Wielkimi zasięgami w mediach zakończyło się uroczyste ukończenie budowy monumentalnego pomnika Matki Boskiej w Konopotiu pod Toruniem. Tłumy turystów przybyły na otwarciu obiektu, a kolejne tysiące osób będą zwiedzać to miejsce przez kolejne lata by podziwiać… no i właśnie teraz rodzi się pytanie: co podziwiać? Chyba niewiele się pomylę, gdy napiszę, że rozmiar. Wszak wielkość to uniwersalny afrodyzjak – także religijny – znany już od dawien dawna.

Na początku ludziom imponowały wielkie mamuty, wielkie drzewa i wielkie kły drapieżnych kotów. Gdy jednak człowiek odkrył budownictwo – a wraz z nim zrozumiał, że sam może tworzyć wielkie rzeczy –  to momentalnie połączył je z dążeniem do wznoszenia coraz większych konstrukcji. Wydawać by się mogło, że monumentalizm jako pierwsi zastosowali Egipcjanie, którzy wznieśli Wielkie Piramidy – ale to uproszczenie; wyścig popularności opartej na WIELKOŚCI trwał już w najlepsze w czasach budowniczych prehistorycznych grobowców i kamiennych kręgów. I nie chodziło o to, że większe jest lepsze – w tym przypadku zawsze większe było po prostu WIĘKSZE.

Historia wielkich historycznych budowli (czytaj prawidłowo: nie wielkich bo znanych, tylko wielkich bo WIELKICH) to ciekawy temat na osobny artykuł, a być może nawet na książkę. Dziś ograniczę się jednak do wątku poświęconego budowlom sakralnym, których setki rozsiane są po całym świecie. Sakralnych, gdyż bardzo szybko także wiele religii (nie wszystkie!) wpadło na pomysł, by wykorzystać WIELKIE do podkreślenia swej ważności. Bo jak już zapewne podejrzewacie WIELKIE widziane oczami, zamienia się w WAŻNE widziane umysłem. I dlatego przez całą historię ludzkości powstawały wielkie katedry, wielkie piramidy, wielkie wieże oraz wielkie pomniki wielkich proroków – niczym grzyby po deszczu wyrastające na stepach, równinach, w górach i na wyspach.

Tajwan, Wielki Budda w Douliu

Wielki Budda z miasta Douliu w Tajwanie choć wygląda na wielkiego, jest w rzeczywistości jednym z najmniejszych wielkich buddów wzniesionych w egzotycznych krajach Azji. Podczas podróży po tym kraju nie mieliśmy w planach zobaczenia go z bliska – ba, nawet nie wiedzieliśmy o jego istnieniu… – ale był tak duży, że nie dało się go nie zauważyć; gdy człowiek zobaczy z oddali coś tak ogromnego, to ludzka natura nie pozwoli tego zignorować. I to chyba doskonała odpowiedź na pytanie po co budować wielkie: właśnie po to – by nie dało się przejść obok nich obojętnie.

Dzisiejsza konkurencja wśród Wielkich Buddów jest tak intensywna, że stworzono osobne kategorie, by każdy z nich mógł zasiąść na podium. Są więc buddowie stojący, siedzący, leżący (!) – a do tego uśmiechający się, zamyśleni, weseli lub grubi. I dopiero w takiej bocznej mieszanej klasyfikacji Wielki Budda z Douliu wskakuje na medalowe miejsce: jest największym uśmiechniętym, siedzącym brzuchatym buddą.

Tajwan, Wielki Budda w Douliu

Owa brzuchatość pomnika ma niebagatelne znaczenie, bo obfita część tego ciała pozwala zidentyfikować siedzącego buddę jako Śmiejącego się Buddę, czyli Buddę Szczęścia. Połączenie postaci z jej atrybutem jest dość proste, ale nikt nie oczekuje rozwiązywania przez wyznawców skomplikowanych łamigłówek. Pełny brzuszek jest oznaką szczęścia, tak jak kij trzymany przez boga jest oznaką, że jest pasterzem; a waga w ręku bogini oznacza mierzenie dokonanych przez człowieka złych i dobrych uczynków. W czasach, w których głód stanowił najbardziej dokuczliwą zmorę ludzkości obfity brzuszek = szczęście.

Budda Maitreji – czyli właśnie Budda Szczęścia – to piąty budda; wyczekiwany, który dopiero ma nadejść. W kulturze chińskiej jest on bardzo często przedstawiany jako symbol szczęścia, dobrobytu, dostatku i radości. Jak już pisałem daleko mu do rekordowych pomników innych buddów, potrafiących przekraczać i sto metrów wysokości. Taki na przykład Wielki Budda z Lushan w Chinach ma 128 metrów „wzrostu” (plus 25 metrowy cokół), a największy leżący budda ma 180 metrów… tyle tylko, że długości. Bohater dzisiejszego artykułu ma tych metrów zaledwie 36; jest więc zauważalnie niższy od pomnika Matki Boskiej w Konotopiu pod Toruniem, ale za to jest identyczny (co do metra!) z żelbetowym pomnikiem Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Świebodzinie – liczonym bez anten telefonii komórkowej wieńczących jego koronę!

Tajwan, Wielki Budda w Douliu

Wielki Budda z Douliu przykuwa uwagę turystów jeszcze z jednego powodu: siedzi na nie mniej wielkim budynku gospodarczym; krótko mówiąc całą świętą konstrukcję postawiono na dachu wieżowca. Żeby jednak podziwiać ten zamysł w pełnej krasie trzeba wznieść się w powietrze i doznać tej wielkości z odpowiedniej perspektywy. Nam się to udało – więc zapraszam na film z oblotu tej niezwykłej konstrukcji.

Bohater opowieści nie stoi oczywiście w osamotnieniu; pomysłodawca otoczył go szeregiem świętych budynków o sakralnym znaczeniu i roli. Wpadł też na pomysł, że nie tylko wielkość powinna przykuwać uwagę gości, ale także ilość – i dlatego budda otoczony jest setkami mniejszych pomników, wszystkich w obowiązkowo złotym kolorze. Jest nawet pomnik – ponownie kilkunastometrowej wysokości – patriarchy Bodhidharmy (mnicha Damo), który stworzył chińską szkołę buddyzmu chan. Przedziera się on przez las pokrywający wzgórze, a widać go bardzo dobrze… bo drzewa są dla niego niczym trawa. Bohaterskiego mnicha uznaje się za jednego z wynalazców wschodnich sztuk walki, ale to już ciekawostka wykraczająca poza treść artykułu.

Tajwan, Wielki Budda w Douliu

I na zakończenie – jeszcze jedna rzecz, która łączy Wielkiego Buddę z Douliu z Matką Boską z Konotopy pod Toruniem. Obie te konstrukcje wzniosły osoby prywatne: z własnej inicjatywy i za swoje pieniądze. W przypadku Wielkiego Buddy z Tajwanu już po kilkunastu latach cała inwestycja zaczęła popadać w ruinę; gdy tylko zabrakło na ziemskim padole fundatora. Dziś okoliczny kompleks budynków znajduje się w ruinie, pomniki pomniejszych bóstw są odrapane, a blok na którego dachu siedzi budda stał się idealnym miejscem dla miłośników urbexu. Gdy okoliczna dżungla pochłonie w końcu konstrukcję, miejsce to stanie się idealną scenografią dla kolejnej części filmów o przygodach Indiana Jonesa…

Jaki los czeka Matkę Boską w Konotopiu? Już starożytni Egipcjanie doskonale wiedzieli, że każda budowla tylko tak długo trwa w dobrym stanie, jak długo żyje jej fundator. I to właśnie faraonowie wymyślili rozwiązanie, które pomaga przez tysiąclecia przetrwać świętym miejscom ich śmierć: obok wznosili tzw. świątynię fundacyjną, której kapłani za pomocą darowanych im dóbr w postaci stad bydła, pól oraz wiosek pełnych ludzi, pilnowali dobrostanu świętej budowli. Zwyczaj ten okazał się bardzo skuteczny i trwał nawet w XIX-wiecznym chrześcijaństwie: klasztory opiekowały się świętymi obrazami i relikwiami – czerpiąc na utrzymanie swojej statutowej działalności z pracy podległych im wieśniaków i tzw. nadań kościelnych.

Duże jest duże. I tyle.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Kliknij znaczniki na poniższej mapie.

Tajwan – więcej losowych materiałów z wypraw:

Religia – więcej losowych materiałów z tej kategorii: