnia kolejnych szczątków starego miasta. Świadczą o tym liczne punktu archeologiczne, których w okolicy jest niezliczona wręcz ilość.
Uważa się, że obecnie Akwileja jest największym rzymskim miastem, które wciąż nie zostało odkopane. I dlatego właśnie miejsce to – wraz z bazyliką i jej podziemiami – od 1998 roku znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Akwileja – jedno z największych i najbogatszych miast wczesnego Cesarstwa Rzymskiego – została zniszczona przez Attylę w połowie V wieku. Większość jej terenu wciąż pozostaje nieodkryta pod polami, stanowiąc tym samym największy rezerwat archeologiczny tego rodzaju. Bazylika patriarchalna, wyjątkowa budowla z wyjątkową mozaikową posadzką, odegrała kluczową rolę w ewangelizacji dużego regionu Europy Środkowej.