Zbudujmy sobie zamek! – tak wołała w średniowieczu każda rycerska rodzina. Ale co zrobić, gdy pieniędzy zamiast na porządną, reprezentacyjną fortecę… wystarcza tylko na jedną wieżę? Wtedy zamiast zamku budowano tzw. Wieżę Mieszkalną. Taniej, ekonomiczniej… a jednocześnie przytulniej!

Oczywiście to żart bo z cenami wież i baszt jest jak z zamkami: wszystko zależy od rozmiaru i wyposażenia. Z wieżami pełniącymi funkcje obronne spotkać się możemy na całym świecie, ale mieszkalnych – czyli przeznaczonych także do całorocznego zamieszkania przez całe rodziny – jest już znacznie mniej. To dodatkowa funkcja spotykana głównie na Kaukazie czy w południowym Peloponezie, ale czasem, choć rzadko, także w europie centralnej i środkowej. Takie wieże budowane były głównie w średniowieczu a ich pojawienie się wymagało pewnych specyficznych warunków otoczenia.

Po pierwsze wznoszono je na terenach które bardzo często były niestabilne politycznie. W czasach, gdy codzienna sytuacja związana z bezpieczeństwem wymagała czegoś więcej niż przenosin do obronnej części zamku gdy wróg wtargnął na nasze ziemie. Wieże mieszkalne powstawały więc w miejscach i w czasach, gdzie zagrożenie miało charakter permanentny.

Mało kto wie, ale jedna z największych zachowanych średniowiecznych wież tego typu leży na terenie dzisiejszej Polski. W powiecie Karkonoskim, w gminie Jeżów Sudecki, we wsi Siedlęcin. Jej istnienie nie jest jakoś szczególnie związane z historią naszego kraju więc być może dlatego leży na uboczu przewodników turystycznych i świadomości podróżnych. A szkoda, bo jako zabytek prezentuje się niezwykle okazale.

Budowla powstała w latach 1313-1314 a jej fundatorem i pomysłodawcą budowy był książę Jaworski Henryk I. Początkowo wieża miała cztery kondygnacje (plus piwnice) z czego dwie pierwsze przeznaczone były na pomieszczenia gospodarcze i warsztaty – elementy, które w przypadku normalnych budowli obronnych znajdowały się na dziedzińcu zamku. Trzecia kondygnacja przeznaczona była na zachowaną po dziś dzień dużą aulę, a czwarta – najwyższa – na pomieszczenia mieszkalne właścicieli budynku.

Wieża jest duża – jest podobno jedną z największych wież tego typu w Europie. Zbudowana na planie prostokąta o wymiarach 20 x 14.5 metra – jak łatwo policzyć każda z kondygnacji miała niemal 300 metrów kwadratowych powierzchni. Całkiem nieźle nawet jak na dzisiejsze standardy domów, a to tylko jedno piętro!

Co ciekawe do dziś zachowały się, pomimo pożarów, oryginalne mające 700 lat drewniane stropy… podobno najstarsze zachowane w Europie. Zwiedzając wieżę wchodzi się po niewiele młodszych także drewnianych schodach łączonych średniowieczną metodą „na pióra”. Wieża w Siedlęcinie miała sporo szczęścia podczas licznych wojennych zawieruch dzięki czemu uniknęła losu swoich licznych kiedyś towarzyszek – i zachowała się w całkiem dobrym stanie.

We wspomnianej auli mieszczącej się na trzeciej kondygnacji znajdują się niesamowite malowidła ścienne. I o ile nie jestem fanem rysunków to akurat te są niezwykle ciekawe. Dlaczego? Otóż jako jedyne w Europie przedstawiają… legendę o sir Lancelocie, najsłynniejszym rycerzu Króla Artura! Na dodatek nie są one repliką czy rekonstrukcją – po kilkuset latach wciąż są całkowicie oryginalne po niewielkich tylko pracach konserwatorskich.

Z otaczającej w przeszłości wieżę fosy pozostały stawy i zasilający je strumień. Zresztą sama wieża i jej najbliższe sąsiedztwo wielokrotnie były przebudowywane i to w stopniu zmieniającym znacznie bryłę budynków oraz całe założenie obronne. O ciekawej historii owych przebudów dowiecie się z wystawy która dokumentuje poszczególne etapy zmian: od samotnej wieży, po element większego zamku otoczonego murem, aż ku dzisiejszemu współżyciu z barokowym dworem. Tą wędrówkę przez 700 lat historii umożliwia niewielka salka multimedialna znajdująca się przy dziedzińcu, w której zobaczycie nie tylko zdjęcia ale i filmy rekonstrukcyjne.

Wieża jest dostępna dla zwiedzających, choć trwają wokół niej zaawansowane prace konserwatorskie. Z tego też względu niestety zwiedzić można tylko samą wieżę bez możliwości obejrzenia otaczających ją budynków. Cena biletu to 10 złotych.

Pasjonaci fotografii koniecznie muszą tutaj zawitać podczas złotej godziny, gdy budowla pluska się w zachodzących promieniach słońca. Na zwiedzenie musicie przeznaczyć godzinę czasu. Niewiele, ale będzie to dobrze spożytkowany czas.

Zdjęcia: Anna Sawińska