Wielu z nas przekonanych jest, że Halloween do święto pochodzące z Ameryki – podobnie jak McDonald’s, futbol amerykański, wyścigi monster trucków, black friday czy występy seksownych cheerleaderek. Na pierwszy rzut oka jest to prawda, gdyż to właśnie w USA skomercjalizowano współczesne święto zmarłych opakowując je w nowoczesny marketing. Jednak w rzeczywistości zwyczaj przebierania się za martwych jest kontynuacją liczącej sobie tysiące lat dużo ciemniejszej tradycji – pełnej lęków, strachu i woli przetrwania. Zapraszam Was na opowieść o genezie Halloween.

W środkowej Irlandii – w leżącym około 150 kilometrów na zachód do Dublina hrabstwie Roscommon – znajduje się starożytne stanowisko archeologiczne Rathcroghan. Określenie starożytne pasuje tu idealnie, gdyż ów niezwykły twór ludzkiej kultury powstał pomiędzy sześć a cztery i pół tysiąca lat temu. Zamieszkujący wówczas tereny dzisiejszej Irlandii ludzie byli członkami plemion wywodzących się wprost z neolitu – prawdopodobnie byli oni przodkami Piktów – których w późniejszych epokach zastąpili migrujący z terenów Europy Środkowej Celtowie. Już samo to wskazuje o jak starożytnej kulturze rozmawiamy… o przodkach przodków… przodków.

Rathcroghan zajmuje typową zieloną Irlandzką równinę; i składa się z ponad dwustu w większości nigdy nie odkopanych tajemniczych kopców i budowli ziemnych. Powierzchnia zespołu archeologicznego wynosi ponad sześć kilometrów kwadratowych; zlokalizowane w tym obszarze ruiny – pokryte soczystą roślinnością – widać w większości dopiero z powietrza. Nie bez powodu część badaczy uważa, że Rathcrogha to nie tylko jedna z najstarszych królewskich metropolii Europy, ale także największa z wciąż nieodkopanych. Prace badawcze prowadzono tu tylko przy wybranych obiektach; pod ziemią wciąż znajduje się tu prawdziwa archeologiczna terra incognita.

Irlandia, Oweynagat Cave, czyli portal do Piekła

Najbardziej znaczącymi budowlami rozsianymi po równinie są potężne ziemne kopce. To na ich szczytach odbywać się miały religijne rytuały oddające cześć siłom natury. Biorąc pod uwagę ich rozmiary naukowcy szacują, że tego typu wydarzenia przyciągały dziesiątki tysięcy osób z najbardziej nawet odległych zakątków wyspy. Kiedyś Rathcrogha był bijącym sercem Irlandii.

Z tego powodu w okolicy powstawały nie tylko domy, ale także cmentarzyska… możliwe jest, iż cały zajmowany przez tę zaginioną kulturę teren był w zamierzchłych czasach jednym wielkim cmentarzem. Nie należy jednak oceniać tego faktu z perspektywy naszych dzisiejszych doświadczeń: tysiące lat temu groby koegzystowały bardzo silnie z miejscami zasiedlonymi przez ludzi; zarówno zmarli jak i żywi zajmowali tę samą przestrzeń. Kurhany oraz cmentarzyska były elementami integrującymi żywych i martwych; dla żywych codzienny kontakt z ciałami martwych był jednym z elementów identyfikujących wspólnotę i tradycję plemienia.

Irlandia, Oweynagat Cave, czyli portal do Piekła

Pisze o tym dlatego, byśmy patrząc na tak odległe czasy mogli dobrze zrozumieć perspektywę: kiedyś ludzie żyli razem ze zmarłymi, mając ich niemal na wyciągnięcie dłoni. W wielu kulturach należało to zresztą rozumieć wręcz dosłownie: zmarli byli grzebani pod polepą izby, za ścianą, w piwniczce pełniącej jednocześnie rolę magazynu. Przez tysiące lat ludzie nie pozbywali się swych ojców, dziadków i matek przenosząc ich ciała na odległe od miejsca zamieszkania cmentarze; zmarli – choć już nieżywi – wciąż byli blisko swych rodzin.

Dopiero w XX-wieku zaczęliśmy pozbywać się naszych martwych w tak drastyczny i nagły sposób: przychodzi wiadomość ze szpitala, że członek naszej rodziny zmarł – a jego ciało momentalnie znika z naszego horyzontu percepcji. Martwy staje się podmiotem firm pogrzebowych, obiektem procedur, urzędów, podpisów; zmarły dosłownie znika z naszego otoczenia. Tymczasem przez tysiące lat martwe ciała wciąż funkcjonowały obok żywych, prowadząc niejako równoległe istnienie.

Wyobraźmy sobie ówczesną wczesnopiktyjską osadę: luźno rozrzucone chaty, pomiędzy którymi wznosiły się mniejsze i większe kurhany. Polne ścieżki, zagrody dla bydła, obszerne place zgromadzeń oraz mniejsze i większe groby traktowane niemal jak integralna część domostw. Kilka razy w roku w takie miejsca schodziły się plemienne tłumy, by wspólnie obchodzić ważne święta.

Jednym z takich wydarzeń było Samhain – gaelickie święto oznaczające początek ciemnej części roku. Było to jedno z najważniejszych świąt, którego geneza niknie w mrokach historii. Wyobraźnię ludzi od najdawniejszych czasów rozpalały dwa magiczne cykle: cykl życia i śmierci, oraz cykl następujących po sobie pór roku. Samhain obchodzono wraz z końcem sezonu żniw i jesieni – w ramach przygotowań do nadejścia zimy. Wiele wskazuje na to, że w Rathcroghan spotykały się ze sobą oba te cykle: na przełomie dzisiejszego października i listopada na ogromnym zamieszkałym cmentarzysku tysiące mieszkańców odprawiało wspólnie ceremoniał nadejścia nocy.

Mrok od zawsze idealnie koegzystował ze śmiercią; szedł z nią krok w krok. Gdy nasi przodkowie grzebali zmarłych w trzewiach jaskiń, obszar przy wejściu – do którego docierały jeszcze promienie słońca – przeznaczony był dla żywych, a tunele w których panował wieczny mrok – dla martwych. Czasem te dwie strefy dzieliły zaledwie metry; i gdy żywy udawał się w odwiedziny do martwych, opuszczał bezpieczną jasność wchodząc w niepokojącą ciemność.

Kultury neolityczne, które przywędrowały do Europy wiele tysięcy lat temu z Anatolii (dzisiejsza środkowa Turcja), przyniosły ze sobą niezwykły wynalazek i rytuał: zmarłych grzebano w kurhanach. Wewnętrzna komora przeznaczona na ciała zmarłych czasem obłożona była kamieniem, a czasem tylko drewnianym szkieletem. Do środka często biegł tunel, który umożliwiał odwiedzanie zmarłych i podtrzymywanie więzi społecznych. Całość przykrywano ziemią i darnią; zespół takich kurhanów stawał się pulsującym sercem plemienia.

Oweynagat Cave, Portal do Piekła

Odwiedzanie zmarłych nie było procesem jednokierunkowym: ludzie wierzyli, że nie tylko oni doglądają swych przodków, ale i zmarli odwiedzają ich – otaczają opieką, bronią przed nieszczęściami, ale także ulegają kaprysom i zachciankom. Nie śmiejmy się z tego, bo z tych właśnie przekonań wyewoluowała później wiara w życie pośmiertne, zmarłych obcowanie oraz lęk przed duchami. W blasku dnia każdy jest bohaterem – ale w ciemnościach, pośrodku cmentarza, każdy szmer, szept czy ruch liści wciąż potrafi nas przerazić. Żyjący tysiące lat temu ludzie żyli praktycznie wśród cmentarzysk; obok swoich bliskich, którzy choć już odeszli, to wciąż byli na wyciągnięcie ręki.

Każdego roku wraz z końcem jesieni plemiona świętowały nadejście mroku; wiedziano, że wkrótce noc zapanuje nad światem. Składano ofiary – także z ludzi – by przebłagać urażonych martwych, by zyskać ich przychylność, by nasycić ich potrzeby. Noce stawały się coraz dłuższe, a martwi wychodzili na powierzchnię, by wędrować pomiędzy domostwami: to był ich czas, ich potrzeba, ich prerogatywa. Oznaki wędrówek nieżywych dostrzec można było wszędzie; choćby w przyrodzie – dotknięte oddechem zmarłych drzewa zrzucały liście, nadepnięte stopami trawy blakły, szron zaś był oznaką bliskości ostygłych ciał.

Oweynagat Cave, Portal do Piekła

Pośrodku obszaru zajmowanego przez Rathcroghan znajduje się niezwykłe miejsce. To jaskinia Oweynagat, do której prowadzi niezwykle wąskie i niemal niewidoczne wejście. Jest to wapienna czeluść o kształcie sztyletu, mierząca zaledwie 37 metrów długości. Jest zaskakująca, bo znajduje się na zupełnie płaskim polu – trudno wytłumaczyć jej istnienie, gdy nie można oprzeć się na nowoczesnej wiedzy o geologii.

Nasi przodkowie bez względu na to, jaki zamieszkiwali kontynent, zawsze posiadali kilka cech wspólnych: jedną z nich była potrzeba tzw. domknięcia poznawczego. Zawsze potrzebowaliśmy wyjaśnienia tego, co widzieliśmy, czego doświadczaliśmy, co nas spotkało. Owo pragnienie zrozumienia dręczyło także starożytnych mieszkańców Rathcroghan – jeżeli świat zmarłych był światem ciemności, a wśród pobliskich pól znajdowała się jaskinia, której wnętrze spowijał mrok – to musiał być to podziemny świat zamieszkały przez martwych. Uznano, że stąd właśnie wychodzili oni na powierzchnię gdy nadchodziły długie zimowe wieczory – gdy zima przejmowała we władanie otaczający świat.

Oweynagat Cave, Portal do Piekła

Oczywiście nasi przodkowie nie byli idiotami: potrafili zejść do jaskini świecąc sobie pochodniami. Widzieli, że martwych tam nie ma, ale… uznali, iż wnętrze jest bramą do zaświatów – przejściem, które otwiera się w chwili, gdy świat spowije mrok. Dopiero wtedy zmarli wstawali, wychodzili na zewnątrz i snuli się długimi nocami pomiędzy domostwami: w poszukiwaniu ofiar, które mogliby zabrać ze sobą do podziemnego świata.

Zimą ludzie marli z najróżniejszych powodów; ich ciał nie można było jednak pogrzebać, gdyż uniemożliwiała to zamarznięta ziemia. Wynoszono więc truchła przed domu, przed zagrodę – by doczekały wiosny. Bywało i tak, że zwłoki ginęły porwane przez zwierzęta. Wierzono, że to włóczący się nocami martwi zabierają ciała do siebie; by żywić się nimi, jeśli złożone jesienią ofiary były zbyt skromne…

Oweynagat Cave, Portal do Piekła

Ale jak przetrwać, gdy zimą – w ciemnościach nocy – chodzili martwi? Rozwiązanie było zaskakujące: ludzie mieszkający w okolicy jaskini zaczęli przebierać się za stworzenia z zaświatów: za zmarłych, za przodków, za istoty, których ciała były już zgniłe i robaczywe. Nakładali na siebie maski, zwierzęce szczątki, skóry, kości, wnętrzności. Wierzono, że martwy wędrujący nocą po powierzchni ziemi szuka żywych… i inni martwi go nie zainteresują – wystarczyło więc, by wyglądać jak jeden z nieżywych, by ocalić życie.

Jak mówią legendy mieszkańcy tych odległych czasów w dniu przesilenia zimowego przebierali się za martwych, by zmylić polujących nieżywych wychodzących z otwierającego się portalu w jaskini Oweynagat. Zwyczaj ten przejęli Piktowie, potem Celtowie, a w końcu średniowieczni mieszkańcy Irlandii.

Wraz z wielkim głodem wywołanym w pierwszej połowie XIX-wieku przez zarazę ziemniaczaną, miliony Irlandczyków wyemigrowały do Ameryki Północnej, by tam szukać lepszego życia. Wraz z nimi zawędrowały do Nowego Świata opowieści o chodzących nocami ludziach przebranych za trupy; te zaś – po wrzuceniu w tygle marketingu – przekształciły się w zabawkowy i nieco śmieszny Halloween. Pamiętajmy jednak o tym, że miejsce w którym rozpoczęła się cała ta niezwykła historia, wciąż istnieje. Byłem tam, widziałem, zajrzałem do ciemnego wnętrza portalu prowadzącego w zaświaty.

Informacje praktyczne:

Jeszcze kilka lat temu do jaskini Oweynagat można było swobodnie wchodzić. Niestety kilka lat temu tunel do głównej komory został zabezpieczony stalową kratą zamykaną na kłódkę. W teorii klucz można wypożyczyć w pobliskim centrum obsługi ruchu turystycznego; w praktyce jest to bardzo trudne – nam odmówiono, informując, że dostać się do środka możemy wyłącznie gdy Visitors Center zorganizuje specjalne grupowe zwiedzanie z przewodnikiem. Terminów takich wejść trzeba szukać na stronie ośrodka, i należy zarezerwować miejsce z wyprzedzeniem. „We własnym zakresie” można natomiast przeczołgać się tylko kilkanaście pierwszych metrów przez kamienny pasaż prowadzący do jaskini.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Kliknij znaczniki na poniższej mapie.

Irlandia – więcej materiałów z wypraw:

Podziemia – więcej materiałów z tej kategorii: