Operujące na terenie Kambodży wojska w dużym stopniu należały do zewnętrznych interwentów, choć także kambodżańska armia nie stroniła od stosowania min będących formą walki pasywnej. Pamiętać należy także o tym, że mówimy nie tylko o celowo postawionych polach minowych – które znalazły się na mapach, a więc są stosunkowo łatwe do zlokalizowania i zneutralizowania – ale też o różnego rodzaju niewybuchach zalegających głęboko w lasach, a będących pozostałościami po bombardowaniach. Naloty mające na celu niszczenie lokalnej infrastruktury już w trakcie wojny wietnamskiej prowadziły choćby Stany Zjednoczone, które zwalczając słynny logistyczny Szlak Ho Chi Minha nie wahały się bombardować terytoriów sąsiadujących z Wietnamem neutralnych krajów. To właśnie wtedy pierwsze miliony bomb spadły na Kambodżę.
Kolejnym momentem, w którym pola i lasy tego kraju pokryte zostały gęstą siecią pól minowych, były walki toczone przez Czerwonych Khmerów: zarówno wewnątrzkrajowe w ramach wojny domowej, jak i później podczas interwencji wojsk Tajlandii. Ówczesna wojna minowa miała defensywny charakter, co spowodowało, że zakopane w ziemi miny i pułapki stały się jeszcze trudniejsze do odszukania i zneutralizowania – i do dziś tkwią w terenie.
Nie przez przypadek miny nazywa się bronią biedaków. Produkcja tego typu broni jest bardzo tania, a jej wykorzystanie proste. Pola minowe są także bronią skuteczną – kanalizują kierunki natarcia nieprzyjaciela, więc ułatwiające obronę; jednocześnie świadomość u nacierających o czyhającym w ziemi niebezpieczeństwie spowalnia jego ruch, i doskonale sprawdza się jako broń psychologiczna.
Niestety ze względu na swój charakter po zakończeniu działań wojennych ofiarami min najczęściej padają osoby cywilne – głównie zamieszkujące tereny wiejskie, w tym bardzo dużo dzieci. Po wycofaniu się wojsk pola minowe oraz niewybuchy pozostają niewykryte, niosąc śmierć jeszcze przez dziesięciolecia. Sam proces ich usuwania jest niezwykle żmudny: wymaga powolnego przeczesywania terenu centymetr po centymetrze, zwykle w bardzo trudnym terenie takim jak wzgórza, gęste lasy czy podmokłe pola.
Szacuje się, że od chwili zakończenia wojny domowej w Kambodży (połowa lat 90-tych) od min i niewybuchów rany odniosło około 60 tysięcy osób, z czego 20 tysięcy zginęło. Duża część wypadków kończy się amputacją kończyn, a Kambodża jest w czołówce krajów z liczbą amputacji wynikających z eksplozji materiałów wybuchowych. Nawet dziś rocznie dochodzi do około 50 przypadków najścia na minę lub niewybuch.
Obecnie wszystkie popularne turystycznie miejsca tego kraju są dokładnie rozminowane; na niezidentyfikowane pola można natknąć się już tylko głęboko w terenach niedostępnych – takich jak góry czy bagna. O wiele większe ryzyko stanowi prawdopodobieństwo wejścia na przypadkowy niewybuch, zwykle podczas wędrówek poza szlakami na własną rękę. Obecnie zaporowe pola minowe ponownie są ustawiane na północy kraju – ze względu na odnowienie konfliktu z sąsiednią Tajlandią.
Dziś 25 kilometrów na północ do miasta Siem Reap – turystycznej lokalizacji związanej z największą atrakcją Kambodzy, czyli z kompleksem świątyń Angkor Wat – znajduje się prywatne muzeum poświęcone minom i niewybuchom. Można w nim obejrzeć nie tylko znaleziska i rozbrojone elementy min, ale także zapoznać się z historią rozminowywania kraju.
Właścicielem muzeum jest Pan Aki Ra – urodzony w 1970 roku mężczyzna, który w wieku zaledwie pięciu lat został porwany przez oddział Czerwonych Khmerów i nauczony rozstawiać pola minowe. Przez kilkadziesiąt lat swojego życia służył w różnych armiach i zajmował się zadaniami saperskimi; jak opowiada sam położył kilka tysięcy min w lasach, na drogach, w zasadzkach. Po zakończeniu wojen wrócił w końcu do swojej wioski, gdzie postanowił wykorzystać nabyte umiejętności – jednak tym razem, by rozbrajać miny.
Początkowo robił do ręcznie, różnymi domowymi sposobami. Założył także wraz z żoną niewielkie schronisko dla dzieci, które straciły kończyny po wejściu na minę i jako kalekie zostały porzucone przez rodziców. W 1997 roku otworzył niewielkie muzeum, w którym prezentował rozbrojone przez siebie egzemplarze min i bomb lotniczych – za wstęp inkasował od zagranicznych turystów po 1 dolarze; uzyskane w ten sposób fundusze przeznaczył na zakup bardziej profesjonalnego sprzętu saperskiego. Niestety w 2006 roku lokalne władze nakazały zamknąć mu ten obiekt.
Dopiero rok później dzięki wsparci finansowemu organizacji międzynarodowych udało mu się ukończyć budowę nowego muzeum, które nazwał Muzeum Min Lądowych. W 2010 roku został wybrany przez amerykańską stację telewizyjną CNN do grona największych bohaterów cywilnych spośród 10.000 nominowanych osób.
Dziś w muzeum nadal można oglądać wydarte z ziemi eksponaty. Zgromadzono tu nie tylko sprzęt wojskowy, ale historyczne tablice ostrzegające mieszkańców wiosek o zagrożeniu: zabraniające wypalać trawy, pozyskiwać metal z niewybuchów itd. Wstrząsające są rysunki dzieci przedstawiające wojnę oraz ofiary min. To zagrożenie jeszcze przez kilka pokoleń tkwić będzie w umysłach mieszkańców znacznej części Kambodży.
Jak pisze na swojej stronie internetowej Pan Aki Ra:
„Byłem dzieckiem-żołnierzem. Podkładałem te miny. Teraz spędzam każdy dzień na wyciąganiu ich z ziemi – bo żadne dziecko nie powinno nigdy nadepnąć na to, co pomogłem zasadzić”.