Co bardziej wnikliwi i bystrzy miłośnicy motyli wiedzą, że owady te uwielbiają smaki i zapachy; lgną więc do przeróżnych nektarów, owoców i pyłków. Podobnie jest z turystami – zbierają się w mniejsze lub większe stada, i migrują tam, gdzie czeka na nich rozkosz. Podróżując przez Nikaraguę na chwilę zamieniliśmy się w takich właśnie turystów, którzy dali się zwabić… na motyle.

Nicaragua Butterfly Reserve – czyli w tłumaczeniu Nikaraguański Rezerwat Motyli – to absurdalnie wręcz marketingowa nazwa. Miejsce to nie ma zupełnie nic wspólnego z rezerwatem, i zaskakująco niewiele z samymi motylami. My jednak ulegliśmy kuszącej nazwie i postanowiliśmy je odwiedzić. Kto by się oparł wizji spotkania oko w oko z egzotycznym fruwającym aniołkiem, który wcześniej był gąsienicą – prawda?

Rezerwat Motyli znajduje się w sercu nieco już zurbanizowanej dżungli leżącej około 35 kilometrów na południowy wschód od stolicy kraju, Managui – cztery kilometry od leżącego nad jeziorem Nikaragua miasta Granada. Wbrew szumnej nazwie nie jest to żaden rezerwat, lecz prywatna inicjatywa polegająca na tym, że pewien mieszkaniec ogrodził gęstą siatką kilkaset metrów kwadratowych gęstego lasu i nazwał to Butterfly Reserve. To nie jest nawet określenie na wyrost, to prosty reklamowy chwyt – typowy lep na turystów; niczym zgniły banan na szukające cukru owady.

Nikaragua, farma egzotycznych motyli

W teorii do „rezerwatu” prowadzi droga, ale jest ona w tak złym stanie, że prościej jest pokonać ją pieszo niż samochodem. Ze względu na wyboje nie mieliśmy szans przejechać nią samochodem którym dysponowaliśmy. Choć było sucho, to nasze niskie zawieszenie wykluczało bezszkodowe poruszanie się; całe szczęście na początku drogi, na rogatkach wspomnianego miasta Grenada – czekało na nas kilkanaście pojazdów typu Tuk-Tuk, doskonale znanych wszystkim podróżnikom. Szybka negocjacja i ustaliwszy cenę za przejazd oraz powrót ruszyliśmy w drogę.

Pokonanie czterech kilometrów trwa… długo. Mijaliśmy typowe nikaraguańskie wioski, biedne choć kolorowe, i w końcu dotarliśmy do celu. Tu przywitał nas entuzjastycznie nastawiony właściciel, który zainkasował od każdego z odwiedzających pokaźną kwotę 5 dolarów za głowę. Ulegliśmy jego urokowi i zapłaciliśmy bez dyskusji, co raczej nie okazało się po czasie rozsądną decyzją.

Nikaragua, farma egzotycznych motyli

Około dwieście metrów w głąb lasu znajdowała się motylarnia. Przestrzeń wyznaczają siatki o gęstych oczkach, mające uniemożliwić motylom ucieczkę w przysłowiową siną dal. Jest to klatka o wymiarach około 50 x 50 metrów i wysokości 4-6 metrów, w której rosną tropikalne drzewa. Żeby nakarmić motyle – oraz wywabić je na światło dzienne – właściciel rozłożyć przejrzałe banany, a tu i ówdzie także soczki stanowiące owadzi przysmak.

Problem w tym, że tych motyli jest niewiele; łącznie może kilkadziesiąt. W takiej przestrzeni nikną one w tłumie liści. W dodatku jak to na owady przystało są zupełnie nieposłuszne – nie da się ich zawołać, pogłaskać czy sfotografować. Złośliwie składają skrzydełka dokładnie wtedy, kiedy aparat złapie ostrość…

Nikaragua, farma egzotycznych motyli

To oczywiście żart; żeby złapać motyla w obiektyw mimo wszystko trzeba uzbroić się w minimum cierpliwości – i dlatego zdecydowanie bardziej lubię fotografować grzyby albo kamienie. Największym jednak – już prawdziwym – minusem tego miejsca jest fakt, że są tu zupełnie normalne motyle, jakie każdego dnia można obejrzeć na okolicznych łąkach i drzewach. Z egzotyką nie mają one wiele wspólnego – nie spotkaliśmy ani jednego przedstawiciela motylego rodu, który powodowałby efekt WOW. Jak to mówią grzybiarze: same psiaki.

Po tym opisie zapewne już zgadujecie, że moja ocena owego Nicaragua Butterfly Reserve – jest jednoznacznie negatywna. Cóż, szkoda czasu i pieniędzy. Nawet jeżeli byście się nudzili, mieli wolny piątek lub trafiłby Was piorun – to nie starajcie się tu dotrzeć; to nie ma sensu. Lepiej jest wybrać pierwszą lepszą uliczkę wiodącą dokądkolwiek, a szansa, że będzie fajniej niż wśród tych motyli jest całkiem spora. Sama przejażdżka Tuk-Tukiem krzywą drogą wzbudziła we mnie więcej emocji niż te nieliczne fruwające gąsienice.

I tyle.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Kliknij znaczniki na poniższej mapie.

Nikaragua – więcej losowych materiałów z wypraw:

Przyroda – więcej losowych materiałów z tej kategorii: