Powyżej: Napoleon Orda, „Album Widoków”, 1882, litografia.

Nasz kraj miał w swojej historii kilka stolic: Gniezno, Kraków – czasowo tę funkcję pełniły także Płock, Wilno i Toruń. Od 1568 roku stolicą Polski jest Warszawa. Niewiele osób wie jednak o tym, że gdyby nie szczególny zbieg okoliczności – wielka powódź, która miała miejsce na Mazowszu w drugiej połowie XIV wieku – stolica naszego kraju mogłaby znajdować się dziś w innym miejscu. Mowa o niewielkiej wiosce położonej niecałe czterdzieści kilometrów na południe od Warszawy. Ta wioska nazywa się Czersk.

Pierwsze ślady osadnictwa na wysokim wzgórzu czerskim położonym nad samym brzegiem Wisły datuje się na VI-VII wiek, kiedy to teren ten zamieszkiwały luźne grupy plemion słowiańskich. Na owe lata datuje się próby stworzenia pierwszego na terenie dzisiejszej Polski organizmu państwowego – Państwa Wiślan. Nie przetrwało ono długo, najprawdopodobniej szybko padając łupem agresywnych sąsiadów.

Wzgórze Czerskie początkowo było zasiedlane sezonowo przez plemiona łowiecko – zbierackie, o czym świadczyć mogą odnalezione przez archeologów ślady po szałasach i prostych paleniskach. Gdy jednak do władzy na zachodzie dzisiejszej Polski doszła dynastia Piastów, a równolegle region mazowiecki zaczął rozwijać się cywilizacyjnie, pojawiły się w tym miejscu pierwsze drewniane domostwa z prawdziwego zdarzenia. Wkrótce osada doczekała się także drewnianej palisady.

Mieszkańcy trudnili się rolnictwem i rybołówstwem; czerpali także korzyści z handlu. U stóp osady znajdował się pilnie strzeżony wiślany bród, a dzisiejszy Czersk leżał wtedy na skrzyżowaniu biegnących tędy ważnych szlaków handlowych – ze Śląska, z Bałtyku i z odległej Rusi Kijowskiej.

Ówczesne wzgórze było znacząco niższe niż obecnie; świadczyć może o tym choćby poziom posadowienia fundamentów kościoła świętego Piotra, który wybudowano pośrodku osady w XII wieku. Z trzech stron wzgórze było oblewane wodami Wisły i jej dopływu – rzeczki Czarnej, choć patrząc na zamek dziś wydaje się to wręcz nieprawdopodobne. Obronna lokalizacja nie wystarczyła jednak do zapewnienia mieszkańcom bezpieczeństwa – w 1150 roku gród padł ofiarą najazdu Litwinów, a być może także wojowniczych Jaćwingów. Całe ówczesne drewniane grodzisko zostało doszczętnie spalone.

Wzgórze wyludniło się na wiele lat, a jego mieszkańcy przenieśli się na sąsiednie wzniesienia. Na zniszczonym szczycie okoliczna ludność ulokowała cmentarz, który funkcjonował przez kolejne kilkadziesiąt lat. Jednak pokusa ponownego zasiedlenia wzgórza była silna; w 1224 roku miał już tutaj swoją siedzibę kasztelan mazowiecki.

Budowa nowego grodu postępować musiała szybko, gdyż zaledwie kilkadziesiąt lat później „nowy” gród w Czersku był już postrzegany jako stołeczna rezydencja książąt mazowieckich, a w połowie XIII wieku w Czersku zasiadał już wojewoda reprezentujący samego księcia. Jednak ponownie doszło do najazdu Litewskiego; także i tym razem gród, przynajmniej częściowo, został spalony. Odpowiedzią na kolejny najazd była jego rozbudowa – w końcu władcy Mazowsza dojrzeli do decyzji, która zmieniła oblicze wzgórza na zawsze: drewniane umocnienia postanowiono zastąpić ceglanymi murami.

Budowę dzisiejszego zamku rozpoczęto około 1380, i trwała ona aż do 1410 roku. O tym jak ważna z punktu widzenia książąt mazowieckich była to inwestycja świadczy fakt, że wstrzymana została budowa katedry Św. Jana w Warszawie – pracujących nad nią rzemieślników przeniesiono na kilka lat właśnie do Czerska. Dzisiejsza stolica Polski – wspomniana Warszawa – była wtedy jeszcze poślednią, dużo mniej znaczącą osadą.

Mniej więcej w tym okresie, a może kilka lat wcześniej, doszło jednak do wydarzenia, które zadecydowało o dalszych losach Czerska. Miała miejsce wielka powódź (i być może kilka następujących po sobie znacznych wylewów rzeki w kolejnych latach), w konsekwencji której Wisła zmienia swoje koryto. Na skutek zamulenia spowodowanego znacznymi rozlewiskami główny nurt rzeki odsunął się od zamkowego wzgórza na około dwa kilometry. Dla gospodarki wiejskiej nie był to może wielki cios, ale bardzo dotkliwy dla handlu: znikł naturalny bród rzeczny, którego użytkowanie generowało wysokie dochody. Wkrótce wędrujący szlakami kupcy przenieśli się na północ, w kierunku innych przepraw księstwa Mazowieckiego – pod Warszawę i do Płocka.

Zamożność okolicy spadała stopniowo przez kolejnych kilkanaście lat. Za uciekającym na północ Mazowsza handlem i gospodarką podążyli także książęcy urzędnicy, a wraz z nimi same urzędy. W 1408 roku, pod sam koniec prac budowlanych, władze księstwa przeniosły się ostatecznie z Czerska do Warszawy. Pomimo to budowa zamku została ukończona – twierdza stanowiła wówczas ważny element całej linii podobnych nadgranicznych twierdz księstwa mazowieckiego oddzielających te tereny od Prus i Zakonu Krzyżackiego. Pozostałymi zamkami były zamki w Ciechanowie, Pułtusku, Zakroczymiu i w Nowym Mieście. Jednak rola Czerska była od tej pory już tylko militarna, a nie polityczna.

Ostateczny cios dla zamku w Czersku przyszedł z raczej niespodziewanej strony. W 1526 roku umarł bezpotomnie Książę Janusz III – ostatni książę mazowiecki. Tym samym teren księstwa trafił na stałe pod zarząd Korony i skończyło się marzenie tutejszej linii książęcej o samodzielności (a być może nawet niepodległości). Mazowsze stało się – po wielu latach znacznej niezależności – integralną częścią Państwa Polskiego.

Początkowo zmiana „właścicieli” samemu zamkowi i okolicznym wsiom nie zaszkodziła: został on przekazany Królowej Bonie jako forma „wdowiej odprawy” po śmierci męża, Króla Zygmunta I. Zamieszkała ona na zamku, co podniosło znacznie jego prestiż i znaczenie. Swoisty zapał i instynkt gospodarczy królowej spowodowały, że zbocza Czerska zapełniły się winnicami i innymi szlachetnymi uprawami. Tutejsi rzemieślnicy produkowali świetne futra, a ich produkty spławiane Wisłą do Gdańska trafiały aż na targowiska w Danii i odległej Anglii. Znacząco rozwijał się także przemysł browarniczy; sprowadziwszy z południa europy specjalistów Bona zapewniała swojemu dworowi doskonałe produkty.

Królowa Bona nie miała jednak silnej pozycji wśród polskiej szlachty. Rosnąca w siłę bogata warstwa mieszczan i właścicieli ziemskich nazywa ją wręcz „włoską gadziną”, „wiedźmą” i „drugim smokiem Wawelskim”. Wiele z tych zarzutów wynikało z zazdrości; była ona doskonałą organizatorką, a jednocześnie umiejętnie – ku własnej korzyści – używała posiadanych wpływów na europejskich dworach. Gdy polska szlachta zamiast pracować obrzuca ją inwektywami, ona sama tak odpowiadała na ich zarzuty:

U was [w Polsce – w Koronie i Litwie] du­ka­ty le­żą na goś­ciń­cach. Schy­lić się je­no [wystarczy], a­że­by je zebrać. Nikt nie chce? Tym lepiej dla mnie.”

Mieszkająca w Czersku Bona sprowadziła do Polski włoszczyznę (oczywiście z Włoch, stąd nazwa – włoszczyzna): pomidory, sałatę, szpinak, kalafior, makarony i liczne przyprawy. Jej największy triumf okazał się niestety także jej końcem: na Polski tron udało jej się wynieść swojego syna, Zygmunta Augusta. Ten dość  chwiejny władca w nielubianej przez poddanych matce dopatrywał się źródło swoich licznych niepowodzeń. Podburzony ostatecznie przez szlachtę nakazał własnej matce wyjazd za granicę. W 1556 roku Bona opuściła Czersk, i udała się do Włoch, gdzie rok później została otruta. Dzieło jej życia – Czerskie sady, winnice, browarny – szybko porosły chwastami.

Zaledwie sto lat później, tętniący niedawno jeszcze europejskim życiem Czersk tak skwituje w swoim opisie Mazowsza Jędrzej Święcicki: „Czersk, daw­ny­mi cza­sy naj­znacz­niej­sze miej­sce w wo­je­wództ­wie ma­zo­wiec­kim, nieg­dyś czci­god­nych ksią­żąt sie­dzi­ba, te­raz zaś – li­che mia­stecz­ko. Ni­cze­go w nim nie ma, co­by po­dzi­wu god­nym się wy­da­wa­ło, wy­jąw­szy wa­row­nię za­dzi­wia­ją­cą sa­mą sta­ro­żyt­noś­cią ra­czej niż ob­wa­ro­wa­nia­mi„.

To i tak jeszcze były dobre czasy. Podczas wojen szwedzkich zamek i otaczające go miasto doznają poważnych zniszczeń. Okolica wyludnia się, gospodarka marnieje, zabudowania płoną. Taki opis miasteczka znajdujemy w dokumentach datowanych na 1778 rok:

O­pus­to­sza­ły za­mek sto­i w ru­i­nie; ob­ron­ne je­go mu­ry […] na znacz­nej przes­trze­ni – od stro­ny wsi Ta­ta­ry – le­żą w gru­zach; win­ni­ca znisz­czo­na od nie­przy­ja­cie­la, cze­ladź zaś zam­ko­wą sta­no­wią 3 o­so­by: pod­sta­roś­ci, pi­sarz pro­wen­to­wy o­raz wrot­ny […].”

Wraz z rozbiorami i utratą niepodległości Polski, upada ostatecznie i Czersk. W 1870 roku władze carskie odbierają mu nawet prawa miejskie: znajduje się tu zaledwie kilka drewnianych, mizernych chałup, oraz waląca się ze starości, obskurna karczma. Władze planują nawet rozbiórkę resztek murów oraz wież – na potrzeby innych trwających budów Królestwa Polskiego. Ostatecznie nie dochodzi do tego, choć okoliczne chłopstwo tak czy inaczej ograbia postępującą ruinę z wartościowych cegieł.

W 1868 roku „Tygodnik Ilustrowany” tak oto opisuje pozostałości po zamku, który – gdyby historia potoczyła się tylko trochę inaczej – mógłby być dziś stolicą Polski:

Za­mek ten, głów­na Czer­ska pa­miąt­ka i oz­do­ba, wzno­si się na dość znacz­nym, stro­mym, ku Wiś­le przed inny­mi wys­ka­ku­ją­cym wzgór­ku. Od mias­ta i od ca­łe­go rów­nież wy­nios­łe­go brze­gu od­dzie­lo­nym jest głębokim pa­ro­wem. Wis­ła, któ­ra nieg­dyś tuż pod zam­kiem pły­nąc na­peł­nia­ła za­pew­ne i ten za­głę­bio­ny natural­ny prze­kop, dziś, gdy się od daw­niej­sze­go ko­ry­ta od­da­li­ła na ja­kie pół­to­ra ty­sią­ca, a mo­że i wię­cej kro­ków [1.5 – 2 km], pa­rów wy­sechł sam ze sie­bie.”

Gdyby tylko trochę inaczej potoczyły się losy okolicy? Gdyby nie powodzie i nieokiełznana rzeka Wisła? Kto wie – być może tutaj właśnie, zaraz za wzgórzem, stałby Pałac Kultury. Obok, przy dzisiejszym wiejskim parku, znajdowałby się Plac Defilad, a kawałek dalej – tam gdzie teraz stoi obora pełna krów – wznosiłyby się błyszczące wieżowce. Pobliska Góra Kalwaria byłaby dzielnicą Czerska niczym Mokotów, po drugiej zaś stronie Wisły, tu gdzie teraz są sady pełne jabłoni – kwitłoby „praskie” życie pełne intelektualnych dysput. W odległej zaś o niecałe 40 kilometrów Warszawie spacerowałyby krowy, a tamtejsze lotnisko przeznaczone byłoby wyłącznie dla tanich linii lotniczych. Niczym dzisiejszy Modlin.

Dla mnie osobiście Zamek w Czersku też ma własną, prywatną historię. Tutaj w latach 80-tych uciekaliśmy na wagary. Tutaj kosztowaliśmy pierwszych nielegalnych produktów dla dorosłych. Zabawa na niezabezpieczonych wtedy jeszcze murach polegała zaś na tym, by przejść po murach – od wieży do wieży – nie tracąc jednocześnie życia.

Dziś takich zamków, w których młodzież może zejść z oczu rodzicom, jest już coraz mniej. A szkoda, bo fajnie  było mieć swój własny, tajemniczy zamek 🙂

Ujęcia lotnicze: Latający Szwagier vel Mgła.