Bo dlaczegóż to każdy cmentarz ma być smutny? Przecież do kogoś, kto umarł… też można przyjść w odwiedziny – pośpiewać, powspominać, zapalić z nim na grobie papieroska czy golnąć coś mocniejszego na poprawę zdrowia. I tak właśnie jest na tym niewielkim, wiejskim cmentarzu zagubionym hen gdzieś zupełnie nigdzie wśród pól i wsi środkowej Gruzji. Nawet są ławeczki, żeby się odwiedzającym dobrze siedziało.
Panowie utrwaleni na nagrobnych obrazkach częstują wódeczką, zapraszają na papieroska, uśmiechają się do nas siedząc na swej ulubionej kanapie lub puszczają oczko zza kierownicy najukochańszego samochodu – jak znam życie, to pewnie z tego, w którym rozbili się na drzewie. Czy to źle? Przecież takich ich właśnie zapamiętali przyjaciele i bliscy: wesołych, uśmiechniętych – czasem rubasznych lub nadąsanych. Skoro tacy właśnie byli za życia, to dlaczego mamy ich zapamiętać inaczej, gdy już ich nie ma?
Nie wszystkie groby są oczywiście wesołe. To chyba całkiem nowa moda, mająca nie więcej niż kilkanaście, może maksymalnie dwadzieścia lat. Starsze pomniki prezentują mieszkańców wioski z minami niczym kowbojów na dzikim zachodzie – w czasach, kiedy do zdjęcia można było posiadać wyłącznie poważną minę. Tak więc są tu pomieszani współcześni śmieszkowie z dystyngowanymi przodkami – dziadkami i babciami – co moim zdaniem pięknie współgra. Każde pokolenie miało swoje zasady, swoje gusta, i swój własny styl życia – nawet tego pozagrobowego.
W gruncie rzeczy nie ważne jest gdzie znajduje się cmentarz którego zdjęcia oglądacie; takich jak on w całej Gruzji są setki. Kiedy będziecie pędzić pomiędzy jedną a drugą atrakcją turystyczną zatrzymajcie się choć na chwilę, by zwiedzić jeden z nich. Wszak wkrótce i Wy pójdziecie do piachu – i warto mieć przygotowane zawczasu jakieś uśmiechnięte zdjęcie, które bliscy zamieszczą na Waszym nagrobku. Przecież to niezbyt wygodne mieszkanko pod ziemią czeka na każdego z nas i jakoś trzeba się prezentować, gdy przyjdą do nas goście…








