Do Pokhary najrozsądniej jest dolecieć samolotem – najlepiej bezpośrednio z międzynarodowego lotniska w Katmandu. Choć odległość pomiędzy tymi miastami jest stosunkowo niewielka (jak na nepalskie realia) i wynosi około 200 kilometrów, to na pokonanie jej busem potrzebujecie minimum sześciu godzin. Jeżeli do Pokhary udajecie się pierwszy raz w życiu – i jest to Wasza pierwsza wizyta w tym kraju – to może nawet warto pojechać komunikacją publiczną; będzie to z pewnością ogromna przygoda. Trudno jednak znaleźć powód, by tę trasę ponownie pokonywać samochodem – chyba, że podróżujecie w wersji mocno ekonomicznej. Owe sześć godzin wynika z katastroficznej wręcz jakości dróg w Nepalu. Uważam, że drogi te zasługują na przyjęcie do UNESCO.
Samo miasto jest nieco pomniejszoną wersją 4-krotnie większej stolicy kraju. Posiada swój klimat, choć trudno napisać o nim, że jest piękne czy specjalnie ciekawe. Ma swoją magię podobną do każdego zachowanego choć częściowo w pierwotnym stylu miasteczka leżącego na subkontynencie indyjskim. Klimat tworzą głównie jego mieszkańcy – nigdy nie mogę nasycić się obserwacją ich codziennego rytmu życia.
Korzystając z bliskości wspomnianych już himalajskich szczytów Pokhara w dużej części funkcjonuje dzięki turystyce; i na niej właśnie opiera swoje funkcje życiowe. Dlatego też centrum miasta niemal w całości zabudowane jest wszelakiej różnorodności hotelami, hostelami, pensjonatami i prywatnymi kwaterami. Nawet w szczycie sezonie możecie przyjechać tu w ciemno, bez żadnej rezerwacji – i bez kłopoty znajdziecie nocleg. Pod tym względem poczuć się można w Pokharze niczym nad Bałtykiem, nad którym ciągnące się po horyzont domki turystyczne wyglądają niczym rybackie sieci.
Nie mniejsza niż noclegowa jest tu oferta wycieczek, masaży, restauracji, kulinariów, spływów, wpływów, wspinaczek i zjazdów – wszystko dla turystów. Przeważająca część przyjezdnych zatrzymuje się nad jeziorem Phewa, które jest jedyną chyba naturalną atrakcją miasta; owszem – są trasy trekingowe po okolicznych wzgórzach, ale gdy na wyciągnięcie ręki znajdują się Himalaje, to nie mają one zbytniej racji bytu…
W leżącej nad brzegiem jeziora zachodniej części miasta znajdziecie wszystko, co jest niezbędne do turystycznego życia. Są restauracje, pasaże, deptaki, kawiarnie, sklepiki, wypożyczalnie sprzętu oraz agencje turystyczne – w których zorganizujecie dosłownie wszystko. Na ulicznych straganach obowiązuje wcześniejsze ustalenie ceny; inaczej możecie się zdziwić, gdy za napój wart złotówkę… przyjdzie Wam zapłacić pięć dolarów. Ale to podstawy podróżniczej sztuki przetrwania, które obowiązują na całym świecie – więc chyba nie muszę o tym wspominać.
Pokhara nie oferuje zbyt wiele atrakcji poza samą sobą. Można odwiedzić kilka niezbyt interesujących zabytków hinduistycznych, oraz popływać na wiele sposobów łodziami po jeziorze. Niestety miasto jest także położone zbyt nisko, by dobrze było widać z jego hotelowych tarasów majestatyczne Himalaje. Dla mnie podczas krótkiego pobytu w Pokharze główną atrakcją był… monsun, który z nieskończoną upartością atakował nas rzęsistym deszczem co kilka godzin.
Jeżeli miałbym zaproponować Wam trzy atrakcje związane z miastem to byłyby to: spływ lub treking wzdłuż rzeki Seti Gandaki, odwiedziny Muzeum Górków (Gurkha Memorial Museum) oraz jednej z okolicznych jaskiń, np. zasiedlonej przez tysiące nietoperzy Mahendra Cave. Poza tymi krótkimi wycieczkami czas będziecie spędzać na regeneracji podczas wieczornych uczt lub na sprawdzaniu sprzętu – w zależności od tego, czy dopiero ruszacie w wysokie góry, czy z nich wracacie. Jeżeli nie macie dogranych planów, i dopiero zastanawiacie się co ze sobą zrobić w Nepalu – to Pokhara jest idealnym miejscem do szukania przewodników, zdobywania przepustek oraz rozwiązania wszelkich logistycznych zagwozdek.
W 2024 roku Pokhara otrzymała od rządu Nepalu oficjalny tytuł Turystycznej Stolicy Kraju. Nic w tym dziwnego biorąc pod uwagę, że leży zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od trzech z dziesięciu najwyższych szczytów świata; a jednocześnie jest normalnym miastem.
Z ciekawostek warto zaznaczyć, że miasto nie jest bezpiecznym miejscem – i nie chodzi o przestępczość, lecz o warunki geologiczne. Badania dowodzą, że w samym tylko średniowieczu doszło tutaj do co najmniej trzech potężnych trzęsień ziemi, które spowodowały ogromne osunięcia gruntu. Z analizy tzw. zlepieńców – czyli naniesionych warstw błota i mułu – wynika, że podczas jednego z takich wydarzeń doszło także do megapowodzi. Podczas tego geologicznego „incydentu” z 1190 roku n.e. ze szczytu Annapurna-IV zeszły aż 23 kilometry sześcienne skalnej lawiny; w efekcie Annapurna IV straciła około 600-800 metrów wysokości (!!!) i liczy dziś jedynie 7525 metrów. Gdyby podobne zdarzenie miało miejsce współcześnie, liczba ofiar śmiertelnych szłaby w setki tysięcy osób. Także podczas naszego trekkingu miało miejsce trzęsienie ziemi, w którym zginęło kilkanaście osób w wioskach odległych o 40-60 km od naszej trasy.
Zastanawiam się teraz co jeszcze mógłbym napisać o Pokharze; i ponownie zaskakuję sam siebie, że niewiele. Co bardziej leniwi spędzą tu nieco senne kilka dni, natomiast aktywni nie będą mogli doczekać się, by ruszyć dalej. To typowy hub będący początkiem i końcem wędrówki; miejsce, w którym dopinacie ostatnie szczegóły, kontrolujecie zezwolenia oraz czekacie na transport. Powodzenia na szlakach!
I tyle.