Zaczęło się od Al-Uli, zabytkowego starożytnego miasta i regionu znajdującego się na liście dziedzictwa UNESCO. Do kompleksu archeologicznego nie było wolnych biletów – bo jak poinformowano nas w Biurze Informacji właśnie trwał tam jakiś festiwal – a do miasta też nie można było wjechać, bo… przyleciał Szejk z rodziną. Policja obstawiała rogatki miasta z każdej strony, i zatrzymywała takich jak my: białych, dziwnych, podejrzanych. Wjazdu nie ma i kropka. Przyjedźcie jak szejk wyjedzie.
O ile nieudanych odwiedzin Mada’in Salih – czyli kompleksu archeo będącego pozostałościami po słynnych Nabatejczykach – specjalnie nie żałowałem, bo byłem tam dwa lata wcześniej podczas biegu ultra rozgrywanego na pustyni, to samego miasta Al-Ula żałowałem. Michał – mój współpodróżnik – żałował nawet tak mocno, że poszedł tam pobiegać na dziko, no i zgarnęła go policja. Było energetycznie, ale jakoś go odbiłem z rąk mundurowych!
Nie weszliśmy także na szczyt Jabal as-Sauda, przez wiele lat uważany za najwyższy szczyt Arabii Saudyjskiej. Powód? Na wierzchołku znajduje się ekskluzywny hotel, do którego lubi sobie przylatywać rodzina szejka; i pech chciał – przylecieli akurat wtedy, kiedy chcieliśmy tam wejść. O tym możecie przeczytać w artykule – Stare miasto w Abha i wredne pawiany
Sytuacja powtórzyła się kolejny raz w bohaterze dzisiejszego artykułu, czyli w mieście Hail, w którym chcieliśmy zwiedzić XIII-wieczny zamek o dźwięcznej nazwie A’arif Fort. Tym razem jednak to nie szejk był powoden – po prostu wbrew wszelkim informacjom znalezionym w sieci zamek był zamknięty na kłódkę. Zresztą nie tylko on – podobny status nieczynności z nieznanego powodu miało położone u jego stóp muzeum.
Miasto Hail liczy obecnie pół miliona mieszkańców i położone jest mniej więcej na środkowej północy Arabii Saudyjskiej; ze stolicy kraju – Rijadu – jest tu około 650-700 kilometrów, więc całkiem sporo – co świetnie pokazuje rozmiar kraju, bo do granicy z Jordanią jest nadal dość daleko – kolejne 600 kilometrów. Od miasta Hail nazwę przyjął cały w przeważającej części rolniczy region Hail, ograniczony od północy przez olbrzymi, liczący sobie 130 tysięcy kilometrów kwadratowych (ponad 1/3 powierzchni Polski!) Królewski Rezerwat Przyrody im. Króla Salmana Bin Abdulaziza.
A’arif Fort leży w centrum miasta, na szczycie charakterystycznego – w kształcie przypominającego wrzeciono – skalnego wzgórza, idealnie nadającego się do obrony. Nie jest to jakiś szczególnie duży system fortyfikacji: jądro fortu ma zaledwie 400 metrów kwadratowych powierzchni, i otoczone jest niezbyt imponującymi murami. Całość wzniesiono z kamienia oraz z suszonej na słońcu cegły – w internecie znajduje się sporo błędnych tłumaczeń, że mury fortu wzniesiono z błota – nie dajcie się temu nabrać.
Fort wzniesiono w 1260 roku, i zgodnie ze swym przeznaczeniem służył przez kilkaset lat jako obronna warownia. Powielane są też informacje, że stał się on w pewnym okresie bezpieczną przystanią dla karawan przemierzających pustynne szlaki, a następnie stacją dla pielgrzymów. Nie jest to treść wiele wnosząca do historii zamku, bo… wszystkie tego typu obiekty takie właśnie pełniły funkcje – aż do końca XIX-wieku.
Na dachu fortu znajduje się mosiężna armata, z której podczas ramadanu oddawano wystrzały sygnalizacyjne – nam nie było niestety dane jej obejrzeć ze względu na wspomnianą kłódkę tkwiącą w bramie wejściowej. Strata nie była jednak wielka, bo zdjęcia znalezione w internecie pokazują, że armata wygląda… jak armata. Ogólnie podczas naszej wizyty cały teren leżący poniżej fortecznego wzgórza był wielką budową – która chyba wciąż trwa, jeżeli wierzyć satelitarnemu podglądowi. Co do otwarcia / zamknięcia fortu, to nadal w sieci znajdują się sprzeczne informacje: jedne źródła podają, że obiekt jest udostępniony turystyce, inne zaś – że został tymczasowo zamknięty. Biorąc pod uwagę fakt, iż trwa wojna z Iranem i turystyka raczej upadła w Arabii Saudyjskiej – zgaduję, że bliższa prawdzie jest ta druga informacja.
Miło było zaliczyć kolejny historyczny obiekt w ramach mojej akcji pt. Kamień na Kamieniu. Samych zamków i ruin opisałem już prawie dwieście, a zwiedziłem trzy razy tyle w ponad siedemdziesięciu krajach. Możecie je obejrzeć TUTAJ
I tyle.