Kości zostały rzucone. Spalić za sobą mosty. Przekroczyć Rubikon… To wszystko są synonimy podjęcia decyzji, od której nie ma już odwrotu. Skąd wzięło się ostatnie z tych powiedzeń, „Przekroczyć Rubikon”? By odpowiedzieć na to pytanie musimy cofnąć się w czasie aż o 2070 lat.

W 53 roku p.n.e Imperium Rzymskie jest ogromne, silne, rozciąga się przez pół Europy. Jego pozycja militarna, za sprawą niespełna 50-letniego Gajusza Juliusza Cezara, jest niepodważalna. Ten rzymski wódz i namiestnik prowincji Galii, pokonawszy kolejno plemiona Helwetów, Swebów i Belgów jako pierwszy z rzymian stawia stopę na wielkiej wyspie leżącej u północnych brzegów Galii – w Brytanii. Wraca na kontynent opromieniony sławą zdobywcy i pogromcy Brytów.

Wkrótce w Galii wybucha jednak powstanie pod wodzą Wercyngetoryksa. Losy powstania ważą się długo – przeciwnicy Cezara mają armię złożoną z 250 tysięcy ludzi, podczas gdy on dysponuje zaledwie 50 tysiącami legionistów. Dodatkowo sam wódz Galów ma przy sobie kolejne 90 tysięcy wojowników. Jednak armia powstańcza jest konfederacją wielu plemion, niezdolnych do dłuższej współpracy. Twierdza Wercyngetoryksa – Alezja – pada po kilku epickich bitwach, a antyrzymska koalicja rozpada się. Sam wódz Galów zostaje uduszony w Rzymie podczas tzw. Triumfu.

Dzięki kolejnemu zwycięstwu Juliusz Cezar staje się niezwykle popularnym wodzem. Milion ofiar, które zostawia za sobą, jest w tamtych czasach powodem do dumy a nie wstydu. Jednak opozycja w samym Rzymie jest coraz silniejsza – senatorowie obawiają się rosnącej siły Cezara dysponującego tysiącami oddanych mu bezgranicznie legionistów. To nie pierwszy raz w historii starożytnego świata, gdy wielki dowódca na fali zwycięstw staje się zagrożeniem dla kraju, który sam reprezentuje.

Cezar zdaje sobie sprawę z tego, że funkcja którą piastuje – Namiestnika Galii – jest tylko przyznawanym czasowo urzędem. To rzymski Senat wyznacza namiestników na określoną kadencję, i rzymski Senat ich odwołuje. Cezar wie, że gdy zostanie odwołany z funkcji wodza, stanie się zwykłym żołnierzem. Wyrusza więc wraz ze swoimi legionami w drogę przez Alpy – ku Rzymowi. Tam, w sercu imperium, pragnie obronić swoje polityczne aspiracje. 

Ale Senat rzymski nie próżnuje. Głównym przeciwnikiem Cezara jest Pompejusz; kiedyś, za czasów triumwiratu, jego polityczny sojusznik – teraz zaś śmiertelny wróg. Pompejusz przygotowuje specjalne ustawy w myśl których by ubiegać się o przedłużenie namiestnictwa Cezar musi osobiście stawić się przed Senatem. Nie przez posłów. Nie przez wysłanników. Osobiście. Bez swoich żołnierzy obozujących pod murami Rzymu. Senat żąda także, by Cezar zwrócił dwa doskonałe i bitne legiony, które zostały wysłane mu z pomocą podczas wojen galijskich i podboju Brytanii. Te wciąż służą pod jego rozkazami. To oczywiście pułapka mająca za zadanie osłabić Cezara i zwabić go do Rzymu.

Obie strony zdają sobie sprawę z tego, konfliktu nie da się zażegnać polubownie. Cezar wie, że gdy stawi się w Rzymie – zostanie uwięziony, oskarżony o spreparowane przestępstwa i stracony. Jednakże do Rzymu nie może wejść ze swoimi legionami – na to nie zezwala prawo i tradycja.

Wojska Cezara docierają do niewielkiej rzeki Rubikon, położonej około 250 kilometrów na północ od Rzymu. To nieformalna granica pomiędzy Italią właściwą a Galią Przedalpejską. Tutaj legiony stają obozem, a Cezar jeszcze raz próbuje dojść do porozumienia z Senatem. Wysyła posłów, Ci jednak wracają z niczym – Senat nawet nie chce wysłuchać jego argumentów. Należy wspomnieć, że istnieje też wersja mówiąca o tym, że posłowie zostali wysłani przez Cezara tylko po to, by stworzyć pozory dyplomacji. Juliusz nie jest zwykłym Julkiem, i także zna się na podstępach.

Senat twardo rozkazuje: Cezar ma oddać legiony i władzę. Senatorzy zabraniają mu przekroczyć Rubikon – linia rzeki staje się więc granicą pomiędzy prawem, a bezprawiem. Prawo Rzymskie mówi: Namiestnik prowincji może dowodzić oddanymi mu pod władanie legionami tylko na swoim terenie. Wkroczenie z nimi na teren Italii oznacza utratę dowództwa, tytułów oraz.. wyrok śmierci za złamanie prawa. Cezar ma więc do wyboru – skapitulować i poddać się władzy Senatu, albo zostać buntownikiem.

Cezar zdaje sobie sprawę z tego, że jeżeli zastosuje się do poleceń Senatu, to w ten czy inny sposób zostanie stracony. Jest zbyt silny, zbyt popularny i zbyt znienawidzony przez senatorów, by zachować głowę. Nie namyśla się długo. Pomiędzy 10 a 12 stycznia 49 roku p.n.e. wypowiada słynne słowa: Alea iacta est! („Kości zostały rzucone!”). Choć nieposłuszeństwo w stosunku do Senatu oznacza karę śmierci także dla każdego z jego  szeregowych legionistów, to XIII Legio Gemina przekracza Rubikon wraz z nim. Taka jest siła żołnierskiego przywiązania do zwycięskiego wodza.

Dla Cezara i jego armii nie ma już odwrotu. Tak jak w przypadku wszystkich buntowników świata – albo zwyciężą, albo zginą. I to jest prawdziwy sens powiedzenia „Przekroczyć Rubikon”. To krok bez odwrotu. Jednak Fortuna Cezarowi sprzyja i wkrótce wkracza on do Rzymu. Senat zostaje zdziesiątkowany, podporządkowany, a jego władza spacyfikowana. Prawo przegrywa z mieczem. Republika zostaje obalona, a Rzym staje się Cesarstwem.

Pompejusz i zwolennicy senatu uciekają z Rzymu, ale przegrywają kolejne starcia. Cezar wie jednak, że uśmiech fortuny może się zawsze odmienić. Dlatego ściga Pompejusza aż do Egiptu. Tam otrzymuje głowę swojego wroga na tacy. Dosłownie. I tam też poznaje Kleopatrę, kobietę, która wstrząśnie Rzymem. Ale to już historia na zupełnie inną opowieść…

Gdzie leży Rubikon? Dzięki postaci Cezara rzeka stała się jedną z najbardziej znanych rzek w historii. Wprawdzie może poza pierwszą dziesiątką; ustępuje pola rzekom stanowiącym zalążki cywilizacji. Przed Rubikonem na pewno jest  Nil, Huang He, Eufrat. Ustępuje on także sławnej Amazonce, Renowi, Jangcy czy Missisipi. Ale gdzieś w drugiej dziesiątce świadomości – przynajmniej Europejczyków – Rubikon znajduje się do dziś.

Jaki jest Rubikon? Tutaj czeka na większość z nas zaskoczenie. Słynna rzeka to w rzeczywistości wątły strumień, przypominający w trakcie gorącego włoskiego lata snującą się ospale mętną strugę pełną żab. Ma 29 kilometrów długości, i przekroczyć go można w wielu miejscach… jednym krokiem. Dosłownie. Owszem, zimą i wiosną, po obfitych opadach czy roztopach, Rubikon nieco bardziej przypomina prawdziwą rzekę. Osiąga kilka metrów szerokości i może dwa metry głębokości. I tyle.

Nie ma absolutnej pewności co do historycznej lokalizacji strumienia. Przez ponad dwa tysiące lat rzeczka wielokrotnie zmieniała bieg przystosowując nurt do zmieniającej się geografii. Jeżeli jednak Rubikonem nie jest ten strumień, który obecnie nosi jego nazwę, to w okolicy nie ma więcej kandydatów do tego miana.

Jednym z niewielu miasteczek leżących nad Rubikonem jest 18-tysięczne Savignano sul Rubicone. W jej centrum znajduje się stary, kamienny most pamiętający czasy rzymskie. Historia nazwy miasta odzwierciedla doskonale historię poszukiwań samego Rubikonu: pierwotnie miasto nazywało się Savignano in Romagna. Ale gdy okazało się, że strumień płynący przez miasto jest prawdopodobnie historycznym Rubikonem, sam Benito Mussolini w 1933 roku specjalnym dekretem zmienił nazwę miasta na Rubicone.

Jeżeli most, z którego tak dumni są dzisiejsi mieszkańcy, rzeczywiście powstał w I wieku p.n.e., to wielce  prawdopodobne jest, że nim właśnie przemaszerował Juliusz Cezar na drugi brzeg Rubikonu. Nie zmienia to jednak faktu, że odwiedzając słynną rzekę doznacie sporego dysonansu poznawczego. To nie rzeka – to strumień.

Na południowym przyczółku mostu, tym bliższym Rzymowi, stoi pomnik pierwszego dyktatora Rzymu. Gajusz Juliusz Cezar stoi dumnie, jakby wciąż odbierał paradę kolejnych przekraczających most kohort. Na Rzym, po władzę! – mówi jego spojrzenie. Mimo, że Cezar był despotą, to mieszkańcy miasteczka są z niego dumni – w tamtych czasach każdy był despotą i Cezar niewiele się wyróżniał na tym polu. Przeszedł do historii dlatego, że wygrał. Gdyby przegrał, runąłby w przepaść zapomnienia jak każdy inny buntownik. Wraz z nim na dnie swojej rzeczki spocząłby zapewne także kamienny most.

A Rubikon? Rubikon płynąłby dziś dalej swoim spokojnym nurtem, dając każdego dnia schronienie kaczkom, żabom i komarom. I gdyby jakimś przypadkiem, kiedyś, nie wiadomo kiedy, któryś z tych komarów ugryzł kogoś sławnego – np. poetę albo modelkę – to nurt Rubikonu wspominałby to wydarzenie po wsze czasy. Szmer strumyka opowiadałby historię: „Mój komar, ten urodzony tutaj nad rzeczką, opodal krzaczka – dziabnął kogoś znanego w rękę!”

Cezar jednak wszystko zepsuł. Przez niego nigdy już nic ważniejszego od wydarzeń z 49 roku p.n.e. nad rzeką  Rubikon się nie wydarzy. Słynnego wydarzenia sprzed ponad dwóch tysięcy lat nic nie przebije.

#Rubikon #Rubicone #JuliuszCezar