Biblia – a zwłaszcza jej starsza cześć, czyli Stary Testament – obfituje w bitwy, rzezie i pogromy – w wydarzenia, od których niejednemu współczesnemu nam czytelnikowi włosy powinny stawać dęba. Święta Księga opisuje ze szczegółami historie, na których kanwie mógłby powstać niejeden hit Netflix-a; jest tu dosłownie wszystko – zabójstwa, oblężenia, bohaterowie romantyczni… a także seks w wersji, jaka nawet dziś byłaby trudna do zaakceptowania.

Biblijne Morze Martwe - współcześnie

Już pierwszy przykład – zesłany przez miłosiernego Boga Potop, który zabił niemal cała ludzkość – pokazuje, że władza religii opiera się na strachu jej wyznawców przed karą. By się jednak zacząć bać, musisz najpierw zostać wyznawcą – nie da się przecież bać boga, w którego się nie wierzy. Czy boicie się Allaha, że ześle na Was trąd? Albo syryjskiego Baala, że upiecze Was w żywym ogniu? Nie! Dlatego, że cudzych bogów boimy się rzadko.

Religie kuszą nas nagrodami, niestety zwykle dostępnymi dopiero po śmierci. Wyznawcy mogą liczyć na lepsze życie w zaświatach, na 72 dziewice gotowe na każde skinienie, albo na miejsce przy stole biesiadnym Odyna – wraz z innymi wielkimi wojownikami. Religie to konkurs przypominający nieco dzisiejszą politykę – kto obieca więcej, tego będziemy czcić.

Ale nagroda w zaświatach nie jest jedynym, co mogą zaproponować nam różne religie. Dla tych, którzy nie chcą czekać do śmierci – czyli dla tych bardziej niecierpliwych – są też nagrody dostępne jeszcze po tej stronie życia. Atrakcyjna ścieżka kariery zawodowej, możliwość mówienia innym jak mają żyć – to cą całkiem fajne i pożądane bonusy. Wyobraźmy sobie taką na przykład Krucjatę: koncepcja Świętej Wojny oferuje nam prawo do zabijania bliźnich, i może ze zwykłego mordercy zrobić bohatera – tu i teraz. W imię wyższej sprawy można zostać katem, handlarzem niewolników, łowcą niewiernych lub gwałcicielem wymierzającym sprawiedliwość. Przekaz jest jasny: nawet jeżeli coś nabroisz, to za sprawą religii możesz zostać ułaskawiony i wyniesiony na ołtarze.

Kiedyś Słońce było Bogiem

Weźmy na przykład takiego Proroka Abrahama. Dobry i sprawiedliwy Bóg każe mu zabić własnego syna tylko po to, by sprawdzić, czy bez szemrania wykona jego polecenie; czy jest w stanie dopuścić się ohydnego czynu wyłącznie po to, by spełnić jego wolę. Abraham decyduje się poderżnąć synowi gardło i wypełnia w ten sposób pewnego rodzaju rytuał przejścia – niczym ostateczny test w meksykańskim gangu; zabij i pokaż, że jesteś częścią kartelu. Nie ma znaczenia, że w ostatniej chwili Bóg wstrzymuje rękę Abrahama – przecież podjął już decyzję synobójstwa; zostanie ona na zawsze w jego duszy.

Słynne słowa legata papieskiego Arnauda Amaureya wypowiedziane podczas rzezi miasta Béziers w 1209 roku – „Zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich” – nie pozostawiają wątpliwości. W strefie moralnej w imię Boga można zrobić wszystko; bo Bóg tak chce, i jako stworzyciel jest ponad prawem, ponad zasadami i ponad własnym przykazaniem „nie zabijaj”.

No ale do rzeczy, czyli do treści dzisiejszego artykułu. Jedną z moich ulubionych biblijnych opowieści jest ta, która opowiada o zagładzie Sodomy i Gomory – oraz o losach jedynego ich sprawiedliwego mieszkańca, niejakiego Lota wraz z rodziną. Biblijna Sodoma i Gomora to dwa spore miasta, które w czasach prehistorycznych leżały nad Morzem Martwym; nad niezwykłym akwenem rozdzielającym dziś Jordanię i Izrael

Prehistoryczne osiedla ludzkie nad Morzem Martwym

Mieszkańcy Sodomy i Gomory podpadli Bogu. Trudno dokładnie powiedzieć z jakiego powodu – oficjalnie mówi się, że byli rozpustni, grzeszni, zepsuci i niemili dla przejezdnych. Reprezentowali moralne dno, choć wyraz ten jest przecież bardzo elastyczny; każda kultura ma swoje normy, zasady i obyczaje, które sama zdefiniowała jako moralne. Wyraz moralność nie ma uniwersalnego znaczenia: na przykład jedna żona dla dwóch mężczyzn – dla nas moralny skandal, ale w wielu górskich społecznościach praktykowany choćby ze względu na brak odpowiedniej liczby kobiet (inną odmianą tego zjawiska jest adopcja rodzinna polegająca na tym, że mąż poślubia także siostrę żony, która została bez męskiego opiekuna). Albo jedzenie mięsa konia – u nas, w Polsce co najmniej dziwne: jak można zjeść biednego konika, najlepszego przyjaciela człowieka! Tymczasem włosi wcinają koninę, że aż im się uszy trzęsą.

Tak więc w biblijnej opowieści o dwóch zdeprawowanych miastach nie chodzi o to, że ich mieszkańcy byli niemoralni – bardziej prawdopodobne jest, że nie stosowali się do moralności kogoś innego, do moralności w wersji, którą ktoś chciał im narzucić. Pamiętajmy, że w tamtych czasach każde plemię – a często wręcz każde miasto – miało własnych bogów, własne rytuały i własne zasady; własną moralność. Jedni składali ofiary z kozłów, inni z ludzi, a jeszcze inni uważali, że wystarczą kadzidełka. Niestety dzięki takim różnicom rzadko kiedy wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Morze Martwe - strefa śmierci

I w takim to właśnie społecznym otoczeniu żył sobie Lot wraz z rodziną. Musiało mu się tam w miarę dobrze powodzić, skoro doczekał się dwóch ładnych, prawie dorosłych córek – skoro sąsiedzi nie zabili go za to, że wyznawał innego boga, to nie mogli być tacy źli. Jednak zazdrosnemu bogu Lota nie spodobała się taka sytuacje; zaczął szukać pretekstu, by zniszczyć oba miasta. Albo zaczną we mnie wierzyć, albo ja ich wymorduję – mniej więcej tak musiał brzmieć przekaz, który aniołowie przynieśli pewnego razu do Lota.

Sprawiedliwy Lot wstawił się za sąsiadami, bo pewnie trochę było mu wstyd za swojego stwórcę. Ależ bogu – powiedział – oni przejdą na naszą stronę, daj im szansę. Pójdę i pogadam z nimi. Znajdę kilku chętnych! – No i Bóg się zgodził – Jeżeli w mieście znajdziesz dla mnie wyznawców, to swoich przecież nie będzie zatapiał w ogniu piekielnym. Idź i spróbuj!

Misja Lota skazana była jednak na klęskę. Wśród mieszkańców Sodomy i Gomory nie znalazł on ani pięćdziesięciu, ani dziesięciu, ani nawet trzech chętnych na zmianę wiary. Nie uwiodła ich najwidoczniej wizja płonącego i gadającego krzewu zakazującego jeść kiełbasę w piątek. Wizja piekła za byle nieposłuszeństwo także nie brzmiała nazbyt atrakcyjnie….

Prehistoryczni mieszkańcy wybrzeża Morza Martwego

Tak więc znając już z innych opowieści zamiłowanie biblijnego boga do karania niedowiarków śmiercią nie powinniśmy się dziwić, że uznał on, iż z tej mąki nie będzie chleba. Aby rozwiązać problem postanowił użyć metody, która działała zawsze – sprowadzić klęskę, która pozabija wszystkich. Swoich oczywiście się uratuje, by mogli głosić Chwałę Pana; ktoś przecież musi być świadkiem ukarania winnych – inaczej cały ten raban nie miałby sensu. To dlatego w średniowieczu na egzekucje spędzano wszystkich mieszkańców wiosek – czasochłonne palenie na stosie czarownic nie miałoby racji bytu, gdyby znikł aspekt zastraszania.

Wyszedł więc Lot z miasta, wraz z żoną i córkami. Bóg zakazał im oglądać się za siebie, żeby nie było za łatwo. To dość popularna zasada opisywana w wielu legendach: zakaz oglądania się za siebie to synonim zerwania z przeszłością. Nie patrz wstecz, przed Tobą nowe życie! Oglądają się za siebie tylko Ci, którzy nie są pewni swojej decyzji, którzy myślami nadal są gdzieś indziej. Oglądanie się za siebie to oznaka słabości i niezdecydowania. W żadnej korporacji nie potrzeba tego typu zerkaczy w tył.

Prehistoryczni mieszkańcy wybrzeża Morza Martwego

Tak się jednak pechowo wydarzyło, że żona Lota nie zwalczyła emocji; odwróciła się, by ostatni raz spojrzeć na swoje dawne miasto, i na los przyjaciół, których tam zapewne zostawiła. Na tego rodzaju niesubordynację czekał miłościwy Bóg – jeb, i zamienił ją w słup soli. Mógł oślepić, przewrócić, złamać rękę czy obrzucić deszczem żab… ale nie, wolał od razu zabić.

Tego dnia Bóg jak doskonale wiecie wymordował wszystkich mieszkańców Sodomy i Gomory. Trudno powiedzieć dokładnie w jaki sposób, ale prawdopodobnie zrzucił na nich meteoryt, który załatwił sprawę widowiskowo i skutecznie. Nie słuchasz mnie, nie podporządkowujesz się – to giniesz. Mantra prosta i zapada w pamięć. Żeby nikt nie plotkował, że mogło to być niesprawiedliwe – przylepiono po śmierci mieszkańcom tych miast łatkę dewiantów i lichwiarzy – który zasłużyli na swój los. Ludzie lubią proste, jasne, łatwe wyjaśnienia. Zły – do piekła, dobry – na kolana, a wahający się – w słup soli.

Dziś w miejscu Sodomy i Gomory są już tylko fale...

Ale to nie koniec historii! Ku zaskoczeniu po całej tej widowiskowej rzezi Lot wraz z dwoma ocalałymi córkami znalazł się w nie lada opałach. Dom, majątek oraz społeczność w której do tej pory żył – wszystko przepadło. Znalazł nad brzegiem morza jakąś ponurą jamę, stęchłą kamienną grotę, i tam zamieszkał. Perspektywa przetrwania rodziny wyglądała jednak nieciekawie – Ci, na których pomoc można było liczyć umarli sprawiedliwie pozabijani, a wokół czaiły się inne plemiona – dla których on i jego córki były łatwym łupem.

Co ciekawe mężczyźni z tych plemion nie chcieli posiąść jego córek, choć były one (jak podaje Święta Księga) wciąż dziewicami – a więc nadawały się idealnie na żony. Zapewne w jakiś sposób rozniosło się po okolicy, że rodzina Lota przyczyniła się do zagłady tysięcy ludzi. Jego prośby i oferty pozostawały nieskuteczne, a nad jego rodem zawisło widmo wymarcia. W tamtych czasach nie stosowano jeszcze koncepcji niepokalanego poczęcia (choć w Egipcie eksperymentowano już z Izydą) więc trzeba było wymyślić coś innego. Córki wpadły na pomysł, że zapłodni je własny ojciec – i problem rozwiąże się we własnym niejako zakresie…

Grota w której schronienie znalazł Lot i jego córki

Niemniej bogobojny Lot miał obiekcje do takiego rozwiązania; dopiero co za rozwiązłość Bóg wybił do zera dwa miasta pełne ludzi, a teraz on sam miał uczynić coś wbrew moralności? Swoją drogą niezłą musiał mieć zagwozdkę: z Sodomy uszły z życiem obie jego córki, bo były tak jak on sprawiedliwe; a teraz namawiały go na taki karkołomny erotyczny uczynek. 

Córki – których imion nigdy nie poznaliśmy – w desperacji uknuły plan: postanowiły upić ojca winem, i uprawiać z nim seks wbrew jego woli, gdy zaśnie. Genialne rozwiązanie, kto z Was by na to nie wpadł, prawda? Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto by się nie zdecydował w takiej sytuacji… No i się stało. Pewnej nocy, w ciemnej grocie „córki spoiły ojca, i dosiadały go” – wg opisu w Biblii – „na zmianę, by zajść w ciążę„. Udało się, happy end.

Grota w której schronienie znalazł Lot i jego córki

Owa grota – w której córki zgwałciły własnego ojca w celu przedłużenia rodu – istnieje do dziś. Wznosi się na wschodnim wybrzeżu Morza Martwego; dość wysoko na skałach. Przez ostatnie trzy tysiące lat poziom wody opadł znacznie, więc aby się tam dostać trzeba wspiąć się kilkaset metrów w górę. Kiedy wiele wieków później chrześcijaństwo zapanowało nad Cesarstwem Rzymskim wzniesiono tu nawet kościół, któremu dano nazwę Church of Saint LotKościół św. Lota. Bóg najwidoczniej nie miał uwag do całej tej sytuacji, bo tym razem nie zrzucił na ludzi ani meteorytu, ani zarazy, ani choćby tak preferowanej klęski żab. Postawiono ładne kolumny, misę chrzcielną, kilka cel dla mnichów – a miejsce stało się celem pielgrzymek. To ma sens, musicie przyznać – nie ma to jak uczcić Święty Gwałt.

Obecnie kościół leży w ruinie, zachowały się tylko jego pozostałości oraz brama wiodąca do pieczary. Miejsce będące świadkiem pomysłowej rozpusty jest zaskakująco niewielkie; to bardziej dziura w ziemi niż grota z prawdziwego zdarzenia. Zmieści się tu może koc, kilka dzbanów wina, nawet na krzesło nie ma już miejsca. Skromnie musiał więc tu żyć Lot ze swymi córkami, a potem z wnukami będącymi jednocześnie synami.

Grota w której schronienie znalazł Lot i jego córki

Kilkaset metrów od Jaskini Lota znajduje się wzniesiony niedawno nowoczesny budynek, a w nim muzeum poświęcone Najniższemu Miejscu na Ziemi. To bardzo ciekawy obiekt, w którym zgromadzono artefakty z czasów, w których wędrowne plemiona ludzkie wędrowały wzdłuż Morza Martwego i osiedlały się na jego brzegach – w tym zapewne i w Sodomie, i w Gomorze. Historia ludzkości sięga w tym miejscu dziesięciu tysięcy lat wstecz, a więc wyprzedza o tysiąclecia historię Lota. Muzeum jest moim zdaniem miejscem o wiele ciekawszym niż sama Grota Lota, choć o wiele mniej znanym. Warto przyjechać tu właśnie dla niego, a przy okazji tylko wspiąć się do pieczary – a nie na odwrót.

Historia rodziny Lota trwa do dziś. Jego poczęci w tak pomysłowy sposób wnukowie (synowie?) stali się protoplastami dwóch potężnych plemion: Moabitów i Ammonitów. Tym ostatnim ze względu na źródło powstania rodu do dnia dzisiejszego Żydzi nie podają ręki.

I jeszcze ciekawostka na zakończenie: o złe wychowanie córek obecnie obwinia się ich matkę, nieznaną z imienia słynną Żonę Lota zamienioną w słup soli. Taki oto opis znalazłem na stronie jednego ze współczesnych nam zakonów: „Te wydarzenia nie mogłyby mieć miejsca, gdyby w pamięci zamieszanych w nie osób nie znajdował się obraz szlachetnej matki. [Żona Lota] nie miała w sobie wiary, dlatego nie zaszczepiła jej w sercach swoich dzieci, a przez to nie uwrażliwiała na grzech i jego skutki. Taka jest polityka kobiet świata: na wszystko sobie pozwolić, okłamać nawet męża lub ojca, byleby tylko osiągnąć swój cel” – pięknie napisane, prawda? Wszystkiemu winne są kobiety, niczym w średniowieczu. Teraz już wiecie.

Wnętrze Muzeum Najniższego miejsca na Ziemi

Oficjalna notatka UNESCO:

Miejsce to znajduje się na południowo-wschodnim krańcu Morza Martwego, na stromym zboczu piargowym, z widokiem na współczesne miasto Safi (biblijna Zoara). Na mozaikowej mapie z VI wieku n.e. w Madabie w Jordanii jest ono dokładnie przedstawione jako Sanktuarium Agios (po grecku „święty”) Lot obok Zoary […] Sanktuarium Agios Lot składa się z bizantyjskiego kompleksu klasztornego z szeregiem cel pustelniczych nad nim. Centralnym punktem jest bazylikowy kościół z potrójną apsydą, zbudowany wokół naturalnej jaskini, która, jak wierzyli pierwsi chrześcijanie, była miejscem schronienia Lota i jego córek po zniszczeniu Sodomy (Rdz 19) Jest on flankowany od południa przez duży zbiornik, a od północy przez refektarz z piecem, schronisko dla pielgrzymów i wspólną komorę grobową.

Kościół zdobią mozaikowe posadzki z napisami w języku bizantyjskim greckim, datowanymi na kwiecień 606 r. n.e. i maj 691 r. n.e. Dwa inne greckie napisy na kamieniu, które odwołują się do Agios Lot, potwierdzają chrześcijańską identyfikację tego miejsca jako Sanktuarium Lota. Pochówki z wczesnej epoki brązu I (ok. 3000 r. p.n.e.) i środkowej epoki brązu II (ok. 2000-1500 r. p.n.e.) w jaskini i wokół klasztoru nawiązują do obszaru ‚Ain ‚Abata jako miejsca świętego nawet w czasach przedchrześcijańskich. Ostatnie osadnictwo na tym miejscu miało miejsce w okresie wczesnego kalifatu Abbasydów (koniec VIII do początku IX w. n.e.), co może wskazywać na ciągłą cześć Lota w okolicy zarówno przez chrześcijan, jak i muzułmanów.

Chcesz zobaczyć więcej zdjęć? Kliknij znaczniki na poniższej mapie.

Jordania – więcej losowych materiałów z wypraw:

UNESCO – więcej losowych materiałów z tej kategorii: