Podróż 026: Oman cz.3 – Kto ma więcej żon, niż jedną?

Ahmed (imię zmienione) przyjechał po nas już na lotnisko w Muskacie. Był naszym hostem – nocowaliśmy u niego w ramach tzw. couchsurfingu. Ta forma podróżniczej logistyki ostatecznie nie przypadła mi do gustu i skorzystałem z niej podczas naszych wspólnych wypraw ze Sławkiem tylko cztery razy; ale akurat w przypadku Ahmeda sprawdziła się doskonale.

Nasz gospodarz był – nie do końca wiem, jak to prawidłowo ująć – zasobny. Pracował na dość wysokim stanowisku w jednym z omańskich banków, miał własny skromny apartament z basenem na dachu oraz olbrzymi samochód, którym był w stanie wjeżdżać nawet na przeciwpancerne arabskie przydrożne krawężniki. Kto podróżował po krajach Zatoki Perskiej ten doskonale wie, że tamtejsze krawężniki potrafią mieć i pół metra wysokości…

Przyjął nas u siebie w domu niezwykle życzliwie, wręcz entuzjastycznie – strasznie żałował tylko, że nie może ze względu na pracę jechać z nami na pustynię. Gdy dowiedział się, że zamierzamy na niej koczować, jego zachwytom nie było końca – sam z siebie zorganizował nam koce, butle gazową, namiot, prowiant…

Choć robiło się już ciemno, to natychmiast po odebraniu z lotniska zabrał nas na wycieczkę – na nocny objazd Muscatu oraz otaczających stolicę Omanu gór. Chodziło oczywiście o pokazanie miasta z punktów widokowych; wyszło mu to doskonale. Pojechaliśmy także do pałacu Króla Omanu – Sułtana Qaboosa – oraz na jakiś festiwal muzyki tradycyjnej (o nim opowiem pewnego dnia osobno)

Oman, góry otaczające Muskat

Pałac Sułtana – mimo, iż było już po północy – był otwarty; ale na dość specyficzny sposób. Niemal wszędzie mogliśmy wejść, spacerować po ogrodach, salach, korytarzach zewnętrznych – z wyłączeniem oczywiście strefy królewskiej pilnowanej przez strażników. Nigdy nie widziałem czegoś TAK CZYSTEGO. Poziom wypucowania marmurów, posadzek i chodników był wręcz niewiarygodny. A pamiętajmy, że cały Oman to pustynia, więc każdego dnia nawiewane są do pałacowych przestrzeni piaski, pyły i różnorodne farfocle… Od tamtej pory nie uznaję wymówek, że gdzieś jest brudno BO TAKI MAMY KLIMAT. Jeżeli się chce, to można posprzątać na błysk!

Ahmed oprowadzał nas tak swobodnie i dystyngowanie po pałacowych terenach, że gdyby w pewnym momencie powiedział, że jest księciem, następcą tronu – to bym mu w to uwierzył. W pałacowych alejkach spędziliśmy około godziny, i poza nami niemal nie spotkaliśmy żywej duszy. Myślę, że z wrażenia źrenice miałem wtedy wielkie niczym przydrożny kot schwytany w światła samochodowych reflektorów

Oman, Pałac Sułtana

Po dotarciu na nocleg mieliśmy pewien zgrzyt: z myślą o naszym gospodarzu na lotnisku kupiliśmy litrowe whisky – ale nie byliśmy pewni, czy wypada nam mu je wręczyć. Szybko okazało się jednak, że Ahmed nie ma z tym żadnych kłopotów i butelka nie dotrwała do rana; no ale było nas trzech.

Podczas tej płynnej konsumpcji (przegryzanej marchewką!) zaczęliśmy wypytywać się nawzajem o różne rzeczy: jak się żyje, jak pracuje, jak to jest mieć swojego władcę, prawdziwego SUŁTANA. Zeszło oczywiście także na sprawy seksu, bo one zawsze są ciekawe. Okazało się, że Ahmed jest rozwiedziony; jak wyznał miał już dość ciągłego zawracania głowy przez byłą żonę. Omanki są – według niego – niesamowicie roszczeniowe, i traktują mężów jak osobistych służących. Każda z nich uważa się za księżniczkę, której wszystko się należy.

Oman, Wielki Meczet - Sultan Qaboos Grand Mosque

Na pytanie czy zamierza się ponownie ożenić Ahmed z miną mędrca odpowiedział: NIGDY! Jak kobiety chcą luksusów, to powinny zacząć chodzić do pracy, a nie rościć sobie prawa do bogactw męża.

Nie ukrywam, że byłem zaskoczony. W końcu zadałem też pytanie, które nurtowało mnie już od czasów młodzieńczych:

– Jako muzułmanie możecie mieć kilka żon, prawda? To chyba fajna opcja?

Ahmed spojrzał się na mnie zaskoczony. Jego odpowiedź do dziś tkwi mi w głowie:

– U nas mówi się, że jeżeli ktoś ma więcej niż jedną żonę, to albo jest bardzo bogaty, albo bardzo głupi.

Podróże kształcą. Posiadanie jednej żony to kłopot; a każda następna jak się okazuje zwiększa kłopot do potęgi. Dwie żony to kłopot poczwórny, trzy żony to dziewięć kłopotów, a cztery żony to aż szesnaście problemów, które każdego dnia zwalają się na głowę głupca.

Oman, Twierdza Al-Mirani

Kilka słów wyjaśnień.

W islamie obowiązuje zasada równego traktowania wszystkich żon. Mężczyzna może wziąć sobie kolejną żonę, ale tylko pod warunkiem, że jest w stanie utrzymać bez zubożenia wszystkie poprzednie żony wraz z ich potomstwem. Z naszego punktu widzenia wydaje się to łatwe; ale wcale takie nie jest! Nie chodzi tu wyłącznie o to, że poprzednia żona (lub żony) musi być traktowana równo w naszym rozumieniu, czyli w sposób uprzejmy i pełen szacunku. To absolutnie nie wystarczy…

W rzeczywistości jeżeli nowa żona dostanie w prezencie biżuterię, to wszystkie poprzednie żony muszą dostać prezenty o takiej samej wartości. Jeżeli swojej nowej MIŁOŚCI kupisz nowy samochód prosto z salonu, to wszystkie wcześniejsze żony także MUSZĄ DOSTAĆ NOWY SAMOCHÓD. Jeżeli jedziesz z nową żoną na egzotyczne wczasy (np. w podróż poślubną), to… już się sami domyślacie; poprzednim żonom także należą się wczasy o tej samej wartości.

Nakaz nie jest zwyczajem, lecz egzekwowanym przez sądy prawem. Żony, które czują się pokrzywdzone mają prawo iść do sądu i przedstawić rachunki lub listę zakupów: jeżeli sąd uzna, że zostały obdarowane w sposób mniejszy niż należny, to mężczyzna może trafić nawet do więzienia. Pamiętajcie także o tym, że islam nie jest jednorodny (podobnie zresztą jak chrześcijaństwo) – więc w jego różnych formach każdy temat może być nieco inaczej interpretowany.

Na koniec czas odpowiedzieć na pytanie: ile żon najlepiej jest mieć w islamie? Cóż, choć w teorii jest sporo możliwości, to zwykle podobnie jak i u nas: pomiędzy żadną a jedną…

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Kliknij znaczniki na poniższej mapie.

Oman – więcej losowych materiałów z wypraw:

Publicystyka – więcej losowych materiałów z tej kategorii: