W trwającej obecnie epoce hałasu i darcia przysłowiowego ryja – czym głośniej, tym lepiej – niemal zapomnieliśmy, że można inaczej. Większość twórców rolek i filmików przekonuje nas do tego, że czym głupiej – a najlepiej z obłędem w oczach – tym lepiej. Tymczasem mój podróżniczy przyjaciel Paweł udowadnia, że istnieje także inna ścieżka snucia opowieści. Zobaczcie jego krótki filmik…

Choć bawełnę uprawiano na terenach Azji Centralnej już wieki temu, to na prawdziwie przemysłową skalę rozpoczęli jej produkcję dopiero sowieccy kołchoźnicy w latach 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku. Wystarczyła pozytywna opinia kilku geniuszy socjalizmu, by na bezkresnych (jak mogłoby się wydawać) stepach Azji stworzyć największe na świecie pola uprawne jednej tylko rośliny.

Po zakończeniu II wojny światowej Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich imponował przemysłem ciężkim – fabryki, huty i kopalnie wyrastały niczym grzyby po deszczu od zachodnich kresów Ukrainy, aż po położony nad Pacyfikiem Władywostok. W najszczęśliwszym kraju świata było wszystko, czego tylko dusze robotników mogłyby zapragnąć – karabiny, czołgi, a nawet odrzutowce – wszystko rosło na drzewach wraz z gruszkami. Zazdrośni o owo szczęście kapitaliści uknuli jednak podły spisek: najpierw zrzucili z samolotów stonkę, poprawili rzeżączką, a następnie wprowadzili ograniczenia w eksporcie do Kraju Rad wielu ważnych towarów; w tym rolnych i spożywczych.

Uzbekistan, pole bawełny

Imperium Stalina nie było jednak krajem zbudowanym z tektury; tego typu problemy zaopatrzeniowe rozwiązywano jednym pociągnięciem długopisu. Do dziś znany jest dowcip o tym, jak to rosyjskim kosmonautom wydano rozkaz lądowania na Słońcu:

– Ale Panie Komisarzu! – zwrócił uwagę jeden z kosmonautów – Przecież na Słońcu jest ogromna temperatura; spłoniemy podczas lądowania…

– Nic się nie martwcie, towarzyszu – odpowiedział Komisarz – Najwyższa Rada Związku Radzieckiego rozwiązała już ten problem. Polecicie nocą!

I tak właśnie rozwiązywano w ZSRR – w duchu walki z kułakami, lekarzami i naukowcami – większość gospodarczych problemów. Gdy zaczęło więc w fabrykach za sprawą kapitalistycznego embarga brakować materiałów na ubrania dla robotników, Stalin i jego Drużyna spojrzeli na mapę, stuknęli palcem w step, i zakomunikowali:

– O tu jest dużo wolnego miejsca. Zasiejcie tam bawełnę!

Uzbekistan, pole bawełny

Chyba nikt nawet się specjalnie nie zdziwił – wszak pamiętano doskonale, jaki los spotkał tych, którzy w latach 30-tych zaprotestowali przeciwko ogólnopaństwowemu programowi uprawy kukurydzy. A było to tak: radzieccy naukowcy zaznajomili się z teorią ewolucji, która głosiła, iż wszelkie istoty (w tym rośliny) potrafią przystosować się w drodze doboru naturalnego do zmiennych warunków środowiska. Było wiadomym, że kukurydza na stepach nie rośnie, ale… uznano, że roślina się dostosuje – wystarczy wysiać jej odpowiednio dużo. W końcu sam rachunek prawdopodobieństwa wskazywał, że któreś z ziarenek się dostosuje i rozmnoży. Ponieważ jednak mimo pięknej teorii kukurydza rosnąć nie chciała, to najpierw rozstrzelano wąskie grono specjalistów (którzy tłumaczyli, że to tak nie działa), a potem całe wsie chłopów – najwidoczniej współpracujących z kapitalistami. Na koniec wręczono pomysłodawcy całej akcji ORDER, a winą obarczono wróble.

I dokładnie tak samo – choć kilkadziesiąt lat później – postanowiono zrobić z bawełną. Było wiadomym, że roślina potrzebuje ogromnych ilości wody, której na stepach nie było… ale uznano, że chcieć znaczy móc: zaorano milion hektarów stepu z myślą, że bawełna sobie poradzi – bo jak nie, to kula w łeb (choć w tym przypadku kula w pączek)

Uzbekistan, pole bawełny

Oczywiście wyszło jak zawsze: roślina nie chciała współpracować z komunistami, podejrzanie więdnąc i nie dając plonów. Przyznano, że rzeczywiście bez wody się nie da – nawet pod presją bagnetów. I wtedy kolejny geniusz socrealizmu rolnego wpadł na pomysł, by suche pola nawodnić: przecież na zachód od stepów leży wielkie jezioro zwane Morzem Aralskim! Wody w nim jest pod dostatkiem! Nawodnimy towarzysze? Nawodnimy!

Był jednak mały problem: Jezioro Aralskie było trochę za daleko. Problem rozwiązano w myśl starej zasady: nie chciał Mahomet wejść na górę, to mu górę przyniesiono. Z całego Związku Radzieckiego na gorące azjatyckie równiny przyjeżdżały brygady robotnicze kopać kanały. Powstała ogromna sieć melioracyjna pokrywająca suchy step – o łącznej długości kilku tysięcy kilometrów. Do dziś w wiejskich zakątkach byłego Związku Radzieckiego funkcjonuje etos tamtych czasów; mit o ujarzmieniu nieużytków. W porzuconych już dziś kanałach nadal można zaś napotkać zardzewiałe, popsute ogromne koparki. Część z Was zapewne słyszała o pomyśle wykorzystania ładunków jądrowych do przebijania łańcuchów górskich – by zmienić bieg rzek – prawda? Woda z tych odwróconych rzek miała także zasilać bawełniane pola; na szczęście znalazł się ktoś, kto postawił znak stopu dla tego szaleńczego pomysłu – inaczej step świeciłby dziś nocami…

Uzbekistan, pole bawełny

Cały ten ogromny program uprawy bawełny na azjatyckich stepach przez chwilę wydawał się wielkim sukcesem.. ale tylko przez chwilę. Choć Jezioro Aralskie wydawało się ogromne, to nie ma tak wielkiej góry piachu, której komunizm nie jest w stanie wyczerpać. Na wyhodowanie jednego kilograma bawełny trzeba od 8.000 do nawet 22.000 litrów wody (dla porównania także całkiem wodopijne pomidory potrzebują 1 litr wody dziennie na pojedynczy krzak). W efekcie już na początku lat 70-tych XX wieku okazało się, że wody w Morzu Aralskim zaczyna brakować – na potrzeby bawełnianego rolnictwa czerpano jej tak dużo, że poziom jeziora zaczął opadać. Szczegółowo proces ten opisałem w moim artykule o podróży do Aralska w Kazachstanie – ZOBACZ

Jezioro Aralskie zasilały w tym czasie dwie duże rzeki: Amu-daria, i Syr-daria. Obie miały tego pecha, że płynęły przez tereny radzieckie – więc także z nich kradziono wodę, by rozprowadzać ją po polach uprawnych. Na efekt kumulacji nie trzeba było długo czekać: wodę z jeziora zabierano kanałami, dopływy praktycznie wyschły, a zwiększona powierzchnia upraw i melioracji potęgowała efekt parowania. Cały misterny plan poszedł w piach; step wysechł, jezioro zwane kiedyś dumnie Morzem Aralskim zmniejszyło się do poziomu bajorka, a bawełna przestała rosnąć. Wykonane wielkim nakładem sił kanały nawadniające zasypał kurz, i komunistyczne eldorado skończyło się tak, jak wszędzie indziej.

Uzbekistan, pole bawełny

Dziś pola bawełny wciąż można spotkać w rolniczych regionach Uzbekistanu, Kazachstanu czy Kirgistanu – lecz w ograniczonej wersji. Zostało zaledwie kilka procent dawnej produkcji: dokładnie tyle, na ile wystarcza wody. Kosmonauci Związku Radzieckiego nie polecieli na Słońce, a kraj nie został bawełnianym imperium – rozpadł się w końcu pod ciężarem własnej głupoty.

Podczas podróży po Uzbekistanie mieliśmy przyjemność przespacerować się po jednym z takich bawełnianych pól. Poszukiwaliśmy starożytnych grodzisk którymi usłany jest step, i właśnie pomiędzy dwoma takimi obiektami zrobiliśmy sobie krótką przerwę. Bawełniana roślinka jest zaskakująco sympatyczna: aż trudno uwierzyć, że takie maleństwo przyczyniło się do gospodarczej ruiny Imperium Zła. Białe puszki są delikatne w dotyku, pachną jak młode kocięta, a człowiekowi aż trudno się od nich oderwać. Pączki skryte są przez większość swojego życia w niezwykle twardych łuskach, które dopiero pękając odsłaniają swój skarb – Białe Złoto, jak mawiano w ZSRR. Tymi niezwykłymi puszkami mógłbym obłożyć się i pójść w nich spać – jestem pewien, że byłby to mój najlepszy sen w życiu!

Uzbekistan, pole bawełny

No ale miało być o Pawle. Zachęcam Was do obejrzenia krótkiego filmiku dołączonego do tego wpisu. Paweł opowiada o bawełnie w swoim pięknym stylu: powoli, spokojnie, bez robienia z siebie internetowego głupka. To zupełne zaprzeczenie tego, co każdego dnia wylewa się na nas z mediów społecznościowych. Niemal już zapomniałem jak piękna może być normalna mowa; chciałbym umieć opowiadać tak, jak on to robi.

W zeszłym roku miałem wątpliwą przyjemność oglądać filmiki z wizyty w Polsce niejakiego Speediego. Głupek latał jak ostatni debil po sklepach i darł się przy każdej nadarzającej się okazji: w ten sposób zostając jednym z najbardziej rozpoznawalnych i oglądalnych youtuberów świata. Paweł jest jego absolutnym przeciwieństwem; jest osobą, której słucha się z przyjemnością. To przykre, że świat uległ kretynom przedkładającym głośność nad treść. Paweł to ginący gatunek; dziś nawet w radio – niegdysiejszej ostoi pięknej mowy – występują głównie krzykacze.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Kliknij znaczniki na poniższej mapie.

Uzbekistan – więcej losowych materiałów z wypraw:

Przyroda – więcej losowych materiałów z tej kategorii: