Stanowisko archeologiczne Azuki (po francusku Azougui) leży w północno-zachodniej Mauretanii, w regionie miasta Atar, 450 kilometrów na północ od stolicy kraju – Nawakszut. Żeby tu dotrzeć trzeba pokonać setki kilometrów bezkresu stanowiącego encyklopedyczną definicje wyrazu PUSTKOWIE. Jedyną pociechą jest fakt, że jedzie się asfaltową – idealnie prostą w amerykańskim stylu – drogą. Po wjeździe do miasta Atar, będącego jednym z najbrzydszych miast świata, trzeba skręcić w lewo na pierwszym rondzie na przestrzeni trzystu kilometrów.
Zjazd z ronda poznacie po tym, że nikt tam nie skręca. Nawet nasz lokalny kierowca gwałtownie protestował twierdząc, że to przecież droga donikąd. Ja jednak wiedziałem, że nie ma racji: jeżeli uparcie będziecie jechać przed siebie, to po mniej więcej dziewięciu kolejnych kilometrach monotonnej pustyni ziemia rozstąpi się przed wami i okaże się, że zjeżdżacie w dół zboczem pradawnej tektonicznej wyrwy. Pojawią się pierwsze zielone daktylowce, a pomiędzy nimi dostrzeżecie skryte ze wstydu pierwotne domy mieszkańców pustyni: biedne chaty wzniesione z trawy, patyków i kawałków drewna. Tylko najbogatsze z nich oblepione będą błotem. Dotarliście do Azuki!
Kilkaset lat temu – gdzieś w połowie XII-wieku – miejsce to było o wiele bardziej zielone i żywe. W czasach gdy w Polsce zaczynała się epoka tzw. Rozbicia Dzielnicowego, osada Azuki stanowiła centrum dynastii Almorawidów; berberyjskiej konfederacji pustynnych plemion, które zapuszczały się w łupieżczych wyprawach aż na tereny dzisiejszej Ghany oraz Maroka. Wojownicy z tej zupełnie dziś zapomniane doliny walczyli w Hiszpanii, a nawet zajęli na krótki czas niektóre regiony Al-Andalus.
Świetność rodu Almorawidów szybko jednak dobiegła końca. Dziś w miejscu ich dawnej stolicy piasek zasypuje ostatnie pozostałości płytkiego rzecznego koryta będącego wspomnieniem czasów, gdy woda nie była tu niczym niezwykłym. Nawet na mapach satelitarnych próżno szukać zielonych palmowych gajów – skala upadku jest jeszcze bardziej widoczna, kiedy stanie się w tym miejscu osobiście: aż trudno uwierzyć, że kiedyś ta biedna wieś stanowiła bogate, nowoczesne i wpływowe miasto.
O dawnej świetności Azuki przypominają już tylko sterczące z ziemi kupki kamieni wyprażonych skwarem słońca. Gdyby nie prace archeologów zapewne i one byłyby zupełnie niewidoczne; pochłonięte przez pustynny piach oraz zapomniane przez współczesnych mieszkańców wsi. Nasz kierowca ponownie pokręcił głową i zaprotestował – zupełnie nie rozumiejąc czemu chcemy tu wysiąść. Zresztą nawet my zwątpiliśmy; o tym, że jesteśmy na miejscu świadczyła tylko stara, pordzewiała tablica informacyjna. Dowodem na starożytność rozpościerających się ruin była nie treść na niej zapisana – której nie potrafiliśmy odczytać – lecz sam fakt jej istnienia.
Już pierwszy rzut oka na wykopaliska przekonał nas, że mój przydomek Pan Fundament jest w pełni zasłużony: nie zachowało się nic, czym można byłoby uzasadnić wyprawę do Azuki. Czasem drugie lub trzecie spojrzenie potrafi zmienić pierwszą zbyt szybko wystawioną ocenę… lecz ta zasada nie ma zupełnie zastosowania w tym przypadku. Nie pozostało mi nic innego jak podziwiać spokój i opanowanie współpodróżników, których tu przywiodłem…
Według informacji udzielanych przez UNESCO kilkaset metrów od ruin znajduje się rzeka, nad którą rośnie gaj palmowy stanowiący uzupełnienie wykopalisk – powiązane z nimi zaplecze o charakterze rolniczym. Postanowiłem go odnaleźć napinając do granic wytrzymałości strunę zaufania kolegów. Nikt z napotkanych mieszkańców wioski nie umiał nam jednak wskazać rzeki, a i obserwacja okolicy z powietrza nie pozostawiała żadnych złudzeń: na rzekę nie było szans.
A jednak ją odnaleźliśmy! Suche, okresowe koryto rzeczne znajduje się w północnej części wsi, i wykorzystywane jest obecnie w charakterze śmietniska. Mieszkańcy wyrzucają tam wszystko, co jest im już zbędne – wierząc w to, że raz na kilka lat jakiś szalony wietrzny dżin sprowadzi powódź, która zagarnie te odpadki i w magiczny sposób sprawi, by stały się niewidoczne. Berberyjskie powiedzenie mówi: brak wody w rzece jest lepszy, niż brak rzeki.
Wioska Azuki jest wspaniałym przykładem tego, że świetność nigdy nie trwa wiecznie – zawsze nadchodzi jej kres. Co było zielone stanie się piaskiem pustyni, co było rzeką – zamieni się w suche koryto, a co było domami – popadnie w ruinę. Z prochu powstałeś, i w proch się obrócisz: ty, twoje stada i twoje pola.
Krajobraz kulturowy Azougui składa się z wielu obiektów kulturowych, których istnienie jest ściśle związane z otoczeniem będącym zarówno wytworem kultury jak i zjawiskiem naturalnym noszącym obecnie ślady wszystkich wartości kulturowych, które w sobie kryje.
Najważniejsze elementy tego krajobrazu to oaza. Jej powstanie jest ściśle związane z Azougui, którego pozostałości świadczą o kwitnącej przeszłości w coraz bardziej pustynnym środowisku, które nie pozwala już na inne formy uprawy roli. Ta działalność gospodarcza szybko stała się kulturową formą codziennego życia mieszkańców; to właśnie wokół oazy powstała większość ich mitów i legend, które wciąż zakorzeniają się w ich zbiorowej pamięci i przeżywają w formie uroczystości związanych z corocznym sezonem daktyli. Gaj palmowy, najstarszy w regionie, liczy obecnie ponad dwadzieścia tysięcy palm i nadal zachowuje tradycyjny system nawadniania i uprawy.