Przed nami koniec starego roku i tradycyjne stawianie sobie wyzwań na nadchodzący – nowy. Wbrew temu, czego byliśmy świadkami w ostatnich dziesięciu miesiącach, a nawet pomimo tego, że przez wiele kolejnych miesięcy podróżowanie wciąż będzie utrudnione – mam dziś dla Was propozycję noworocznego postanowienia. Zostańcie… podróżnikami!

Tak, dobrze słyszycie. Podróżnikami. Nie chodzi jednak o turystę – ten korzysta ze zorganizowanych wyjazdów i „zalicza” atrakcje zaplanowane przez kogoś innego. Chodzi o podróżnika przez duże „P”. Kim on jest? To osoba, która sama wychodzi naprzeciw przygodom, która sama decyduje gdzie i kiedy pojedzie, która w podróży jest sobie wiosłem, sterem i żaglem! Jak mówi popularne powiedzenie: „turysta to osoba, która z wakacji wraca wypoczęta, a podróżnik wręcz przeciwnie”. Uwierzcie mi jednak – bycie Podróżnikiem wcale nie jest tak trudne jak się to Wam wydaje. Ani tak drogie jak moglibyście sądzić.

Podróżnikiem oczywiście nie zostaje się w jeden dzień. Ba, nawet nie w jeden rok. To długi proces wewnętrznego rozwoju oraz przekraczania swoich ograniczeń i barier. To okres pełen przełomowych decyzji oraz fascynującego poznawania samego siebie. Dlatego też nie zachęcam Was do rzucenia nagle wszystkiego w diabły i wyjechania na trzy lata do Azji. Albo w Bieszczady. Dziś zaproponuję Wam drobne kroczki, które – jeden po drugim – będą stopniować wyzwania jakie przed sobą postawicie. I tylko Wy sami możecie zdecydować, który z tych kroków przekracza Waszą strefę komfortu. Pamiętajcie jednak: gdy złapiecie bakcyla, okazać się może że ta granica znajduje się o wiele dalej niż Wam się wydaje. W końcu – podróże to nie tylko zwiedzanie miejsc, ale także poznawanie siebie.

Oto moje dziesięć kroków do zostania Podróżnikiem. Zapraszam!

Krok 1: Najbliższa okolica

Jak mawiają Chińczycy – nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Wielu z nas dzieląc swoje życie pomiędzy pracę, naukę i rodzinę, często nie zdaje sobie sprawy z tego jak niezwykłe miejsca znajdują się wokół nas. Często dosłownie na wyciągnięcie ręki. Ich odkrycie to pierwszy z proponowanych przeze mnie kroków. 

Są to miejsca bliskie i bezpieczne, a dotarcie do nich jest tanie. Nie trzeba praktycznie żadnych przygotowań poza zadaniem sobie trudu odnalezienia ich – choćby z pomocą Internetu. Krok pierwszy polega na tym, by znaleźć miejsca nieoczywiste – takie, które rzadko trafiają do przewodników turystycznych. Zamiast znanych wszystkim zamków poszukajcie ruin o których zapomniano. Zamiast popularnego jeziora znajdźcie takie, które jest niedostępne, np. znajduje się w głębi lasu. A może przeciągniecie w to miejsce mały kajak i zostaniecie jego odkrywcą? Pewnego razu znalazłem jezioro, na którym jest niepozorna, zakrzaczona wyspa. Gdy na nią dopłynąłem okazało się, że na tej wyspie jest mniejsze, wewnętrzne jeziorko!

Ślady starego, żydowskiego cmentarza z którego zostały już tylko porosłe mchem macewy? Ważne, by postarać się dokumentować te swoje małe znaleziska, choćby telefonem. By zacząć je kolekcjonować i spróbować zagłębiać się w ich historię. W czasach Internetu takie poszukiwania są dostępne dla każdego i sprawiają wiele satysfakcji.

Nie uwierzycie, ale gdy pewnego dnia rozejrzałem się w okolicy mojego domu okazało się, że w promieniu zaledwie kilku kilometrów od niego mam:

– starożytne grodzisko na półwyspie będące rówieśnikiem słynnego Biskupina,

– kamienny krąg ukryty przez archeologów w polu pszenicy,

– opuszczoną przed 20 latu linię kolejową,

– rujnowany i porośnięty budynek poniemieckiego stalagu w którym przetrzymywano więźniów podczas II wojny światowej,

– zrujnowany i porzucony… kościół katolicki.

Wystarczyło poszukać… A jakie są skarby w Waszej okolicy?

Krok 2: Polska

Wydawać by się mogło, że co jak co, ale swój kraj znamy. Tymczasem nic bardziej mylnego. W drugim kroku nie namawiam Was jednak do zwiedzania wszystkich ruin w Polsce i poszukiwania zagubionych w lesie studni. Nie chodzi o także o to by zwiedzić Warszawę, Gdańsk i Wrocław. Tym razem odwiedźcie miejsca, w których nigdy nie byliście, ale które zawsze chcieliście zobaczyć. Ełk, biegun zimna? Twierdza w Przemyślu? Najbardziej na wschód, zachód, północ i południe położone miejsca naszego kraju? A może trzy najmniejsze, ale z całą pewnością, malownicze miasta Polski? Wyobraźnia podróżnika nie może znać granic, i to właśnie ją w tym etapie musicie kształtować. Rynku w Krakowie czy Poznańskich Koziołków nie możemy uznać jako sukcesu – postawcie sobie nieco ambitniejsze zadania.

Polska jest stosunkowo dużym krajem (dla dociekliwych: zajmujemy 69 miejsce na 194 kraje) i skarbów do zwiedzania w zupełności wystarczy na całe życie. Mamy góry, morze, lasy i równiny. Mamy urocze miasteczka i pachnące łąkami wsie. Być może dla wielu z Was już ten etap będzie wystarczający i niczego więcej nie będziecie potrzebowali w byciu Podróżnikiem. To nic złego – ten krótki „poradnik” można zatrzymać w dowolnym momencie. Dla Podróżnika liczy się podróż a nie kierunek.

Krok 3: Kraje sąsiedzkie

Wielu z Was czytających ten „poradnik” ma to już za sobą. Nasza najbliższa zagranica to pierwszy krok w świat. Niby niewielki lecz charakteryzujący się istotną zmianą – zamieniamy „swoje” na „obce”. Nie jest to powód do stresu gdyż pozostajemy w kręgu naszej kulturowej cywilizacji. Czechy, Słowacja, Niemcy oraz trzy państwa Bałtyckie – tutaj czujemy się niemal jak u siebie, i jedyną właściwie różnicą jest świadomość, że jesteśmy „w gościach”.

Mimo to nawet na tym etapie możemy poczuć nutkę egzotyki. Inni z naszych sąsiadów – np. Ukraina – to wielki kraj i Ci którzy tam byli wiedzą, że wyjazd w tym kierunku to już przygoda pachnąca egzotyką. Choć nieco inną niż plaża i palmy. Na Ukrainie mamy wrażenie jakbyśmy cofnęli się w czasie o co najmniej kilkadziesiąt lat – do Polski z lat 80-tych. Jeszcze więcej smaczku poczujecie odwiedzając Białoruś.

W oby tych przypadkach musicie zmierzyć się ze źródłem jednego z „lęków” towarzyszących podróżowaniu –  z odróżnieniem medialnego przekazu od rzeczywistości. Ukraina to wg obiegowej opinii wojna oraz przestępczość. Białoruś dodaje jeszcze trwającą rewolucję i rządzący komunizm wraz z kultem jednostki. To w dużym stopniu stereotypy utrwalane właśnie przez media. Dlatego jeżeli nie czujecie się wewnętrznie spokojni, to oba te sąsiedzkie kraje: Ukrainę i Białoruś – a dodatkowo Rosję – przenieście sobie o jeden lub dwa kroki na później.

Krok 4: Morze Śródziemne i okolice

Jeżeli już poczyniliście pierwsze kroki w wojażach zagranicznych, to przyszedł czas na pierwszą dawkę egzotyki. Moją propozycją są wyspy Morza Śródziemnego. Jest w czym wybierać: Sycylia, Malta, Cypr, Kreta, Baleary oraz cały ogromny archipelag Wysp Greckich.

Dlaczego wyspy? Osobiście od zawsze kocham zwiedzać właśnie je, obojętnie w którym zakątku świata leżą. Wyspiarskie położenie powoduje, że zamieszkująca je ludność zwykle charakteryzuje się duża gościnnością a jednocześnie tworzy ciekawe dla podróżnika małe społeczności. Nie są one kalką znanych nam kultur kontynentalnych, ale dzięki temu że powstają w pewnej izolacji – mają swój unikalny smak.

I właśnie dostrzeżenie – oraz poznawanie – tych odrębności to Wasze zadanie na podróżniczy krok nr 4. Nad Morzem Śródziemnym wciąż jesteśmy w obszarze naszej kultury i cywilizacji. Zwyczaje i zasady społeczne znamy, więc jest nam łatwo odnaleźć się w niewielkich różnicach. Jednocześnie koloryt, jedzenie i codzienny rytm dnia są już na tyle inne, że stanowią dla nas przygodę same w sobie. Ludzie zachowują się tak samo jak my, ale jednak inaczej. Zawsze się z nimi porozumiemy, ale po raz pierwszy włożyć w to musimy już jakiś wysiłek.

Wyspy mają też jeden ogromny plus dla którego je kocham. Większość wysp można podczas jednego wyjazdu dokładnie zwiedzić i wracając mieć przekonanie, że dobrze się ją poznało. „Sycylię znam!”, „Kreta cała obejrzana!”, „Malta jadła mi z ręki”. Rzadko kiedy doświadczycie takiego uczucia sytości podczas zwiedzania dużych krajów kontynentalnych.

Krok 5: Azja Południowo-Wschodnia

Kroki od 1 do 4 możecie uznać za rozgrzewkę. Taki podróżniczy rozruch zależny od tego z jakiego poziomu startujecie. Moim zdaniem prawdziwe podróżowanie zaczyna się właśnie od kroku nr 5, czyli od wyjścia poza swój obszar kulturowy.

Nie mówię, że kierunek Azjatycki jest jedyną opcją. Jest ich wiele. Może to być Afryka zachodnia lub północna – Maroko, Tunezja, Egipt. Może to być azjatycka część Rosji czy Meksyk. Chodzi o to, by zmienić otaczających nas ludzi na takich, którzy wywodzą się z innego kręgu kulturowego. Wyznają inną religię, mówią innym – niezrozumiałym – językiem. Inaczej się ubierają, inaczej żyją, inne mają wartości i zapatrywania na problemy. Ich życie jest inne.

Azja południowo-wschodnia nadaje się na ten krok idealnie. Tu już prawie wszystko jest inne, ale ma jeden znaczący dla początkującego podróżnika plus: jest tu bardzo bezpiecznie. Dzięki temu odpada jeden z problemów które pojawią się w następnych etapach. Kraje takie jak Tajlandia, Wietnam, Indie – żyją z turystyki i robią wiele, by przybywający do nich turyści czuli się w nich dobrze i bezpiecznie. Oczywiście obowiązuje zasada w myśl której każdy szukający kłopotów te kłopoty znajdzie – i trzeba o tym pamiętać. Tym razem powinniście nabyć umiejętność stosowania się do obcych zasad. I to jest wyzwanie na nasz krok nr 5.

Nie powinniście mieć z tym trudności. Każdy komu podróże są przeznaczone w krajach Azji południowo-wschodniej się zakocha. Mamy tutaj pierwszą selekcję: nie każdy jest w stanie zaakceptować np. Indie (pamiętajcie – ten poradnik mówi o podróżnikach a nie o turystach). Nie chodzi o to by przyjechać i spędzić czas w ośrodkach wypoczynkowych typu all-inclusive. Macie sami przylecieć, sami wyznaczyć sobie trasy i sami zdecydować co zwiedzacie. Sami znaleźć noclegi i środki komunikacji.

Wbrew pozorom jest to bardzo łatwe. Jeżeli odrobiliście rzetelnie poprzednie punkty i podróże, to nie sprawi Wam to żadnych kłopotów. Tutaj nauczycie się niezależności, samodzielności i samowystarczalności. Azja południowo-wschodnia odwdzięczy się Wam zaś niezapomnianym kolorytem.

Krok 6: Afryka Północna

Być może dla niektórych będzie to krokiem piątym, a dla niektórych siódmym. Podróżowanie po krajach Afryki Północnej to doskonały wstęp do poznawania zasad panujących w krajach arabskich. A musicie pamiętać, że jest ich na świecie całkiem dużo!

Uważam że takie kraje jak Maroko, Egipt czy Tunezja wymagają jednak większej obiektywności i asertywności niż „łatwe” kraje Azji południowo-wschodniej. Ludzie są tutaj przyjaźni, ale nasze stereotypy powodują, że trudniej nam się przełamać i prawidłowo interpretować wiele zachowań i zasad. Codzienne życie mieszkańców oraz ich wygląd budzą nasze obawy i dystans. Wynika to niestety – jak już pisałem nieco wyżej – z zalewających nas każdego dnia niekorzystnych i „sensacyjnych” przekazów medialnych. 

Kraje arabskie dla wielu osób są psychologiczną barierą, której nie potrafią przekroczyć z zachowaniem wewnętrznego spokoju. Różnice pomiędzy tymi krajami a Polską są duże i podróżnik może po raz pierwszy znaleźć się w dyskomfortowych sytuacjach. Nagabujący nas sprzedawcy pamiątek i zwykli mieszkańcy, wszechobecne nakazy i zakazy Islamu, rządowe obostrzenia a nawet codzienne, zwykłe życie arabskiej ulicy – dla niektórych z nas są etapem „nie do przeskoczenia”.

W kroku szóstym powinniśmy już posiadać podróżnicze doświadczenie i umieć radzić sobie w wielu stresowych sytuacjach. Co nie oznacza to, że nie poradzi sobie tutaj ktoś kto pierwszy raz wyjechał za granicę. W ponownie przypominam: nie chodzi tutaj o turystę który spędzi dwa tygodnie na afrykańskiej plaży w hotelu all-inclusive na zewnątrz wychodząc tylko w ramach wycieczek fakultatywnych. Rozmawiamy o samodzielnym podróżowaniu.

Krok 7: Ameryka Południowa

Czas w końcu polecieć daleko i dotrzeć poza związaną ze sobą od milionów lat Euroazję. Każdy z Was zna tysiące zapierających dech w piersiach opowieści i zdjęć podróżników zrobionych podczas ich wypraw do Argentyny, Peru, Chile. Do Brazylii, Wenezueli, Kolumbii. Dla wielu z nas to właśnie te kraje stały się marzeniami.

Pod względem trudności Ameryka Południowa jest bardzo zróżnicowana i trudno traktować ją jako całość. Są miejsca bardzo niebezpieczne, i to zarówno w terenie jak i w dużych miastach. Obok nich, często zaledwie za granicą dystryktu czy regionu jest już normalnie. Można wejść nieświadomie na wielką minę, ale może nam się to nie zdarzyć ani razu przez całą wyprawę. Zabłądziwszy w faweli możemy wyjść z niej „goło i wesoło”, ale też poznać nowych przyjaciół. Tutaj wiele zależy od naszej fortuny – i nie mamy na to specjalnego wpływu.

Zarówno cywilizacyjnie jak i językowo możemy trafiać na różne obszary. Obok krajów cywilizowanych a w nich miast wręcz europejskich, trafiają się kraje „upadłe” i pełne przestępczości. W regionach rozdartych pomiędzy majętnych i biednych czasem wystarczy zmienić zrobić kilka kroków by przenosić się pomiędzy dwoma światami.

Po raz chyba pierwszy w naszej wędrówce możemy w końcu doświadczyć zupełnie dzikich regionów. Do których trudno dotrzeć, ale i z których trudno wrócić. I choć strach ma wielkie oczy, to trzeba je mieć dookoła głowy!

Krok 8: Bliski Wschód i Karaiby

Tym razem dwa zupełnie odrębne regiony. I pomimo tego iż są w „tym samym koszyku” to w wielu wymiarach są od siebie absolutnie inne. Różnią je zarówno religie, języki, zwyczaje, rodzaje rządów jak i same zagrożenia z którymi możemy się tutaj spotkać. Będąc w punkcie nr 8 naszej wycieczki podróżników czas koncentrować się nie tylko na pięknie natury, ale także na zagrożeniach.

Kraje Bliskiego Wschodu wymagają doświadczenia. Często nie są miłe i ładne. Bywają zrujnowane, zniszczone lub pełne wojska. Większość z nas ich się boi, i ten lęk ma podstawy już nie tylko w przekazach medialnych. Region od dziesięcioleci trawią konflikty zbrojne o przeróżnym podłożu. Tutaj ścierają się regularne armie, a ich ofiary liczy się w tysiącach i dziesiątkach tysięcy. Liban, Palestyna, Irak, Iran. Jordania, Syria, Kuwejt, Arabia Saudyjska. Każdy z tych krajów ma swoją łatkę, która nie wzięła się z powietrza.

A jednak starannie dobierając terminy wyjazdów można zwiedzić je samodzielnie. Można podziwiać niezwykłe miejsca i wytwory starożytnych cywilizacji. W wielu przypadkach wojny to już przeszłość lub… dopiero przyszłość. Doświadczony podróżnik umie ocenić lokalną sytuację i znaleźć moment gdy można tam bezpiecznie polecieć. Osobiście zwiedziłem w ostatnich latach zarówno Arabię Saudyjską, Iran, Irak jak i Palestynę czy Liban. Da się – choć nie mówię, że jest to proste. Ale jeżeli trafimy na dobry moment – wcale nie takie trudne. I tak jak wszędzie: nie ma zasady – np. Oman to trzecie pod względem bezpieczeństwa Państwo na świecie!

Jeżeli chodzi o Karaiby, to problemem jest pospolita przestępczość na ulicach oraz słabość władzy. Nie ma prostego rozwiązania, trzeba liczyć na trochę szczęścia i ostrożnie wybierać miejsca docelowe. Należy też mieć plan awaryjny – jak niektórzy mówią: ewakuacyjny. Ponownie nie należy generalizować – jak zawsze: wyspa wyspie i kraj krajowy nierówny.

Krok 9: Oceania

Być może dla wielu ten krok to zaskoczenie. Myśląc o wyspach Pacyfiku wyobrażamy sobie anielskie widoki: palmy wyrastające znad samego morza pośrodku epickich plaż, szum oceanu, śpiew egzotycznych ptaków i ścigające się pośród fal delfiny…

Niestety ten idylliczny obraz pochodzi w dużej mierze z folderów reklamowych w które wpatrujemy się z zachwytem w biurach podróży. Albo w internecie. Niezmiernie piękne zdjęcia pochodzą zwykle z wielogwiazdkowych resortów, w których dobra potrafi kosztować kilkanaście tysięcy złotych. My jesteśmy podróżnikami a nie turystami – więc „wróć!”, i od początku…

Liczba wysp rozsianych na terenach największego oceanu naszej planety – Oceanu Spokojnego – jest tak jak i on bezkresna. To ponad 25 tysięcy wysp, licząc tylko te większe. Były one zasiedlane przez kilka tysięcy lat przez ludy polinezyjskie z kierunku od Azji na wschód. Były to ludy bardzo wojownicze, niestroniące od rytualnego kanibalizmu i wielu innych „niepopularnych” zwyczajów. Tej wojowniczej specjalizacji sprzyjała geografia wysp – w większości zbyt małych by pozwolić na pokojową koegzystencję różnych grup czy plemion. W efekcie doszło do selekcji: plemiona wyżej ceniące sobie agresję i skłonne do rozwiązywania konfliktów w sposób brutalny – w ciągu pokoleń doszczętnie wyeliminowały te, które skłaniały się bardziej ku – jakbyśmy to teraz nazwali – pokojowym zachowaniom.

Polinezyjskie plemiona nie na darmo pracowały sobie na miano wojowniczych. Przykładowo Maorysi, o czym mało kto wie, to jedyne rdzenne tubylcze społeczeństwo przedindustrialne – w skali całej naszej planety – któremu udało się obronić swoją niezależność podczas epoki podbojów kolonialnych. Obronić co istotne właśnie z bronią w ręku.

I chociaż dziś już nikt nie obawia się, że go „dzicy polinezyjczycy” zjedzą na obiad, to ta agresja – wiem, że jest to stwierdzenie obrazoburcze – wciąż tkwi w społecznościach zamieszkujących wyspy Pacyfiku. Nie jest to brutalizm bandycki jak na Karaibach, lecz specyficzny styl życia i sposób pojmowania honoru. To charakter ukształtowany przez przodków. Tutaj podróżnik jest kimś obcym – a obcy od zarania dziejów stanowił na wyspach zagrożenie, które należało wyeliminować zanim ono nie wyeliminuje nas.

W Oceanii bardzo łatwo naruszyć jakieś tabu, jakieś lokalne zasady. Łatwo kogoś obrazić zachowaniem, lub choćby zachować się tak, by on stronniczo i z nieznanych nam powodów uznał się za sprowokowanego. Może to być zdjęcie, spojrzenie, lub choćby zatrzymanie się w jakimś miejscu uznane przez niego za wtargnięcie.

Jak pisał jeden z moich ulubionych podróżników – Paul Theroux – na wyspach Pacyfiku w konfrontacji z tubylcami podróżnik zawsze stoi na straconej pozycji: znajduje się w mniejszości, na nieznanym sobie terenie, mając przed sobą wrogo nastawionych tubylców i zasadniczo brak dróg ucieczki.

Niemniej jest tam pięknie 🙂

W pewnych sytuacjach i regionach, w zależności od osobistych preferencji możecie krok 9 zamienić miejscami z krokiem nr 8. Do tej pory zwiedziłem prawie wszystkie kraje Bliskiego Wschodu i nigdy nie trafiłem na sytuację „podbramkową”. Tymczasem na Pacyfiku odwrotnie. Ale… oczywiście może to być tylko kwestia szczęścia.

Krok 10: Czarna Afryka

I to już koniec naszej opowieści. Tak oto dobrnęliśmy do ostatniego kroku Podróżnika. Dalej już nie ma nic poza wyzwaniami i wyprawami w najtrudniejsze miejsca świata, które jednak nie wchodzą w skład naszej wyliczanki. Oto Czarna Afryka – miejsce, które nie bierze jeńców.

Czarna Afryka to region dość nieopisany i transgraniczny. Zwykle tym mianem określa się afrykańskie tereny położone na południe od Sahary aż po – teoretycznie cywilizowaną – Republikę Południowej Afryki. Tereny te zamieszkałe są przez rdzenną ludność czarnoskórą zgrupowaną w tysiącach spokrewnionych – a czasem wręcz przeciwnie – ze sobą plemion.

Problem z Czarną Afryką polega na tym, że w tym miejscu biały podróżnik jest łupem. Łupem pod każdym względem. Łupem, który chodzi i prosi się o skonsumowanie. Ma zegarek, telefon, kartę. Ma buty, koszulkę, okulary. Ma rower lub motocykl. Ma portfel. Ma wszystko, czego my nie mamy. I mała jest szansa, że ktoś stanie w jego obronie gdy zapragniemy to posiąść.

W wielu miejscach samo spotkanie białego podróżnika to już powód do świętowania: przecież nie ucieknie, bo niby gdzie? Oczywiście jak w powyższych krokach – nie jest tak, że się nie da tutaj podróżować. Da się, i setki podróżników rocznie tego dowodzą. Ale w każdej godzinie tej podróży trzeba mieć twardą dupę, twardą psychę i twarde serce.

W czarnej Afryce każda Wasza słabość zostanie wykorzystana przez kierowcę taksówki, lokalnego przewodnika, współpasażera autobusu czy przygodnie spotkanego w wioskowym sklepie ziomka. Zostaniecie wykorzystani przez jego żonę, przez jego dziecko, przez jego psa. Jeżeli unikniecie zagrożeń ze strony ludzi to zeżre Was przyroda. Zeżre i wypluje 24 godziny później. Podróżując przez Czarną Afrykę albo przyswoicie sobie jej zasady albo zginiecie. Tutaj np. nie należy jeść mięsa. Dlaczego? Dowiecie się jak zjecie 🙂 Tutaj nie zaprzyjaźnia się z obcymi. Tutaj nie podróżuje się po zmroku. Tutaj nie pije się niczego, czego sami nie kupiliście w stanie zakorkowanym na amen.

W odróżnieniu od arabskiej afryki północnej zarządzanej i trzymanej w ryzach przez aparat państwowy, w Czarnej Afryce określenie „rząd” oraz „władza” sprowadza się często do przywileju brania łapówek i decydowania kto, za co i w jakiej wysokości tę łapówkę ma wręczyć.  Często ewakuacja będzie niemożliwa, a pomoc dostępna tylko albo poprzez wspomniane łapówki albo na skutek interwencji osób z zewnątrz. Pogromy, wojny plemienne, bunty wojsk – to wszystko prawie codzienność. Prezydenci zjadający swoich politycznych przeciwników podczas przyjęć oraz generałowie siłą wcielający do armii dzieci. W wiele regionów po prostu się nie jedzie – inaczej przez przypadek można znaleźć się w złym miejscu, w złym czasie.

Pomimo niewątpliwego piękna, nie znam bardziej niewdzięcznego regionu. Oto Czarna Afryka. Miejsce, które nie bierze jeńców.

Podsumowanie:

„Podróżowanie to piękna sprawa i jeszcze piękniejsza przyroda”. Tak zwięźle i na temat podsumowałbym wszystko to, co powyżej przeczytaliście. Niemniej nie mówię, że jest to ścieżka dla każdego. Każdy z Was ma swój próg komfortu, poza który nie może – bądź po prostu nie chce – się posunąć. I nic w tym złego. Nie chodzi wszak w podróżowaniu o to, by zdobyć wszystko. Chodzi o to, by poznawać świat a przy okazji poznawać siebie samego.

Jest wiele ścieżek do bycia podróżnikiem. Nigdzie nie jest napisane, że musi to odbywać się zgodnie z zaproponowanymi przeze mnie punktami. Ani ich kompletność, ani kolejność nie jest wymagana. Nie ma tutaj dekalogu.

Przykładem tego może być moja historia. Podróżować zacząłem w wieku dopiero 40 lat. I od razu wpadłem w kategorię nie mieszczącą się w zaproponowanych przeze mnie samego krokach. W pierwszą podróż życia wyruszyłem… na Antarktydę. Tak się jakoś ułożyło. A teraz w czasach koronawirusa i światowego wstrzymania podróży odkrywam… okolice mojego domu.

I tak to się jakoś toczy. Nie chcesz, nawet nie zamierzasz być podróżnikiem, ale tak jakoś to wszystko – nie wiadomo kiedy – się rozwija, i pewnego dnia budzisz się na dachu zrujnowanego wieżowca, gdzieś tam hen-hen na bliskim wschodzie. Wstaje, otrzepujesz kurz z głowy, patrzysz na wschód słońca i mówisz sobie: a to się narobiło!

Każdy ma swoją ścieżkę i swoją kolejność. Z okazji Nowego Roku życzę Wam, żebyście i Wy odkryli swoją. Podróżniczą!

Zdjęcia: Anna Sawińska, Andrzej Sawiński, Sławomir Smoliński, Krzysztof Mazur, Michał Walczewski