Pełna współczesna nazwa stanowiska archeologicznego brzmi: Khirbet edh-Dharih. Wyraz khirbet oznacza ruinę, co w tym przypadku sprawdza się idealnie. Ludzie do tej wąskiej i żyznej doliny dotarli już około osiem tysięcy lat temu, w okresie późnego neolitu. Osiedlili się tu za sprawą trzech źródeł wody, które wybijają z podziemi w pobliżu skał. Jak w wielu innych miejscach, w których góry spotykają się z pustynią, tak i tutaj to właśnie woda była najcenniejszym surowcem umożliwiającym przetrwanie.
Możliwość nawadniania spowodowała, że dolina szybo zamieniła się w pole uprawne. To wręcz egipski Nil w miniaturze: wąski i długi pas ziemi uprawnej, otoczony palmami, a w dalszej perspektywie zamknięty w pułapce wysokich skał. Aby zaoszczędzić cenną – nadającą się pod zasiew – ziemię, to właśnie na skałach lokowano budynki, w których mieszkali ludzie.
Khirbet edh-Dharih znajduje się w pobliżu tzw. Drogi Królewskiej, czyli szlaku handlowego prowadzącego w starożytności z Afryki do Mezopotamii. Był to jeden z najsłynniejszych traktów handlowych ludzkości – porównywalny z Jedwabnym Szlakiem czy Drogą Inków. Taka lokalizacja spowodowała, że choć osada nigdy nie rozwinęła się do wielkości miasta, to czerpała korzyści także z bliskości szlaku – głównie z obsługi karawan. W tym kontekście jej nazwa brzmiała Trzecia od Petry.
I to właśnie wtedy, za czasów słynnych Nabatejczyków i ich legendarnego miasta Perta – edh-Dharih przeżywało rozkwit. Na w miarę równej i dość obszernej półce skalnej wzniesiono świątynię, której szczątki widzicie na fotografiach. Gdy Nabatejczycy odeszli w mrok historii, osada przetrwała – choć szybko wróciła na swoje miejsce w szeregu wielu sobie podobnych niewielkich wiosek. Przeżyła czasy helleńskie, rzymskie, bizantyjskie, a także wczesny islam. W końcu jednak wspomnienie o świątyni zatarło się i zaginęło; wieś opustoszała. Odkopano ją w 1818 roku, a badania archeologiczne przeprowadzono w latach 1984 – 2007.
Dzisiejsze ruiny sprawiają wrażenie ponownie nieco zapomnianych. Prowadzi do nich niepozorna boczna droga, w którą praktycznie nie skręcają turyści jadący do Petry. Kręta szutrówka wygląda tak, jakby za chwilę miała się skończyć – i tak też jest. Teren wykopalisk otoczono siatką, i choć jest tu brama, to zamknięta na kłódkę. Pusto jest także w stojącej obok stróżówce, w której jak podejrzewamy można kupić bilety wstępu. Już się martwiliśmy, że nie uda nam się dostać do środka, ale całe szczęście w owej kłódce nikt nie przekręcił zamka – więc wystarczyło ją zdjąć i wejście stanęło otworem.
Nasz 20-minutowy spacer przypominał nieco urbex, bo cały czas nie byliśmy pewni, czy nie obserwują nas bacznie jakieś kamery. Nikt się jednak nie pojawił, a my spokojnie przeszliśmy wzdłuż odkopanych ruin. Najciekawsza jest oczywiście sama świątynia i kilka kolumn, które wciąż stoją na swoim miejscu. Widok uzupełnia panorama otaczających stanowisko gór; niestety był już wieczór więc światło nie pomagało w robieniu zdjęć. Otrzepaliśmy osiadający na nas kurz, i nie spotkawszy żadnej żywej duszy pojechaliśmy dalej…
I tyle.
tetracycline for acne treatment
tetracycline for acne treatment
buy antibiotics online
buy antibiotics online
zyloprim generic
zyloprim generic
doxycycline monohydrate for acne
doxycycline monohydrate for acne
azitromicina bula
azitromicina bula
lasix furosemide price
lasix furosemide price