Cmentarz jest spory i zajmuje obszar zbliżony do nieregularnego prostokąta; o bokach mniej więcej 250-300 metrów długości każdy. Składa się z kilku historycznie odrębnych fragmentów, co łatwo zauważyć już podczas krótkiego spaceru, a dostrzec najłatwiej na zdjęciach satelitarnych. W sieci nie znalazłem na jego temat żadnych szerszych informacji, choć przyznam od razu, że nie szukałem zbyt wytrwale. Chciałem utrzymać tradycję fotografowania cmentarzy w każdym kraju świata do którego dotrę – i to się w stolicy Nachiczewanu udało.
Mieliśmy na cmentarzu także przygodę. Wychodząc z niego – weszliśmy jakimś tylnym, bocznym wejściem – natknęliśmy się na bogato dekorowane kwiatami liczne groby żołnierzy azerskich. Złożone wieńce, flagi oraz proporce świadczyły o tym, że jesteśmy świadkami jakiejś większej ceremonii.
Kiedy tylko wyciągnąłem aparat i zrobiłem pierwsze zdjęcie otoczyło nas kilku mężczyzn, i zrobiło się niemiło. W naszym kierunku zaczęły padać emocjonalnie zabarwione pytania:
– Co tutaj chcecie? Czemu robicie zdjęcia? Skąd jesteście? Po co tu stoicie!
Atmosfera rozładowała się dopiero w momencie, kiedy wytłumaczyliśmy, że nie jesteśmy Rosjanami; my z Polski. Na tę informację mężczyźni momentalnie się rozluźnili; brali nas za Rosjan, a ci w Azerbejdżanie są niemile widziani ze względu na ich silne wsparcie udzielane Armenii (w okresie przed rozpoczęciem Wojny w Ukrainie). Jak wiecie z Armenią Azerbejdżan prowadzi od kilkudziesięciu lat krwawe wojny o sporne terytoria.
Kiedy już atmosfera uległa rozładowaniu mogliśmy chwilę porozmawiać. Okazało się, że rozwieszone zdjęcia żołnierzy przedstawiają szahidów – bohaterów wojennych Azerbejdżanu, którzy polegli w kilku ostatnich latach podczas walk o Górny Karabach (i nie tylko). Poproszono nas, byśmy nie robili więcej zdjęć – dlatego podzielić się z Wami mogę tylko czterema fotografiami przedstawiającymi ten fragment cmentarzyska.
I tyle.








