Mam ambicję, by ten wpis stał się najmniej ambitnym wpisem w całej już 5-letniej historii mojego bloga. I mam ku temu kilka powodów! Po pierwsze i najważniejsze: jak już zaznaczyłem – nie weszliśmy do środka jaskini. Dane nam było tylko powłóczyć się po okolicy oraz wsadzić koniuszek naszych ciał w sam początek podziemnego systemu; na ostatnie wejście spóźniliśmy się dosłownie o jakieś 15 minut. Nie darliśmy z tego powodu jednak szat, i nie modliliśmy się do świętej Rity – uznaliśmy, że przenocujemy w okolicy i zwiedzimy sobie jaskinię rano.
Drugi powód nieambitności jest taki, że prawie już tego miejsca nie pamiętam. Nawet tam nie zjedliśmy kanapki, a kilka fotek szwagier strzelił „na wszelki wypadek”. No przecież mieliśmy tam wrócić! Traf chciał, że nie wróciliśmy; choć nocowaliśmy rzeczywiście w okolicy, to znaleźliśmy o wiele ciekawszy podziemny obiekt do zwiedzenia – Przepaść Macochy – ZOBACZ
Ogromna Macocha i Jaskinie Punkvy – które nomen omen trzy dni temu została przyjęta na Listę Dziedzictwa UNESCO – warte były tego, że zupełnie zapomnieliśmy o Jaskini Kůlna. A może nawet o kilku jaskiniach, bo Kůlna położona jest zaraz obok kilku innych jaskiń tworzących Morawski Kras – ktoś te podziemia kiedyś posiał tak gęsto, że zasadniczo to człowiek ciągle gubi się wchodząc do jednej jaskini i wychodząc inną. Nazwaliby to jakoś zgrabniej i uporządkowali, bo dostaje się kołowrotka podczas zwiedzania.
I na koniec: tak mi się to wszystko pogmatwało, że nawet nie wiem czy zdjęcia na mapie osadziłem w prawidłowym miejscu – pewnie o kilkaset metrów się pomyliłem… Ale nie musicie się tym martwić: nawet jak źle traficie, to i tak się nie zorientujecie.
Ogólnodostępne wejście do Jaskini Kůlna jest fajne – początek jaskini to skalny portal o szerokości blisko 40 metrów. Można wejść do środka dość głęboko, więc dzieciaki będą zachwycone – nawet jeżeli nie załapiecie się na oficjalne zwiedzanie z przewodnikiem. Jednak w skali fajności, którą definiuje odległa zaledwie o sześć kilometrów Macocha, Jaskinia Kůln jest jak bobek nietoperza. Możecie podjechać pod nią autem, możecie cyknąć przed jej wejściem kilka fotek, możecie zjeść obiadek i rozprostować nogi – ale celem numer jeden musi być dla Was Punkva i jej podziemna rzeka. Nie mam tu żadnych wątpliwości.
Ze spraw istotnych „encyklopedycznie” warto wspomnieć o tym, że w jaskini podczas II wojny światowej Niemcy urządzili podziemną fabrykę, która funkcjonowała od jesieni 1944 roku do drugiej połowy kwietnia 1945 – a więc prawie do momentu kapitulacji III Rzeszy. Podczas tego epizodu duża jej część została zniszczona poprzez zabetonowanie podłoża tuneli w celach fabrycznych.
Nie powinno także nikogo dziwić, że tak dogodne schronienie było przez tysiące lat wykorzystywane przez naszych przodków z epoki paleolitu. Łowcy i zbieracze mieli tu idealne warunki zarówno do polowań, jak i zimowania: na dnie jaskiń znaleziono liczne szczątki zwierzyny oraz ślady kolejnych nakładających się na siebie kultur ludzkich – wraz z ich charakterystycznymi narzędziami. Najstarsze odnalezione praludzkie szczątki należały do neandertalczyka i oceniono je na 60 tysięcy lat. Kupa czasu mości Panie !!!
I tyle.