I tak właśnie się dzieje (marzy), kiedy człowiek planuje na podstawie tego, co mu się wydaje. Nie wiem, więc się wypowiem. Nie byłem – więc opiszę. Nie umiem, więc zrobimy tak.
Rzymskie Koloseum oczywiście jest ogromne i fascynujące. Kiedy miesiąc temu wyszliśmy z moim synem ze stacji Colosseo (Mb) i stanęliśmy oko w oko z tym imponującym zabytkiem, mój 12-letni Maciej zrobił wielkie WOW. Niewiele jest tak ważnych dla ojca rzeczy jak zabranie swojego syna w niezwykłe miejsce, w którym on zrobi WOW Tato!
Niemniej fascynacja koloseum wynika głównie z jego wielkości. W ten sam sposób reagujemy na Wielki Mur Chiński, na egipskie Piramidy czy pierwszą kupę słonia spotkaną na safari. Ten zachwyt jest wynikiem przytłoczenia zaskakującą wielkością, rozmiarem który wstrząsa naszym mózgiem i sprawia, że potrzebujemy dłuższej chwili na to, by od nowa ustalić perspektywę otaczającego nas świata. To jak pierwszy strzał w mordę na dyskotece – jeżeli jesteś nieprzygotowany, to też doznasz efektu WOW.
Drugi etap oswajania się z Koloseum – gdy już dojdziemy do siebie po szoku skali – to ganianie jak wariat dookoła w poszukiwaniu najpiękniejszego ujęcia. Wiem jak jest, bo sam zrobiłem trzy okrążenia zanim zrozumiałem, że chodzę w kółko. Ktoś mniej rozgarnięty mógłby umrzeć z głodu tak łażąc dookoła, tylko dlatego, że starożytni Rzymianie wymyślili sobie okrągły zabytek. Pod tym względem wikingowie byli bardziej funkcjonalni: ich drogi były proste – miały początek i koniec; w stylu płyń pięć dni przed siebie mając za plecami górę, a następnie skręć w lewo. Ale Rzymianie nie, oni wiedzieli lepiej! Oni zbudowali muzeum w kształcie koła, żeby można było błąkać się w nieskończoność. Choć z tym kołem to też nie do końca prawda, bo wyszedł im owal – najwidoczniej cyrkiel mieli krzywy.
W ogóle to zastanawia mnie taka rzecz: jacy Ci Rzymianie musieli być głupi. Egipcjanie już na trzy tysiące lat przed nimi potrafili tak zbudować piramidy, że miały równe kąty, że odzwierciedlały mapę gwiazd, że kiedy podzieliłeś szerokość przez wysokość i wyciągnąłeś pierwiastek, to dostawałeś liczbę, która wiała grozą ułamków. Kiedy Chińczycy budowali twierdzę kończącą Wielki Mur, to ich architekt tak wyliczył liczbę potrzebnych mu do budowy cegieł, że po zakończeniu wznoszenia zabytku została tylko jedna – postawił ją więc na murze jako symbol triumfu umysłu człowieka nad matematyką.
A co osiągnęli Rzymianie? Czy spotkaliście się kiedykolwiek z wyliczeniem, że jak dodacie sumę łuków wszystkich łuków w Koloseum, to wyjdzie z tego jakaś magiczna liczba – na przykład pięć? Albo, że przekątna przeciwprostokątna areny rzucająca cień na lożę cesarską w dniu przesilenia letniego wskazuje kierunek na coś zaskakującego, na przykład na Nowy York? Nie! Rzymianie wznosząc Koloseum byli tak głupi, że nic takiego nie zaprojektowali. Nawet ten owal wyszedł im krzywy, i musieli wznieść dookoła Koloseum bardzo wysokie mury, żeby tej fuszerki nie było widać. Jednym słowem: żenada.
Do czego służyło Koloseum każdy wie. I nawet w tym elemencie jego budowniczowie polegli, bo nie zostawili żadnych tajemniczych zagadek do rozwiązania. Przyprowadzono na arenę zgraję facetów, a oni się tłukli po mordach – bez finezji, bez kosmitów, bez nekromantów. Nie ma na przykład ani jednej legendy o tym, że pod Koloseum są jakieś tajemnicze tunele prowadzące do Środka Ziemi, żadnych podań o ukrytym tam Złotym Pociągu, żadnych frapujących opowieści o zamurowanych w fundamentach żywych niewolnikach. Nawet amerykański most Golden Gate ma takie legendy – że budowlańców, co się zabili, wrzucano od razu hyc do betonu. A w Rzymie buba, zero, null. Żadnej białej damy włóczącej się po murach.
I żeby ten zabytek chociaż skradziono, to nie! A nie mówcie mi teraz, że za duży – i że się nie da. Pewnego dnia na Wyspie Wielkanocnej skradziono 18-tonowy posąg Moai. Wieczorem był, a rano bęc i nie ma. Jak go wywieziono z tej wyspy, skoro tam nie ma portu? Jak podniesiono, skoro nie ma tam dźwigów? Pewne jest tylko tyle, że wieczorem był, a rano już go nie było. Czary? Chcieć znaczy móc! Ale Koloseum nikt nigdy nie ukradł, i nawet nie próbowano.
Rzymskie Koloseum jest zabytkiem w wiecznej renowacji. Budują, remontują, stukają i głaszczą go ekipy konserwatorskie nieustannie od lat. Wszystko zagrodzone jest siatkami, oplakatowane, poobkładane poduszkami – żeby się nie zepsuło. A tysiące ludzi każdego dnia łażą jak zaklęci, i fotografują ten plac budowy. To zupełny absurd, bo na świecie są inne kolosea, które też są piękne… a na dodatek ukończone. Ale o tych innych siostrzanych budowlach mało kto wspomni, i mało kto wie – bo Rzym to Rzym, i przecież znajomi mnie wyśmieją jak wstawię na Instagrama nie to Koloseum co trzeba.
Od czasu kiedy byłem młodym podróżnikiem – a było to zupełnie niedawno – bardzo się zmieniłem. Już nie chce biegać jak opętany po murach Koloseum z kamerą wykrzykując potępieńczo jak tu pięknie. Dookoła jest tyle dziuń robiących sobie selfie w spódniczkach (a czasem i bez…), że Koloseum jest jak Tyber. Kto widział płynący przez centrum Rzymu Tyber, ten zrozumie to porównanie. Absurdalnie oklepane turystycznie zabytki dziś raczej zniechęcają mnie do siebie niż zachęcają; tak jak wszystkie popularne miejscówki typu must see. Dlatego też do wnętrza Rzymskiego Koloseum nie wszedłem, popatrzyłem tylko przez darmową dziurkę w ogrodzeniu. Kupię bilet dopiero wtedy, kiedy instagramerki z cyckami na wierzchy zaczną toczyć tam walki; a potem przyjdzie lew i je wszystkie zje.
W mojej podróży przez świat obiektów UNESCO ten zabytek oznaczam sobie jako zaliczony. Byłem, widziałem, i przyklepałem.
I tyle.
Założony, według legendy, przez Romulusa i Remusa w 753 r. p.n.e., Rzym był najpierw centrum Republiki Rzymskiej, następnie Cesarstwa Rzymskiego, a w IV wieku stał się stolicą świata chrześcijańskiego. Miejsce to, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, rozszerzone w 1990 roku o mury Urbana VIII, obejmuje niektóre z najważniejszych zabytków starożytności, takie jak Fora, Mauzoleum Augusta, Mauzoleum Hadriana, Panteon, Kolumna Trajana i Kolumna Marka Aureliusza, a także budynki religijne i publiczne papieskiego Rzymu.