A jednak jest w owej wiosce coś, co każe mi napisać: jeżeli będziecie w okolicy, to koniecznie zatrzymajcie się tu choć na pół godziny. Pośrodku zabudowań wznosi się stary cmentarz – i to on właśnie zasługuje na zrobienie krótkiej przerwy w podróży. Na zwartej przestrzeni zachowało się nieco ponad sto starych, niezwykle pięknych tradycyjnych grobów.
To co ujęło mnie najbardziej to wspaniałe, żywe obrazy wyryte na bokach nagrobków. Konstrukcją przypominają nieco bałkańskie stecci; w kilku prostych scenach przedstawiają życie zmarłego. Z rzeźb możemy dowiedzieć się czy był mężczyzną, czy kobietą – czy miał dzieci, czym się zajmował, jak wyglądało jego wesele oraz śmierć.
Na nagrobkach utrwalono sceny, które często trudno prawidłowo zidentyfikować bez pomocy lokalnego przewodnika. Sokół porywający owcę, kielichy i dzbany, rycerz siedzący na koniu, gromadka dzieci – a także wesela, gwiazdy, stoły zastawione jedzeniem, muzycy z instrumentami oraz głowy w koronie sterczącej pośrodku bujnej czupryny. Urok cmentarza jest niewątpliwy – jeżeli tylko znajdziecie czas, by pochylić się nad jego szczegółami.
O tym, że są to sceny z życia zmarłego dowiedziałem się dopiero kilka dni później, przy okazji zwiedzania bardziej znanych armeńskich cmentarzy – właśnie od przewodnika, którego wynajęliśmy. Tutaj, w Geghhovit, nikogo takiego nie było. Ale nic w tym dziwnego: to prosty, niemal zapomniany cmentarzyk wypełniony kamiennymi nagrobkami.
„Wieś została założona w XV wieku. Znajduje się tu kościół św. Geworga bez dachu, zbudowany w 1873 roku. W murach kościoła znajdują się starsze chaczkary, a wokół niego rozciąga się średniowieczny cmentarz” – tylko tyle do powiedzenia ma na temat wioski Wikipedia.














